PCh 015: Taniec jako narzędzie rozwoju osobistego i biznesowego. Wywiad z Justyną Jakubczyk

Z KIM I O CZYM JEST PODCAST

 
Charyzma to rozwój, a ten podcast to podważanie powszechnego przekonania, że z charyzmą trzeba się urodzić i droga do tego, jak się jej nauczyć.
 
Gościem piętnastego odcinka jest Justyna Jakubczyk, która opowie o połączeniu tańca i biznesu. Z tego odcinka dowiecie się:  
Czego może nauczyć taniec, co można wykorzystać w biznesie? Dostosowanie ubioru do środowiska? Czy jest miejsce na seksualność w biznesie? Jak taniec wpływa na: empatię, poziom stresu oraz zdrowie? Gdzie szukać miejsc do nauki tańca? Co ma wspólnego inteligencja emocjonalna z tańcem? Jak taniec rozwija mózg i pamięć?  Co daje środowisko taneczne?   
 
Justyna Jakubczyk prowadzi szkolenia i warsztaty z obszaru Customer Experience oraz Design Thinking w sektorze MŚP, udziela indywidualnych konsultacji młodym przedsiębiorcom. Jest trenerem miękkich kompetencji kobiet w biznesie oraz zespołów projektowych, realizując nowatorski program "Dance Your Business to Success". Wykorzystuje techniki taneczne i teatralno-improwizacyjne w rozwoju inteligencji emocjonalnej. Łączy własne doświadczenie zawodowe z doświadczeniem w świecie sztuki. Przeinteligentna, wiecznie uśmiechnięta i przede wszystkim roztańczona. 😉
 

NOTATKI Z NASZEJ ROZMOWY

  • Wikipedia o Dancehallu

  • Książka „Mowa ciała w pracy”

  • Talenty Gallupa na blogu

  • Wikipedia o MBTI - test osobowości

  • Studio "2-gie piętro"

  • Odcinek podcastu Charyzmatyczny o zdrowym odżywianiu

  • Książka „Inteligencja emocjonalna” 

  • Odcinek podcastu Charyzmatyczny o charyzmie

  • O co chodzi z nauką języka niemieckiego?  

  • Wrocławska dancehallowa grupa taneczna - FYAH BURNIN'

  • Justyna na Linkedin

  • JustFullness - Full of Customer Experience - Justyna na FB

  • JustFullness - Full of Woman Experience - Justyna na FB 2

  • Mail do Justyny - j.jakubczyk@justfullness.pl

Transkrypcja

Dawid Straszak: Witaj w podcaście Charyzmatyczny. Bardzo mi miło, że wpadłaś, zwłaszcza, że przyjechałaś z Warszawy.

Justyna Jakubczyk: Tak, przyjechałam prosto ze stolicy do Wrocławia, gdzie mieszkałam 10 lat, ale około rok temu wyprowadziłam się do Warszawy.

DS: A skąd pochodzisz?

JJ: Spod Zgorzelca. Włosień to mała wioska.

DS: A teraz zdobywasz szturmem stolicę.

JJ: Na pewno po Wrocławiu nadszedł czas na większe miasto.

DS: Mogłabyś opowiedzieć, czym się obecnie zajmujesz?

JJ: Jestem trenerką kompetencji miękkich. Zajmuję się zagadnieniami takimi jak Customer Experience(czyli doświadczenie klienta) i analogicznie – Employee Experience. Zarządzam tymi zjawiskami w firmach.

DS: Ale jednak dużą część twojego życia pochłania temat dzisiejszej rozmowy, czyli taniec.

JJ: Masz rację. To moja największa pasja życiowa i jestem w trakcie przenoszenia jej do życia zawodowego. Postanowiłam połączyć dwa obszary, w których czuję się najpewniej, czyli biznes i korporacje z tańcem.

DS: Dlatego chciałbym poruszyć tę kwestię. Zaciekawiłaś mnie, bo nigdy nie słyszałem o takiej kombinacji poza przypadkami zakładania szkoły tańca, co jest zwykłym monetyzowaniem swojej umiejętności. Ty podchodzisz do tego inaczej – powiesz nam, jak?

JJ: W moim przypadku taniec jest narzędziem pozwalającym na rozwój innych, dzięki któremu szlifuję ich kompetencje miękkie, czyli ich cechy osobowości w celu przygotowania ich do różnych ról w organizacjach, takich jak liderskie, menadżerskie, kierownicze – czyli po prostu związanych z awansem. Oczywiście jest on niezbędny, jeśli chcemy rozwijać się zawodowo, a żeby do niego doszło, oprócz kompetencji i doświadczenia, kluczowe są również kompetencje miękkie, czyli pewność siebie, autoprezentacja, umiejętność nawiązywania relacji, komunikacja interpersonalna i jeszcze wiele innych, o których dzisiaj wspomnę. Taniec może pełnić wiele funkcji: estetyczną, widowiskową, ekspresyjną, ale też rozwijającą, zdrowotną i  terapeutyczną. Ten aspekt interesuje mnie najbardziej i na nim skupiam się od kiedy zaczęłam uczyć tańca, czyli od 6 lat. Nigdy nie ograniczałam się do muzyki, rytmu i nauki kroków. Prowadziłam głównie zajęcia z dancehall, czyli jamajskiego stylu tanecznego, dla dziewczyn i kobiet. Skupiałam się wtedy na tym, jak moje uczennice się prezentują, jak układa się ich ciało, jak uczyć się nowych rzeczy, czyli np. przełamywania stresu i innych barier. Korzystałam więc z tańca w miękki sposób i czerpałam z ruchu, muzyki, łączenia umysłu, ciała i emocji do wewnętrznego rozwoju.

DS: Czyli podeszłaś do tego w sposób kompleksowy, by taniec nie był po prostu mieszaniną kroków, których trzeba się nauczyć, ale też na tym, co w tańcu nazywa się bodajże attitude?

JJ: Dokładnie tak. Oznacza to postawę, to jak się prezentujemy przed publicznością i przed lustrem, ale też nastawienie interpersonalne, związane z naszymi cechami charakteru i tym, jak chcemy to zaprezentować światu.

DS: Skąd pomysł, żeby przenieść taniec do biznesu?

JJ: To wynika z moich doświadczeń, przede wszystkim zawodowych. Po obronieniu dyplomu ze stosunków międzynarodowych marzyłam o pracy w dużej korporacji i awansie na szczebel menadżerski. Najpierw pracowałam chwilę w UPS, gdzie się zresztą poznaliśmy…

DS: Tak jest.

JJ: Później zrezygnowałam na rzecz działalności tanecznej i kawiarni, gdzie odbywały się zajęcia taneczne i rozwojowe. Niestety ten pomysł szybko spalił na panewce, bo okazało się, że taniec nie jest wystarczającym powodem, żeby zakładać własny biznes. Dlatego zaczęłam pracę w nowej korporacji, Credit Agricole – czyli w zupełnie nowej branży, odległej od moich tanecznych i humanistycznych zainteresowań. Ale dzięki temu, że po pracy dalej kontynuowałam przygodę z tańcem, czyli chodziłam na treningi grupowe, solo, w parach, jeździłam na zawody, występowałam i prowadziłam zajęcia, umiejętności taneczne przyczyniły się do rozwoju moich umiejętności zawodowych. Udawało mi się w banku rozwijać nowe kompetencje oraz gromadzić wiedzę, ale też zaadoptować się do nowego korporacyjnego środowiska, nawiązać partnerskie relacje z przełożonymi. Jestem przyzwyczajona do tego, że w tańcu nie ma hierarchii, a nawet jeśli ktoś ma ogromne doświadczenie i wiedzę, to i tak traktuje innych jak równych sobie. Taki nawyk pozwolił mi rozmawiać na równi z pracownikami wyższego szczebla jak i nawiązać relacje z nimi. Po roku pracy na stanowisku asystenckim udało mi się dostać na stanowisko menadżerskie, zarządzałam nowym procesem w największym programie, jaki realizowaliśmy wtedy w banku. Uważam to za mój największy sukces zawodowy: z tak niskiego stanowiska awansowałam dużo wyżej, nie posiadając bogatego doświadczenia w branży. Oczywiście wywołało to kilka trudnych i skomplikowanych sytuacji w związku z innymi pracownikami w firmie. Pokazało mi to jednak jak bardzo taniec może nas przygotować do pełnienia ważnych ról. Po dwóch latach pracy w banku zdałam sobie sprawę, że taniec jest narzędziem, które pozwoliło mi rozwijać się zawodowo, więc mogę to przekuć w biznes i uczyć innych, jak sami mogą wykorzystywać umiejętności nabyte w tańcu jako narzędzie do rozwoju w firmach.

DS: Jestem zaskoczony przede wszystkim dlatego, że większość korporacji jest silnie zhierarchizowana. Im wyżej wchodzimy, tym większy dystans, dlatego cieszę się, że taniec wykształcił w tobie umiejętność traktowania innych partnersko, niezależnie od stanowiska. Możesz podać inne przykłady, jak taniec cię ośmielił w biznesie?

