PCh 013: O tym, jak nauczyć się charyzmy. Wywiad z Dawidem Straszakiem

Z KIM I O CZYM JEST PODCAST

 
Charyzma to rozwój, a ten podcast to podważanie powszechnego przekonania, że z charyzmą trzeba się urodzić i droga do tego, jak się jej nauczyć.

Odcinek trzynasty jest dość wyjątkowy ponieważ to ja jestem "gościem" i opowiem o charyzmie. Rozmawia ze mną Konrad Brylak Niegdyś dzielący się swoimi przemyśleniami na YouTubie, na tematy związane z psychologią, dziś jest magistrantem Uniwersytetu SWPS na psychologii biznesu, a zawodowo specjalistą od planowania oraz efektywności sprzedaży w międzynarodowej firmie logistycznej. Człowiek o zniewalającym głosie i wielkiej otwartości na drugiego człowieka. 

Z tego odcinka dowiecie się:
Czym jest charyzma z naukowego punktu widzenia? Czy da się jej nauczyć, a jeżeli tak, to w jaki sposób? Oraz o pierwszych badaniach naukowych dotyczących charyzmy.

NOTATKI Z NASZEJ ROZMOWY

  • Książka "Mit Charyzmy"

  • Headspace - aplikacja do medytacji i ćwiczenia uważności

  • Calm - aplikacja do medytacji i ćwiczenia uważności

  • Charisma On Command - kanał na YouTubie

  • Zacznij od dlaczego - TED talk

  • Podcast Charyzmatyczny o rozmowach kwalifikacyjnych z Januszem Dziewitem

  • Michał Leszek - wykład o sukcesie

  • Instagram Konrada

  • Linkedin Konrada

  • Mail Konrada konrad.brk@gmail.com

Transkrypcja

Dawid Straszak: Zazwyczaj to ja witam tutaj gości, ale teraz to chyba twoje zadanie.

Konrad Brylak: (śmiech) To prawda, teraz ja jestem po tej stronie barykady. Powitajmy mojego dzisiejszego gościa, Dawida Straszaka.

DS: Dziękuję bardzo za ten piękny wstęp.

KB: (śmiech) Nie ma za co. To może na początek opowiesz nam, jak się czujesz po drugiej stronie mikrofonu?

DS: Mimo wszystko dobrze. Bałem się, że będę bardziej zestresowany, a jednak przeważa ciekawość, jak to wszystko wyjdzie. To pouczające doświadczenie, bo dowiem się