JJ: Jeśli mamy mówić o odwadze do podejmowania się wyzwań, muszę zwrócić uwagę na pewność siebie. Uważam, że to niezbędny aspekt każdego człowieka, a zwłaszcza lidera. Świadomość własnych kompetencji i potencjału oraz prezentowanie ich, umiejętność przedstawiania siebie, swoich racji, rozmawiania z osobami na różnych stanowiskach... To tylko kilka umiejętności, które wymagają pewności siebie. Dał mi to na przykład taniec solo na treningach przed ekipą, którą poniekąd znałam. Jednym z ćwiczeń był taniec w środku kółka, gdzie mieliśmy wyjść i zaprezentować siebie, bardzo często poprzez improwizację nie wiedząc, jaką muzykę puści nam trenerka. Trzeba było wyjść przed wszystkich i, korzystając z wcześniej nabytych zasobów, czyli kroków i umiejętności, zatańczyć. Nie można było tego nie zrobić, inaczej człowiek jest spalony. Bierzemy się wtedy w garść, pokonujemy stres i obawy przed pokazywaniem się innym, a na dodatek zarządzamy ciałem i emocjami. To były najważniejsze sytuacje, w których uczyłam się pewności siebie i występowania, co zaowocowało w życiu zawodowym.

DS: To szalenie ciekawe, bo zawsze interesowałem się samorozwojem. Nigdy nie pomyślałbym, że taniec może w jakikolwiek sposób się do tego przyczyniać. Cieszę się, że podajesz konkretne przykłady nauki nowych umiejętności i zastosowania ich. Przecież sytuacja, którą właśnie opisałaś nie różni się wiele od prezentacji własnego pomysłu, kiedy 5 minut przed zebraniem dowiadujesz się o nowych regulacjach. Zaprezentowałaś bardzo ciekawe podejście. To prawda, że pracujesz tylko z kobietami?

JJ: W dużej mierze, owszem. Skupiam się na nich, bo lepiej z własnego doświadczenia wiem, jak funkcjonują, jakie mają potrzeby, co im przeszkadza i w jaki sposób mogą okiełznać emocje, bo to na nich często pracujemy. Opracowałam własny nowatorski program rozwoju kompetencji miękkich kobiet w organizacjach pod nazwą „Dance your mind and be the leader”. Skupiam się w nim na rozwoju inteligencji emocjonalnej i umiejętności przywódczych, ale bazą są emocje. Żeby zostać liderem, trzeba je poznać i potrafić nimi zarządzać. Znajomość mechanizmów emocjonalnych przydaje się również w przewidywaniu reakcji innych, żeby móc skutecznie poprowadzić zespół.

DS: Dobrze, że o tym mówisz, bo często spotykałem się z takim podejściem, że należy wyłączać emocje w pracy. Cieszę się, że stoisz w opozycji do niego, bo przecież każdy z nas ciągle coś odczuwa.

JJ: Mamy emocje, bo jesteśmy ludźmi.

DS: Dokładnie. Zamiast zaklinania rzeczywistości i mówienia, że one nie istnieją albo że powinniśmy nad nimi panować, lepiej wiedzieć, w jaki sposób nimi zarządzać.

JJ: Bardziej korzystne od wyłączania emocji jest ich poznanie i korzystanie z nich – to w końcu jedno z wielu narzędzi, którymi dysponujemy do komunikacji z innymi ludźmi i samym sobą. Kobiety często są tak obezwładnione przez emocje, że często zapominają, jak się z nimi obchodzić i je lubić. Od wielu terapeutów usłyszałam, że emocje potrafią być przytłaczające i wtedy najlepiej się od nich odcinać – uważam, że jest wręcz przeciwnie. Kobieca intuicja oparta jest na czuciu. Bardzo dobrze jest sprawdzać, co dane emocje mówią o nas samych. Nie tylko taniec, ale ruch w ogóle jest dobrym sposobem na wyrażanie uczuć i pracę z nimi. Kiedy czuję smutek, zastanawiam się, co on wywołuje w moim ciele i w którym kierunku mnie pcha. Nie wiem, czy też tak masz, ale w moim przypadku smutek kieruje mnie do dołu.

DS: Nie jestem pewny, czy rozumiem. Zastanawiasz się, co się dzieje w ciele, kiedy odczuwasz daną emocję?

JJ: Dokładnie: co się dzieje i w jaki sposób mogę albo z tą emocją pobyć, zapoznać się i powiedzieć „fajnie, że jesteś, bo mi coś mówisz, a ja muszę się dowiedzieć dokładnie, co się dzieje”, albo coś z nią zrobić, bo może już nie chcę z nią być. Istnieją ciekawe ćwiczenia, np. jeśli czujesz, że przygniata cię smutek, bierzesz głęboki oddech, pozwalasz mu się na chwilę przygnieść i pozwalasz temu przekuć się w inną emocję. Może być neutralna, żeby zrównoważyć stan ciała i umysłu, może to być radość, która pcha do góry: mówi się przecież, że ktoś skacze z radości. Złość też jest fajną emocją, bo pcha do przodu i jasno wyznacza kierunek działania. Jest to widoczne w zajęciach z ciałem, kiedy za pomocą tańca wyrażałyśmy towarzyszące nam emocje. Jeśli miałam się zezłościć, często wyobrażałam sobie różne sytuacje z pracy, na które w danym momencie nie mogłam zareagować gniewem, bo w środowisku emocjonalnym należy nad nim panować – wtedy później, na zajęciach z tańca wyrażałam te uczucia, poruszając się głównie do przodu. Żałuję, że nie mamy obrazu, bo chętnie bym to pokazała.

DS: Powiedz mi, czego można się spodziewać przychodząc na twoje warsztaty? Jakie ćwiczenia wykonujesz i jakich efektów można się po nich spodziewać w życiu codziennym i zawodowym?

JJ: Przede wszystkim pracujemy na emocjach, żeby poznać siebie i innych ludzi. Dobrym ćwiczeniem na początek jest pokazanie, jakie wrażenie wywołujemy na innych. Wtedy członkowie grupy jeszcze się nie znają, jedna osoba staje za zasłoną i opuszczamy ją na 20 sekund, dając jej czas na zaprezentowanie siebie. Może to zrobić w dowolny sposób: zatańczyć, stać, ruszać się, uśmiechać…

DS: Ale się nie odzywa?

JJ: Tak, mówię o komunikacji niewerbalnej. Osoby obserwujące spisują pierwsze wrażenia, co sądzą na temat tej, która się właśnie prezentowała, nie znając jej zupełnie. To pokazuje, czy nasze zachowanie i autoprezentacja pokrywają się z wyobrażeniem na własny temat oraz innych. Można wyciągnąć z tego ciekawe wnioski, bo często okazuje się, że zachowujemy się inaczej, niż byśmy tego chcieli.

DS: Dochodzi od konfrontacji naszego świata wewnętrznego i zewnętrznego.

JJ: Dobre podsumowanie. Często okazuje się, że kluczowa jest mowa ciała, która zdradza o nas więcej, niż słowa. W świecie biznesu nasz wygląd jest kluczowy. Mam na myśli dresscode: zawsze zaznaczam, że aby dostać awans i wejść w odpowiednie środowisko, należy opanować reguły, np. ubioru, które tam panują, bo w innym wypadku nie będziemy postrzegani jako osoby tam pożądane. Tak samo ważny jest sposób poruszania się: gestykulacja i mimika. Światowej sławy naukowcy zajmujący się mową ciała w biznesie Allan i Barbara Pease napisali książkę „Mowa ciała w pracy”, skąd można się dowiedzieć, że mowa ciała podczas spotkań biznesowych decyduje o wyniku negocjacji nawet w 80%. Bardzo często słowa przez nas wypowiadane ulatują z głów innych osób, podczas gdy wizualne wrażenia zostają. 

DS: Czasami podejmujemy decyzje oparte o to, że ktoś nam się zwyczajnie spodobał. I na odwrót, ktoś może mówić z sensem, ale czujemy, że coś nam nie gra w danej osobie. Znam ciekawą historię związaną z ubiorem, która fajnie obrazuje to, o czym mówisz. Jako że pracuję w korporacji, mamy tu osobą znaną jako „pan kanapka”, czyli człowiek, który rano sprzedaje nam jedzenie. Jego wariacją jest „pan precel”, który sprzedaje precle na śniadanie. Jedna z osób sprzedających zawsze przychodzi bardzo dobrze ubrana – w koszuli, marynarce – mimo że jego praca wcale tego od niego nie wymaga. Dlaczego to robi? Jego ubiór budzi duże zainteresowanie, nie tylko płci pięknej, ale i wszystkich. Komentarze, z jakimi się spotykam mówią mniej więcej tyle, że facet ma wielkie ambicje, jest za dobry na tę pracę. To wszystko w oparciu wyłącznie o jego ubiór.

JJ: To bardzo ciekawe.

DS: Ludzie go w ogóle nie znają, jego funkcja nie pozwala na nawiązywanie głębszych relacji. To potwierdza twoje stwierdzenie, jak bardzo ważny jest ubiór i mowa ciała.

JJ: Też mam podobną korporacyjną historię. Sądzę, że takie przykłady najlepiej przekonują do zadbania o swój wygląd, sposób chodzenia, a nawet siedzenia. Miałam koleżankę, która pracowała w banku już dziewięć lat, była naprawdę dobra w swojej specjalizacji, miała ogromny potencjał i możliwości, żeby awansować na stanowisko kierownika. Bardzo jej na tym zależało, ale jednym z czynników, które ją przed tym powstrzymywały, był fakt, że ubierała się, powiedzmy, nieco frywolnie. Samo to już ją dyskwalifikowało ze względu na wizerunek, ale na dodatek też siedziała w nieodpowiedni sposób, czasami nieelegancki, raczej ekstrawagancki i zbyt luźny. Niespecjalnie przywiązywałam uwagę do jej ścieżki kariery, ale kiedy zastanowiłam się nad jej awansem, jej wizerunek przyszedł mi do głowy jako pierwszy. Słyszałam też opinie, że postawa, jaką reprezentuje, kwalifikuje ją bardziej do obecnego stanowiska, nie zaś wyższego, bo tam pracownicy wyglądają inaczej. Cieszę się, że zatrzymaliśmy się na tych sytuacjach z życia codziennego, bo dzięki temu na przykład kobiety mogą zastanowić się, jak bardzo zadbanie o ich wizualny aspekt, a nie tylko wewnętrzny, może pomóc nam w karierze. Zresztą kiedy dobrze wyglądamy, również dobrze się ze sobą czujemy. A to przekłada się na całokształt naszego funkcjonowania.

DS: Dobrze, że do tego doszliśmy. W moim rozumieniu taniec łączy się ze zmysłowością, a nawet z seksualnością, na co miejsca w biznesie nie ma. W jaki sposób stawiasz granicę w swobodnym wyrażaniu siebie, żeby nie dopuścić do pojawienia się tej zmysłowości? O ile w ogóle to robisz.

JJ: Tańcząc dancehall, który wywodzi się z gorącej jamajskiej wyspy, gdzie kobiety są bardzo wyzwolone, prezentują się w bardzo skąpych strojach… Mówię o dancehallu, bo na nim się tanecznie wychowałam, to są moje korzenie. Ale oprócz tego tańczę też kizombę, elementy tanga, new style hustle, czyli tańce towarzyskie o odmiennym attitude. Natomiast gdy zaczęłam pracę w korporacji, tańczyłam dancehall. Wtedy faktycznie podczas występów na scenie miałyśmy na sobie dosyć kuse stroje i pokazywałyśmy naszą zmysłowość. Nigdy nie miałam problemów z wyznaczaniem granic, bo zawsze wiedziałam, że muszę się dostosować do środowiska, w którym się poruszam. Jeśli w tańcu czasami muszę się zachowywać delikatnie, kobieco, zmysłowo albo z pazurem – tak właśnie robię. Musiałam się tego nauczyć, bo sytuacja przypomina z lekka teatr, w którym wchodzimy w pewne role. Podobnie wchodząc do środowiska biznesowego trzeba wiedzieć, że panują zupełnie inne zasady, a otoczenie postrzega cię przez zupełnie inny pryzmat, do czego trzeba dopasować ubiór i zachowanie. Taniec sprawił, że jestem przebojowa, otwarta i ekspresyjna, więc musiałam świadomie pracować nad tym, żeby nie powiedzieć czegoś za dużo albo zrobić to w odpowiedni sposób. Muszę zaznaczyć, że Credit Agricole jest genialnym miejscem pracy. Mówię o tym dlatego, że pomimo panujących tam zasad odnośnie do ubioru i zachowania, panuje tam bardzo rodzinna atmosfera. Być może właśnie dlatego czułam się tam tak dobrze, bo gdy przeszłam ze środowiska tanecznego do biznesowego, musiałam nieco dostosować garderobę i przejść od luźnych ciuchów do marynarek i koszul. To nie wszystko – musiałam też dopasować swój styl bycia. Oczywiście momentami kusiło mnie, żeby się do kogoś czasami bardziej uśmiechnąć, z kimś dłużej porozmawiać, ale przez pewien czas należało zachować nieco dystansu, zanim relacje się nie pogłębiły. Na zmysłowość i seksualność nie ma w ogóle miejsca. Wydaje mi się, że najlepszym sposobem pracy nad tym jest uświadamianie dziewczyn na ten temat, bo mogą tego zwyczajnie nie wiedzieć. Muszę przyznać, że czasami nawet w środowisku tanecznym tancerkom zarzuca się, że są zbyt zmysłowe, seksualne i że przekraczają pewne granice. Są sposoby zachowań zarezerwowane na scenę, na salę taneczną, ale też tylko do związku. Tam już hulaj dusza, wtedy możesz być jaki chcesz i pokazywać każde oblicze, jakie tylko masz, a także wykorzystywać pełnię swojego potencjału zmysłowości i seksualności, aby wywołać u partnera odpowiednie reakcje.   

DS: To może się wypowiem z męskiej perspektywy. Przyszła mi właśnie do głowy pewna sytuacja, kiedy w Hali Stulecia we Wrocławiu odbywało się jednocześnie wiele szkoleń w różnych przeszklonych salach. Idąc na to prowadzone przeze mnie widziałem więc wiele innych, które odbywały się obok. Kiedy przechodziłem korytarzem i zerkałem do środka sal, moją uwagę przykuła jedna z prowadzących, a raczej jej wygląd – była świetnie ubrana, ale przekroczyła granicę: miała za krótką spódniczkę i za duży dekolt. Co ciekawe, zatrzymałem się, żeby się bliżej jej przyjrzeć, ale jestem pewien, że gdybym siedział tam w sali, to niczego bym nie wyniósł, bo moje myśli wciąż krążyłyby wokół jej wyglądu. Ważne jest też to, że przez ten wygląd wcale nie potraktowałem jej jako eksperta w dziedzinie, którą się zajmuje. Nie chcę oceniać jej poziomu wiedzy bazując na wyglądzie, ale to była moja pierwsza myśl.  

JJ: Po prostu pierwsze wrażenie.

DS: Omówiliśmy już zewnętrze aspekty, nad którymi można pracować. A w jaki sposób zajmujesz się cechami osobowości?

JJ: Bardzo często proszę uczestników o wypełnienie testu osobowości, może być podstawowy albo bardziej skomplikowany, zazwyczaj bazuję na testach MBTI (znany również jako test Myers-Briggs) albo z okrojonej wersji talentów Gallupa, która jest bezpłatna w sieci. Warto zainwestować w pełną wersję, która kosztuje około 100 dolarów, my wykonaliśmy go w pracy i później jeszcze uczestniczyliśmy w warsztatach opartych na rezultatach. Moim zdaniem to bardzo przydatne narzędzia pozwalające lepiej poznać siebie, odkryć swoje słabe i mocne strony. Jestem wielką zwolenniczką testu talentów wg Gallupa, bo poznajemy 34 talenty, które ma każdy, i dowiadujemy się, w jakiej kolejności u nas występują. Wyniki tego testu pokazały mi, w jakim kierunku powinnam się rozwijać, co mocno skonkretyzowało moje plany zawodowe. Na pierwszym miejscu mam optymizm, sądzę, że taniec jeszcze go wzmacnia. Dalej jest rozwijanie innych, co też miało swoje odzwierciedlenie w tańcu, entuzjazm i empatię. Ta ostatnia też dobrze się rozwija podczas tańca, bo zazwyczaj u kobiet jest ona zbyt mocno rozwinięta, co sprawia, że za bardzo odczuwamy stany innych ludzi przez co z kolei bardzo często same jesteśmy zblokowane. Z moich obserwacji wynika, że hamuje to naszą pewność siebie i asertywność. Wynika to z obaw powiedzenia innym osobom o pewnych sprawach, żeby ich nie zranić. Wpadamy wtedy w pułapkę zarządzania uczuciami innych zamiast swoich, co oczywiście wywołuje efekt przeciwny od zamierzonego, a szczególnie pośród kobiet ma to zgubne rezultaty w związkach i relacjach partnerskich. Boimy się wyrażać własnego zdania z obawy, że powiemy coś nieodpowiedniego. Kiedy to w sobie dławimy, zamienia się to w dołowanie i załamywanie się. Dlatego też poruszamy temat empatii, tego jak działają neurony lustrzane, bo to one są odpowiedzialne za współczucie i współodczuwanie stanów emocjonalnych innej osoby. To dzięki nim kiedy siedzimy w kinie albo teatrze i obserwujemy smutek bohaterów nam również robi się smutniej. Im bardziej są one rozbudowane, tym głębiej współodczuwamy. Oczywiście są nam bardzo potrzebne, dzięki nim uczymy się obserwując. W tańcu działa to w ten sposób, że nawet jeśli czegoś nie potrafimy, bo nie wykonaliśmy danego ruchu albo sekwencji, to patrząc jak robi to inna osoba, dzięki neuronom lustrzanym potrafimy to powtórzyć, nawet jeśli nie wykonujemy tego fizycznie. To ciekawe zjawisko, bo w przypadku filmiku instruktażowego, kiedy nie mamy żywego człowieka przed sobą ani dobrej przestrzeni do wykonania tego ruchu, ale gdy obejrzymy nagranie kilka razy z zaciekawieniem, nasz mózg już odtwarza te ruchy, dzięki czemu później łatwiej jest faktycznie to wykonać.

DS: Nigdy bym nie pomyślał, że w ten sposób można pracować nad empatią.

JJ: Nie ma innej możliwości niż założenie, że ktoś ma dobre intencje: chce dla ciebie tylko dobrze, chce się z tobą bawić, chce cię czegoś nauczyć, poprawić twoje błędy, pokazać nowe sposoby na poruszanie się. To samo można przenieść na życie, bo podchodzimy do innych z większą ufnością, bo z góry zakładasz pozytywne efekty. Taka praca w duecie pomaga w wyostrzeniu się na sygnały niewerbalne drugiej osoby, co wcale nie jest łatwe, a także bierzemy za nią odpowiedzialność: za to, co jej przekazujemy. Jeśli już o tym rozmawiamy, to muszę wspomnieć o ważnej kwestii nie tylko dla pań, ale też dla panów. Bardzo łatwo jest odczytać charakter drugiej osoby, gdy tańczy. Bardzo często jest tak, że gdy panowie są mocnymi indywidualistami, to robią swoje nie patrząc, czy partnerka nadąża, czy nie. Jeśli są samcami alfa to nie dają jej czasu na oswojenie się z rytmem, krokami i ich sposobem poruszania się, a po pierwszym tańcu widać, że atmosfera nie iskrzy.  

DS: Może też być w drugą stronę.

JJ: Jak najbardziej. Kobiety są coraz bardziej niezależne i pełne autonomii oraz indywidualizmu, więc nie dają się tak łatwo prowadzić. Często panowie mi mówią, że potrafię im zaufać i dać się poprowadzić. Potrzebowałam dużo czasu, żeby się tego nauczyć, bo tańcząc solo, ale też w większej grupie – byłam bardzo niezależną jednostką. Dlatego kiedy zaczęłam tańczyć w parze musiałam przede wszystkim słuchać komunikatów partnera oraz muzyki w taki sposób, żeby dopasować się do ich obojga. To ogromne otwarcie się na drugą osobę, które później pomogło mi w życiu i moim związku. Zawsze przekładam wszystko, co przeżywam w tańcu, na moje życie codzienne, prywatne i zawodowe.

DS: Doświadczyłem kiedyś czegoś podobnego, kiedy brałem udział w ćwiczeniu, które wykonywaliśmy w parach. Jedna osoba miała zawiązane oczy, a zadaniem drugiej było pokazywanie jej świata. Wykonanie tego ćwiczenia byłoby niemożliwe bez zupełnego zaufania. Zwróciłem wtedy uwagę na to, jak zachowują się osoby w innych parach i zauważyłem, że na podstawie takich obserwacji można było wyciągnąć wnioski na temat tego, jak te osoby funkcjonują w codziennym życiu. Z jednej strony niektóre osoby były wycofane i stawiały niepewnie kroki, a inne z kolei szły w ciemno i bez wahania.

JJ: To bardzo pożyteczne ćwiczenie, sama często je stosuję. Osoby trzymają się w parach za ręce, jedna z nich ma zamknięte oczy, a druga musi ją prowadzić. To okazja do pokazania swoich pozytywnych stron, troski, opieki i wzięcia odpowiedzialności za drugą osobę. Inne osoby pokazują też swoje cechy przywódcze. Nie wiem, czy znasz teorię przywództwa wg Maxwella, gdzie wyróżnił on 5 poziomów. Pierwszy polega na tym, że jestem silną jednostką, za którą podążają inni, ale nie dbam o relacje. Dominuje podejście, że zrobię to, co chcę zrobić, a czy ktoś za mną pójdzie czy nie, to nie moja sprawa. Można powiedzieć, że zrzucamy w ten sposób z siebie odpowiedzialność. To raczej niepożądana cecha.

DS: To zależy, wydaje mi się, że mogłaby się przydać w sytuacjach kryzysowych.

JJ: Masz rację, nie powinnam generalizować.

DS: Wracając do początku naszej rozmowy, wyraźnie zaznaczyłaś, że zajmujesz się budowaniem kompetencji przywódczych. Dlatego zakładam, że kobiety zapisujące się na twoje warsztaty chciałyby pracować nad umiejętnościami, dzięki którym staną się lepszymi liderkami. Jakich narzędzi używasz, aby to osiągnąć?

JJ: Zaczynam od zapoznania się z ich potencjałem poprzez wspomniane testy osobowości. Kiedy już wiem mniej więcej, z kim mam do czynienia, mogę swobodniej dobierać konkretne osoby do grup, czwórek/piątek, żeby uczestniczki się uzupełniały cechami. Pracujemy w takich mniejszych grupach, w których na przykład wykonujemy krótkie projekty, które można ukończyć przed zakończeniem warsztatu. Prezentuję pewien zasób kroków albo ruchów, z których uczestniczki mają ułożyć trzydziestosekundowy spektakl. Czyli pięć osób dostaje muzykę, ruchy, to są ich zasoby i na ich podstawie mają stworzyć mini-dzieło. To podobna sytuacja jak przy zespołach projektowych w pracy: dobiera się specjalistów z danych dziedzin, mając na uwadze komplementarność ich cech, wiedzy i doświadczenia, wyposaża się ich w konkretne zasoby, na bazie których mają coś stworzyć w konkretnym odcinku czasu. Osobiście staram się dobierać zespoły tak, aby wiedza i cechy ich członków się uzupełniały, ale to nie zawsze jest najlepsze rozwiązanie. Dopiero w trakcie pracy można faktycznie się dowiedzieć, kto jaki rzeczywiście jest i komu czego brakuje. Od razu wyłaniają się jednostki, które narzucają coś innym, potrafią poprowadzić grupę, zabierają głos, wytaczają ścieżki działania, rzucają pomysły. Wtedy widać już, że jest to osoba z potencjałem na zostanie liderem – wtedy kolejnym krokiem jest rozwijanie tych umiejętności albo uzupełnianie braków kompetencyjnych. Przykładowo są osoby, które potrafią poprowadzić za sobą innych, ale nie potrafią proponować własnych pomysłów i nie mają w sobie wizjonerskiego zmysłu. Wtedy pracujemy nad kreatywnością tak, aby dana osoba potrafiła uruchomić procesy, w ramach których łączy wiele niespójnych wątków i budować na ich bazie coś innowacyjnego. Zaraz opowiem o ćwiczeniach na kreatywność, dokończę tylko o pracy w grupie nad tworzeniem dzieła oraz przy okazji budowania więzi, które mają doprowadzić do szybko wypracowanej synergii pozwalającej wyprodukować coś nowego, nawet przy ograniczonych zasobach. Ta część warsztatów jest zarówno wykonywana w grupach kobiet i będzie też w zespołach projektowych, kiedy już się zaczną. Moim obecnym celem jest rozszerzenie programu warsztatów o rozwijanie kompetencji, które można ćwiczyć w zespołach projektowych, żeby zwiększać integrację, synergię i ulepszać współpracę w osiąganiu celów. Uczestnicy muszą się wtedy porozumieć na poziomie werbalnym i pozawerbalnym, a dzieło pokazują tylko i wyłącznie mową ciała. To ciekawe, bo zazwyczaj współpracuję z osobami ze środowiska biznesowego, które nie miały za wiele do czynienia z tańcem. Dlatego samo wyjaśnienie im, że mają przygotować coś tak dalekiego od znanej im rzeczywistości jest sporym wyzwaniem, ale też dobrą zabawą. Uczestnicy tylko na początku są wycofani, zazwyczaj jednak reagują pozytywnie i traktują to jak wyzwanie. Kiedy zaczynają ze sobą współpracować, każdy wnosi do zespołu coś własnego, pojawia się pozytywna iskra współpracy, nakręcająca ich wszystkich do działania. Bardzo podoba mi się w warsztatach to, że zazwyczaj bazujemy na abstrakcji. Świat tańca ma za zadanie rozbudzenie wyobraźni i pokazanie szalonych wizji. Wyraźnie widać to w teatrze albo spektaklach tanecznych: taniec pozwala na wyrażenie czegoś nowego, czego nie sposób wyrazić na co dzień ze względu na formalizmy, procedury, normy społeczne…   

DS: Czyli jest to forma odreagowania?

JJ: Zdecydowanie tak. Na scenie można się wyżyć i pokazać oblicze na co dzień niedostępne dla innych. Warto w tym miejscu wspomnieć, ze taniec pełni świetną formę relaksu i rozrywki. To czysta przyjemność, dzięki niemu możemy zrzucić z siebie stres i wszelkie napięcia. Nie wiem, czy miałeś w planie zapytać o zdrowie, ale w tym miejscu poruszyłabym temat stresu. W dzisiejszych czasach i takim trybie pracy, gdzie niemal całe społeczeństwo jest zestresowane i zasiedziałe, doświadczamy bardzo wielu napięć. Nie są one generowane wyłącznie mentalnym odczuwaniem stresu i borykaniem się z trudnymi codziennymi emocjami, ale też tym, że praktycznie cały czas siedzimy, przez co z kolei nie uwalniamy nieprzyjemnych uczuć ani nie zrzucamy z siebie stresu. Taniec umożliwia nam zniwelowanie napięcia. Już sama muzyka uspokaja nasz umysł, a później całe ciało. Jeśli dorzucimy do tego ruch, bez skupiania się na konkretnych krokach, wprawiając się tylko w bezwładny ruch, możemy od razu obniżyć napięcie i pozbyć się blokad niwelujących nasz potencjał. Pracując w banku często stosowałam takie przerwy… Trudno nazwać je przerwami tanecznymi, bo nie zawsze miałam możliwość włączenia muzyki, ale wstawałam od biurka i zachęcałam współpracowników w open space do tego samego, żeby się poruszać przez kilka minut, powyginać i porozciągać. Dzięki temu uelastyczniamy zasiedziane ciało i odciągamy umysł od tego, na czym był skupiony, żeby później mógł znów się lepiej skoncentrować. To świetny sposób na podniesienie energii w pracy. Czy tobie w ogóle zdarza się tańczyć i znasz związany z nim przypływ pozytywnej energii?

DS: Właśnie chciałem użyć przykładu, że z tańcem mam tyle wspólnego, że kiedy nikt nie widzi i usłyszę dobrą melodię, to poruszam się we własnym rytmie, bardziej dla żartu. Ale masz rację, zawsze poprawia mi to samopoczucie.

JJ: Jeśli robisz to dla żartu, to znaczy, że wywołuje to twój uśmiech.

DS: Dokładnie tak. Zastanawiam się, czy jeśli mam gorszy nastrój, zadziałałoby to podobnie.

JJ: Oczywiście, że tak. Sama to stosuję i polecam wszystkim. Jeśli pozwolisz sobie wyjść ze schematów i codziennej rutyny, pomyślisz, że problem cię przerasta, i odłożysz go na chwilę, wyłączysz myślenie, a włączysz muzykę i chociaż przez chwilę zrobisz z siebie idiotę za zamkniętymi drzwiami, to po kilku minutach synchronizujesz się ze swoim ciałem. Wtedy umysł przełącza się w inny tryb funkcjonowania, zapominasz zupełnie o problemach albo ich skala się zmniejsza. Pozwalając sobie na beztroskę, stajesz w odpowiednim dystansie do problemów, dzięki czemu łatwiej jest znaleźć na nie rozwiązanie. Nawet jeśli nie uda się to od razu, taki relaks daje nam szansę na zwykły odpoczynek. Byłam ostatnio na spotkaniu z Małgorzatą Czernecką z Human Power, firmy zajmującej się zarządzaniem energią pracowników. Wspomniała wtedy, że zaleca krótkie przerwy ze wstawaniem od komputerów, żeby na przykład pobiegać po schodach. Fizyczny wysiłek pozwala głowie na odpoczynek. Od jakiegoś czasu taka aktywność jest na szczycie piramidy żywienia, bo ma ogromny wpływ na nasze zdrowie. Wiem, że to dziwnie brzmi, bo przecież to nie jest jedzenie, ale to tylko pokazuje jej wagę w naszym życiu. Ciało jest naturalnie przyzwyczajonego do tego, żeby się poruszać. My z kolei jesteśmy pokoleniem trzech krzeseł: siedzimy w pracy, w aucie po pracy i w domu, najczęściej przed komputerem albo telewizorem.

DS: Ale przedstawiłaś pozytywną wizję… Niestety jest prawdziwa.

JJ: Dlatego ostatnio w firmach coraz częściej mówi się o tak zwanym well-being, czyli dobrostanie, który obejmuje dbanie o fizyczne aspekty pracy, poprawie ergonomii, i o ruch fizyczny ogólnie. Dlatego też ja jestem propagatorką zmian organizacyjnych w pracy i prób przemycenia elementów tańca, bo ta aktywność najszybciej nas rozluźnia. Ćwiczenia fizyczne w dużej mierze polegają na spięciach mięśni, które i tak są spięte w wyniku stresu. Wtedy bardzo często dochodzi do kontuzji. Nie dość, że mięsień jest zastany, bo długo siedzi w jednym miejscu i się nie rusza, na dodatek jest sztywny ze stresu – wtedy ćwiczenia na siłowni przynoszą efekt odwrotny do zamierzonego. Dlatego bardziej zalecane są zajęcia rozciągające, pilates, które przynoszą rozluźnienie. Warto o tym pamiętać.

DS: Czy masz przykład osoby, z której jesteś wyjątkowo dumna, bo dzięki tańcu pokazałaś jej, że stać ją na dużo więcej, niż się spodziewała i przełożyło się to na sukcesy na polu osobistym albo zawodowym?

JJ: Tak, nawet w ostatnich dniach dostawałam wiadomości od koleżanki, która przez dłuższy czas chodziła na moje zajęcia dla kobiet. Napisała mi, że dopiero ostatnio – kiedy również ja zaczęłam więcej mówić o wpływie tańca na pozostałe sfery życia – zdała sobie sprawę z tego, że dzięki zajęciom tanecznym polubiła swoje ciało, czuje się bardziej kobieca, przestała się garbić, nabrała gracji i wdzięku. W wyniku tych zmian bardziej polubiła siebie, zaczęła samą siebie doceniać, na co podobnie zareagował jej partner i ich związek się poprawił. Mówi też, że dzięki ćwiczeniom improwizacyjnym i prezentowaniu układów reszcie grupy przełamała lęk przed autoprezentacją. Często kiedy dziewczyny tańczą widać, jak bardzo są spięte wewnętrznie – zapada im się klatka, wstydzą się wielu ruchów. Kilka wyjść poza strefę komfortu i wydanie się na pożarcie widowni powoduje, że nabierają kontroli nad lękiem, dzięki czemu na przykład potrafią bardziej asertywnie komunikować swoje potrzeby partnerowi. Nie zawsze widać bezpośrednio ten łańcuch przyczynowo-skutkowy, ale pewność siebie, samoakceptacja i umiejętność wyrażania siebie werbalne i niewerbalnie powodują zmiany w wielu sferach życiowych. Nie dość, że mojej koleżance poprawiła się sytuacja w związku, to po zmianie pracy było jej łatwiej wejść w nowe środowisko, bo dzięki tańcu stała się bardziej odważna. Wróciłabym tutaj jeszcze do tematu funkcjonowania naszego mózgu podczas tańca: im częściej się ruszamy, koordynujemy całe ciało i przemieszczamy się na prawo i lewo, a do tego dochodzi muzyka, w która w zasadzie jest matematyką i porusza lewą półkulą – to wszystko powoduje synchronizację obu półkul mózgu. Prawa jest odpowiedzialna za abstrakcyjne myślenie, kreatywność, artystyczną sferę życia. Ulepszając ich współpracę zwiększamy wydajność i efektywność nauki, lepiej przyswajamy i przetwarzamy informacje, poprawia się umiejętność analizy. Poprawia się wyobraźnia przestrzenna i myślenie logiczne. Łatwiej jest też się nam przystosowywać do zmian w dynamicznym środowisku, bo szybciej przyswajamy wiedzę. Praca ciała to również praca umysłu, dlatego też możemy śmiało mówić też o rozwoju umysłowym. Z kolei jeśli myślimy o cechach charakteru, warto mieć na uwadze, że nasz mózg przestawia się na inny tryb funkcjonowania, więc korzyści z tańca jest naprawdę dużo. Wracając do przykładu koleżanki, łatwiej zaadoptowała się w nowym środowisku, bo była bardziej otwarta na innych. To z kolei wykształciła sobie podczas zajęć z tańca, kiedy musiała współpracować z całą grupą i poniekąd zaufać niektórym z jej członków.  Świadomość, że w ten sposób możemy poprawić swoje życie zawodowe, bardzo ułatwia rozwój kariery.

DS: Dobrze, jeśli chcemy ośmielić czytelników do rozpoczęcia przygody z tańcem, zadam pytanie, które ośmieliłoby przede wszystkim mnie. Czy można źle tańczyć?

JJ: Nie sądzę, to raczej ten sam przypadek co ze śpiewam, każdy może to robić, niektórzy trochę lepiej, inni trochę gorzej. Taniec towarzyszył nam od zarania dziejów. To naturalna forma ekspresji i komunikowania się z drugim człowiekiem. Każdy z nas ma w sobie tę umiejętność. Zależnie od kultury, w której się wychowaliśmy, jesteśmy w stanie lepiej lub gorzej dotrzeć do tych zasobów. Na przykład w kulturach śródziemnomorskich jest to bardziej akceptowalne, na Zachodzie też, w Polsce jeszcze taki luz i frywolność są mniej akceptowalne. Mimo to każdy z nas jest w stanie nauczyć się podstawowych kroków, rytmu. Rytm to czysta matematyka, dlatego nawet jeśli na co dzień nie tańczysz, ale twoja praca wymaga od ciebie wykonywania obliczeń albo logicznego myślenia, na pewno w mig opanujesz nowe sekwencje i przełożysz je na ruch. Jeśli idziemy na kurs dla początkujących, każdy z uczestników jest na tym samym poziomie. Tempo przyswajania kroków zależy od indywidualnych predyspozycji i umiejętności poruszania się, ale piękno tańca polega na tym, że jest w nim miejsce na błędy. Zazwyczaj inni członkowie grupy są tak nastawieni, żeby pomóc i nauczyć poprawnych kroków. Sama, gdy eksperymentowałam i popełniałam błędy nie tylko na sali tanecznej, ale również na zawodach, mogłam później przeanalizować, co do nich doprowadziło i czego nie powinnam robić. Poza tym uważam, że powinno się podchodzić do tańca jako zabawy i przyjemności.

DS: Czyli nie zadaniowo?

JJ: Dokładnie. W pierwszej kolejności należy korzystać z rekreacyjnej funkcji tańca, ponieważ to pozwoli nam się oswoić z nowym środowiskiem, towarzystwem, własnymi błędami i niekompetencją. Dopiero później możemy ewentualnie narzucać sobie pewne zadania.

DS: Masz jakieś rady dla osób, które chciałyby zacząć, ale nie wiedzą, jak wybrać szkołę tańca albo w ogóle zacząć jej szukać?

JJ: Sądzę, że w dużej mierze zależy to od indywidualnych preferencji i tego, na czym konkretnie nam zależy. Podejrzewam, że taniec w parze na początek stanowiłby zbyt dużą barierę dla silnego indywidualisty. Wtedy sprawdzą się zajęcia w grupach, gdzie każdy tańczy osobno, czyli np. w szkołach street dance, bo tam są takie style jak hip hop, break dance albo taniec nowoczesny, modern jazz albo mój dancehall… Nazw i styli jest bardzo wiele, sama nie śledzę tego dokładnie. Polecam wrocławskie szkoły tańca specjalizująca się w dancehallu, na przykład Drugie Piętro, bo wywodzę się ze środowiska street dance, z którego narzędzi i technik korzystałam ucząc się tańczyć. Traficie tam na prawdziwe autorytety w swojej dziedzinie. Z kolei jeśli ktoś po prostu chce przyjść potańczyć w parze, to… Wiele styli latynoamerykańskich tradycyjnie tańczonych w parach tańczy się też w kole albo indywidualnie i dopiero po pewnym czasie łączymy się w pary, żeby przećwiczyć kroki, których się nauczyliśmy. Na pierwszy raz sprawdzą się tańce użytkowe, gdzie nauczymy się prostych kroków, czyli na przykład jak obracać partnerkę albo dać się poprowadzić partnerowi. Można to później wykorzystać na imprezie albo weselu.

DS: Wydaje mi się, że nie wspomniałaś o jednej kluczowej kwestii, czyli o tym, że można rozkręcić bioderka właśnie z tobą.

JJ: Masz rację, walczę ze sztywnością bioder w Polsce bo nawet w środowisku tanecznym obserwuję, jak bardzo dziewczyny są sztywne i zamknięte w odcinku lędźwiowo-biodrowym. Potrafią na przykład wyizolować biodra, tańczyć ramionami i klatką piersiową, a biodra stoją w miejscu. Ten ogromny problem wynika z tego, że na co dzień bardzo długo siedzimy i musimy się bardzo skupić, żeby naturalnie poruszać całym ciałem. Dlatego powstał mój program o nazwie „hips your style – rozkręć biodra” – czasami dodaję do tego „i uwolnij kobiecość”, bo uważam, że biodra są jej kluczowym elementem. Przede wszystkim musimy o nie zadbać też ze względów zdrowotnych, bo poruszanie zastałymi i przykurczonymi mięśniami poprawia przepływ krwi. Dlatego ruchy bioder nie tylko rozluźniają, ale wzmacniają ukrwienie i unerwienie narządów wewnętrznych, dzięki czemu lepiej pracują. Wiem o tym z własnego doświadczenia, bo niedawno dotknął mnie problem, którego się ani trochę nie spodziewałam: endometrioza. Jak się okazuje, ta choroba nie dotyka tylko starszych kobiet, ale również tych poniżej 30-tki i wiąże się mocno z zastojami krwi. Kiedy udałam się do lekarza tradycyjnej medycyny chińskiej, bo preferuję naturalne leczenie, usłyszałam od niego, że podstawą jest dieta… O czym już zresztą wiesz, bo przecież jeden z odcinków dotyczył właśnie tego tematu. Po drugie dowiedziałam się, że skoro tańczę, to mam już lekarstwo na moje dolegliwości. Poradził mi ruszać bardziej biodrami, dlatego zainteresowałam się przede wszystkim kizombą, co mi bardzo pomogło. Po kilku miesiącach udało mi się z tego wyjść pomimo ponurych prognoz lekarzy. Dlatego właśnie uskuteczniłam akcję „hips your style”, czyli taneczne live’y na Instagramie od poniedziałku do środy o ósmej rano przez kilka minut rozgrzewamy całe ciało z naciskiem na biodra.

DS: Raz to zrobiłem nie spodziewając się żadnych trudności, ale okazało się, że to wcale nie jest takie łatwe i muszę się rozruszać.

JJ: Plaga sztywności dotknęła i ciebie.

DS: Zdecydowanie, ale bardzo fajnie się bawiłem.

JJ: Cieszę się, mam nadzieję, że dodało ci to również energii, bo w końcu muzyka i ruch pobudzają. Muszę też dodać, że to bardzo dobrze działa na mięśnie brzucha. Jeśli ruszamy biodrami, musimy zadbać o odpowiedni oddech, a przepona aktywuje właśnie brzuch, który pracuje też przy zadawanych przeze mnie izolacjach. Same korzyści, polecam.

Chciałabym wrócić do tematu inteligencji emocjonalnej, który poruszyliśmy na samym początku, bo to dla mnie ważna kwestia.

DS: No właśnie, co ją łączy z tańcem?

JJ: Zacznę od samej inteligencji emocjonalnej. Warto wiedzieć, że oprócz samego IQ, o którym kiedyś mówiło się bardzo dużo, mamy te EQ, czyli inteligencję emocjonalną, opisaną przez światowej sławy psychologa Daniela Golemana. Napisał on w swojej książce, że w 80% sukces zdeterminowany jest inteligencją emocjonalną, czyli cechami charakteru, z którymi się rodzimy i które po drodze również szlifujemy albo zaniedbujemy. Dzieli się ona na trzy wymiary: umiejętności emocjonalne (samoakceptacja, samoświadomość, wiara we własne możliwości, umiejętność wykorzystania swojego potencjału), umiejętności społeczne (sposób komunikacji z innymi, nawiązywanie relacji, adaptacja w nowym środowisku, współpraca, kreatywność, improwizacja, asertywność, negocjowanie) oraz umiejętności prakseologiczne, które są związane z naszym nastawieniem do wykonywania zadań: motywacja, stopień dyscypliny, proaktywność, wiara w to, że nasze działania przyniosą pozytywne efekty, dążenie do osiągania celów, ale też adaptacja do zmieniających się warunków, elastyczność i przedsiębiorczość. Jak widzisz, wszystkie te cechy można szlifować za pomocą ćwiczeń tanecznych, czyli mentalno-ruchowych. Oznacza to, że polegają one na wykorzystaniu naszego zasobu (w tym przypadku ciała) w odpowiednim czasie i w odpowiedni sposób. Wysiłek fizyczny jest nierozerwalnie połączony z wysiłkiem mentalnym, ponieważ taniec wymaga uważnej obserwacji, np. podczas tańca w parze. Wtedy nie tylko się dotykamy i wykonujemy określone wyuczone ruchy w swoim towarzystwie, ale też bacznie pilnujemy partnera, wyciągamy wnioski z obserwacji. Można siedzieć na szkoleniach i słuchać, jak być bardziej pewnym siebie, jak wychodzić ze strefy komfortu albo radzić sobie ze stresem, ale dopóki jednak nie zaczniesz trenować tych kompetencji, to nigdy nie opanujesz ich w życiu codziennym. Taniec daje nam przestrzeń do eksperymentowania, badania i rozwijania naszych umiejętności. Co prawda na samym początku zajęć mówimy sobie nawzajem, czym dla nas jest pewność siebie i czy czujemy, że ją posiadamy, ale później skupiamy się na ćwiczeniach.  

DS: Czyli praktyka przede wszystkim. Nie wyobrażam sobie warsztatów tanecznych bez tańca.

JJ: Można też siedzieć i rozmawiać o tańcu, tak jak my teraz (śmiech).

DS: Nie do końca. Czytelnicy tego nie widzą, ale kiedy zaczynasz mówić z pasją, twoja gestykulacja przypomina taniec. Nie zaobserwowałem podobnych ruchów u innych osób, więc widać, że nie robisz sobie przerwy ani na chwilę.

JJ: Jestem tego świadoma, ale fajnie, że zwróciłeś na to uwagę. Trudno jest mówić o tańcu i się nie ruszać, to połączony system. Zresztą tańczę już tyle, że nawet na siedząco muszę ruszać czymkolwiek, chociażby stopą. Chciałabym, żeby inni podchodzili w ten sposób do swojego ciała i ruchu w ogóle, czyli korzystali z tego. Taniec jest prymitywnym i dostępnym dla każdego narzędziem, które możemy wykorzystać w celu własnego rozwoju. Wystarczy nałożyć na niego odpowiedni filtr i zmotywować się do ćwiczenia odpowiednich kompetencji. Możesz iść na zajęcia, żeby spalić kalorie, spędzić czas w miłym towarzystwie, powygłupiać się albo poćwiczyć pewność siebie, wychodzenie ze strefy komfortu i przełamywanie stresu.

DS: Jestem pod wielkim wrażeniem gdy słucham jak opisujesz to, czego się podjęłaś, bo sam nie miałem nigdy nic wspólnego z tańcem i podchodzę do tego tematu z wielkim dystansem. Wiedziałem, że, jak każda inna pasja, dla niektórych może mieć ogromne znaczenie Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, że w ten sposób można rozwijać swoją osobowość albo rozwijać kompetencje użyteczne w świecie biznesu. A przecież uczestnicy twoich zajęć nie mają wyboru, bo są rzucani na głęboką wodę. Nie ma to nic wspólnego z robieniem notatek w ostatnim rzędzie podczas wykładu. Kiedy cię słucham, rozumiem, że na twoich zajęciach nie ma możliwości nie bycia zaangażowanym.

JJ: Wychodzę z założenia, że osoby przychodzące na moje zajęcia już podjęły decyzję, którą wymagała od nich odwagi. Kiedyś patrzyłam na dziewczyny z większą pobłażliwością, myślałam sobie, że skoro się wstydzą i są zamknięte, to dam im czas na oswojenie się i zaczekam, aż będą gotowe. Oczywiście mam obowiązek poszanowania emocji uczestników, ale podstawowym założeniem moich zajęć jest wykonanie dobrego, skutecznego treningu. Nie można wyszlifować nowych umiejętności bez wysiłku. Tak samo jest z innymi obowiązkami – jeśli zapominamy o nich na co dzień, nie zobaczymy efektów. Jestem pragmatyczna i stawiam na ćwiczenia, bo wiem, że to one mnie doprowadziły do własnych sukcesów. Dlatego marzy mi się, żeby przede wszystkim kobiety, ale panowie też, wzięli sobie do serca przekonanie, że im więcej trenujemy, to nasz wysiłek w końcu przełoży się na pozytywne efekty. Jeśli uczę kobiet w korporacji trenowania brakujących im kompetencji, to ćwiczymy je razem, ale dostają też ode mnie szereg wytycznych, jak dbać o nie na co dzień.

DS: Zwłaszcza, że stworzyłaś dużo możliwości do pracy własne poprzez obniżenie progu wymaganej energii aktywacyjnej potrzebnej do rozpoczęcia nowej czynności. Wystarczy wejść na twojego Instagrama i pokręcić bioderkami. Trudno znaleźć wymówkę w takiej sytuacji. Nie wiem, jak to robić? Nie mam czasu? Przecież to tylko pięć minut.

JJ: Wymyślanie wymówek jest akurat bardzo proste, więc jestem pewna, że kilka osób mogłoby sporządzić od razu całą listę. Słyszałam od dziewczyn, że czasami pogoda jest kiepska, że przy bolących plecach rozkręcanie bioder to zły pomysł… Dlatego proponuję takie krótkie treningi, bo jeśli już raz spróbujemy i zobaczymy pozytywne efekty, to zachęci nas to do nie wymyślania wymówek następnym razem i do codziennych ćwiczeń. Taka metoda małych kroków pozwala nam na zbliżanie się do naszego celu każdego dnia.

DS: Czy jest jeszcze jakaś kwestia, którą chciałabyś poruszyć?

JJ: A propos tego, co się działo wokół twojego podcastu i nauki niemieckiego…

DS: (śmiech)

JJ: I twojego wyzwania, chciałam wspomnieć o innych kompetencjach, w rozwijaniu których taniec może okazać się pomocny, na przykład podczas nauki nowego języka.

DS: Biorę każdą wskazówkę w ciemno.

JJ: W Niemczech przeprowadzono pewien eksperyment pokazujący, jak taniec rozwija mózg i pamięć. Grupa 30 osób starszych zmagających się z demencją przez około 18 miesięcy była poddawana testom w instytucie neurologii, w jaki sposób aktywność fizyczna wpływa na pracę mózgu. Podzielono ich na dwie podgrupy: jedna wykonywana różne ćwiczenia fizyczne, a druga ponadto rozpoczęła naukę tańca. Po 18 miesiącach okazało się, że osoby z drugiej podgrupy miały dużo bardziej rozwinięty hipokamp, czyli część mózgu odpowiedzialną za pamięć długotrwałą, za przenoszenie informacji z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej. Oznacza to, że lepiej zapamiętywali nowe informacje, a na dodatek łatwiej im było utrzymać równowagę fizyczną. Dlatego polecam taniec, jeśli chcesz szybciej przyswajać nowe słówka i częściej je stosować.

DS: Ale sądzisz, że 5-minutowa rozgrzewka bioder to dobry początek? Czy skuteczna będzie tylko godzina dziennie treningu z trenerem?

JJ: Oczywiście codzienny profesjonalny trening byłby najkorzystniejszy, ale w większości przypadków jest to mało realne. Dlatego uważam, że poranne pięć minut dobrze zadziała, żeby nas rozkręcić, poruszać biodrami, poruszać się na pewno i lewo, powygłupiać się, zresetować głowę i nastawić się pozytywnie na nowy dzień. Później w ciągu dnia dobrze nam zrobią przerwy w pracy, o których wspominałam, a po pracy najlepiej byłoby znaleźć 10-15 minut czasu, żeby w domu poradzić sobie z osłabioną koncentracją i zjazdem energetycznym. Wtedy włączamy głośno ulubioną muzykę i skaczemy, wygłupiamy się, poruszamy w różnych kierunkach bez żadnego układu, a nie robić pompki bardzo szybko w rytm żywej muzyki. Chodzi o rozluźnienie głowy, barków, rąk i nóg, tak, żeby móc przejść do dalszej pracy umysłowej, np. nauki języka. Koniecznie zrób sobie eksperyment.

DS: Oczywiście, że tak. Już mówiłem, że chwycę się każdej możliwości, żeby sprawdzić coś nowego.  Cały ten zakład z niemieckim jest jednym wielkim eksperymentem, więc jestem ciekawy, co z tego wyjdzie.

JJ: Też jestem ciekawa. Ale eksperyment, o którym mówiłam, miał polegać na tym, żebyś jednego dnia zrobił sobie taką rozgrzewkę, a kolejnego już nie. Sprawdź, jak będzie ci się przyswajało informacje. Chociaż pamiętaj, że każde ćwiczenie wymaga regularności.

DS: Na pewno dam znać. Masz jeszcze jakieś rady?

JJ: Mogłabym jeszcze mówić i mówić, ale wydaje mi się, że to co już powiedziałam wystarczy na początek, żeby wyjaśnić jak działa przeniesienie umiejętności nabytych w tańcu na pozostałe sfery życia. Oczywiście chętnie odpowiem na wszelkie pytania indywidualnie, więc zachęcam do kontaktu.

DS: W jaki sposób znaleźć cię w sieci?

JJ: Na Facebooku i Instragramie mam prywatne profile Justyna Jakubczyk. Mam też fanpage poświęcone tańcowi w biznesie, na ten moment to Justfunless, czyli nazwa mojej marki. Część strony jest poświęcona kobietom: „full of women experience”, gdzie poruszam różne kwestie związane z tańcem, a w planie mam dodanie więcej materiałów biznesowych.

DS: Wydaje mi się, że ważnym aspektem z perspektywy osoby nietańczącej jest dobre towarzystwo. Zawsze tego zazdrościłem innym. Środowisko jest różnorodne właśnie ze względu na osobowości osób. Dlatego chciałem zapytać o twoje doświadczenia z osobami, z którymi dzieliłaś tę pasję.

JJ: Miałam to szczęście, że na początku trafiłam do bardzo kobiecej grupy dziewcząt, która nosiła nazwę „Pretty Wine Crew”. Tańczyłyśmy dancehall, czyli jamajski taniec, kiedy zaczynał dopiero stawać się w Polsce popularny. Trafiłam do nich po zakwalifikowaniu się w castingu, postanowiłam spróbować, bo chciałam się rozwijać i tańczyć z osobami, które to robią na co dzień. Zostałam przyjęta razem z dwoma innymi dziewczynami, na początku było trudno się dograć, ale, jak już mówiłam, taniec łączy ludzi. Łatwo było nam się zmobilizować i współpracować, żeby na przykład stworzyć choreografię, bo miałyśmy wspólny cel. Po dwóch latach zmieniłyśmy nazwę na „Fire Burning”, odeszłyśmy od naszej trenerki i postanowiłyśmy działać na własną rękę. Uznałyśmy wtedy, że na początku nowego etapu jesteśmy gotowe na jakieś zwycięstwo, wybrałyśmy więc zawody, w których chciałyśmy wziąć udział. Miałyśmy mało czasu, żeby stworzyć efekt końcowy, ale zadziałał efekt współpracy i efektywnego wykorzystania potencjału każdej z nas. Było nas w sumie 10, a każda osobno wniosła od siebie to, jak słyszy muzykę, do czego i jak chce tańczyć. Każda przyniosła też trochę muzyki i choreografii. Kiedy już miałyśmy ustaloną wizję całokształtu, byłyśmy w stanie wykorzystać fragmenty pomysłów każdej z nas. Po kilku latach startowania w różnych zawodach, kiedy zazwyczaj dochodziłyśmy do finału albo byłyśmy na podium, ale nigdy nie udało nam się zająć pierwszego miejsca, byłyśmy zdeterminowane, żeby w końcu to przełamać. Udało nam się porozumieć, a wiadomo, że to nie jest łatwe, gdy spędza się ze sobą dużo czasu, a emocje narastają, ale wyszło nam coś genialnego. Nasza determinacja i zdobyte dotychczas umiejętności pozwoliły nam na zdobycie pierwszego miejsca na ogólnopolskich zawodach „Dancehall or Die”, które były też eliminacjami do międzynarodowych zawodów „Dancehall International”.

DS: No to gratuluję.

JJ: Dziękujemy. Muszę przyznać, że to był przełomowy moment w moim życiu. Nauczyłam się współpracy i wykorzystania różnych talentów każdej z nas. Czułam się zrozumiana w tym środowisku i chętnie przebywałam w nim na co dzień, bo mogłam być tam sobą. Dziewczyny dały mi tyle dobra, ciepła i wsparcia, żeby łatwiej było mi pokonywać trudności w pracy i w związku, bo dochodziłam do siebie po trudnym rozstaniu i wręcz mierzyłam się ze stanami depresyjnymi. Treningi były moim jedynym wybawieniem, dzięki któremu nie myślałam o tym, z czym się mierzę na co dzień. Pamiętam, jak siedziałam przed treningiem z zupą, dławiąc łzy albo kiedy już mi do niej kapały, bo się nie mogłam powstrzymać i dziewczyny siedziały naokoło mnie. Pierwsza część treningu polegała na tym, żeby mnie doprowadzić do odpowiedniego stanu, żebym mogła wstać i potańczyć. To było prawdziwe remedium na bolączki, które przeżywałyśmy wspólnie.

DS: To ciekawe, że powiedziałaś, że mogłaś być tam sobą. Taniec obnaża nas na tyle, że nie można w nim czegokolwiek udawać. Bardzo szybko widać, jeśli człowiek nie jest spójny. Fajne, że to odczułaś i że później wpłynęło to na wasze relacje.

JJ: Super, że zahaczyłeś o wątek autentyczności. W tańcu, chcąc nie chcąc, pokazujemy swoje emocje. Im lepiej potrafisz wykrzesać to, co w tobie siedzi i wyrazić to na parkiecie, tym lepiej widać, kim jesteś. Zanikają wtedy różne role, w które wchodzimy funkcjonując w społeczeństwie. Oczywiście wtedy też możemy próbować wcielić się w inne role, na przykład udawać, że jestem silną jamajską kobietą, mimo że jestem Polką i po prostu wyszłam sobie potańczyć. Jednak dzięki nawiązanym relacjom opartym na zaufaniu dużo łatwiej jest być wtedy sobą, bo wiesz, że inni docenią cię takim, jakim jesteś. Płacz jest bardzo obnażający, o ile nie płakałam na scenie, wiedziałam, że mogę przyjść na trening z każdym bagażem emocjonalnym i nie musiałam niczego ukrywać przed koleżankami z grupy. Ubolewałyśmy, że niektóre nasze treningi były przegadane, ale dzięki temu budowałyśmy nasze więzi. Kiedy znałyśmy się już lepiej, łatwiej było nam dojść do porozumienia i wziąć od każdej to, co miała najlepszego do zaoferowania.

DS: Zdecydowanie takie przegadane treningi mogły wpłynąć na waszą współpracę w przyszłości, bo więcej was wiąże i wiecie jak lepiej współpracować. Też miałem sytuacje, gdzie spotykałem się z członkami naszych grup projektowych, każdy z nas wiedział, co ma do zrobienia, ale widywaliśmy się tylko po to, żeby pogadać i żeby lepiej nam się później współpracowało.

JJ: Na tym polega budowanie synergii wynikającej z tego, że członkowie grupy się znają i lubią. Ma to duże znaczenie na przykład podczas burzy mózgów, bo im lepiej się czujesz w czyimś towarzystwie, tym łatwiej jest rzucać abstrakcyjnymi pomysłami, więc takie sesje są skuteczniejsze. Przy okazji wspomnę krótko o świetnym ćwiczeniu na budzenie kreatywności podczas w pracy w grupach albo parach. Bierzesz do ręki zwykły codzienny przedmiot, odcinasz się od jego tradycyjnego zastosowania i wymyślasz absurdalne zastosowania, a druga osoba to odrzuca kilka razy, żebyś mógł wymyślić coś naprawdę szalonego. Wtedy też sprawdzasz, czy dalej cieszysz się własnymi pomysłami, czy ich krytyka i odrzucenie cię gaszą. Drugim etapem tego ćwiczenia jest zmiana reakcji drugiej osoby na „tak, ale”, czyli coś pomiędzy odrzuceniem a akceptacją. W ostatnim etapie partner z kolei zaczyna swoje odpowiedzi od słów „tak i”, czyli zupełnie przyjmuje twój pomysł i podaje własne propozycje, jak go rozwinąć. Taki entuzjazm i pozytywna energia sprawiają, że nie odrzucony pomysł może się zmienić w coś naprawdę genialnego.

DS: Powiedz mi, czym dla ciebie jest charyzma?

JJ: Na pewno ma ona wiele wymiarów i aspektów. Przede wszystkim to cecha osobowości, która pozwala wywierać wpływ na innych: zachęcać do przejęcia moich poglądów albo wartości, przekonać do mojej idei. Wiąże się ona też z naturalną skłonnością do nawiązywania relacji, prowadzenia ich i osiągania celi, ale też taki błysk w oku, który zwraca uwagę innych. Osoba charyzmatyczna potrafi pokazać swoją przebojowość i zauroczyć tłum. Słuchałam twojej ostatniej rozmowy i spodobała mi się część o charyzmie wizjonerskiej, o rzucaniu pomysłami i pociąganiu za sobą tłumów, ale też fragment o charyzmie dobroci i uważności. Moim zdaniem charyzma jest niezbędnym narzędziem lidera, który właśnie powinien być serdeczny, dobry, empatyczny, co pozwoli mu na zrozumienie swojego zespołu i umiejętne pokierowanie nim, a nawet na wzięcie na siebie pewnej odpowiedzialności społecznej za innych.

DS: Tak, ważne jest, żeby lider nie zachowywał się tak jak wspomniałaś w połowie wywiadu, bo jego podejście to „ja będę się zachowywać tak, a czy inni zrobią to samo, to ich problem”. Jestem zdania, że takie osoby najczęściej są pozbawione charyzmy albo próbują jej używać w dziwaczny sposób. Cieszę się, że wpadłaś, bo otworzyłaś mi oczy na nowy obszar rozwoju. Trzymam za ciebie mocno kciuki, bo pomysł jest na tyle rewolucyjny, że pozwoli ci zawojować najpierw Polskę, a potem cały świat.

JJ: Dziękuję ci bardzo za te miłe i budujące słowa. Zdaję sobie sprawę, że pomysł jest na tyle nowy, że może być różnie odbierany, zwłaszcza w sztywnym świecie biznesu, gdzie nieformalne narzędzia rozwoju nie są czymś oczywistym. Mimo to wierzę, że mentalność naszych pracodawców zaczyna się poprawiać i wykorzystują niecodzienne formy doszkalania pracowników, na przykład poprzez improwizację. Liczę więc, że w pewnym momencie i mój pomysł stanie się bardziej popularny, zwłaszcza jeśli coraz więcej z nas będzie tańczyć i świadomie implementować nabyte podczas tańca umiejętności w innych sferach życia, więc zachęcam innych do przekuwania tego pomysłu w świecie biznesowym.

DS: Powodzenia.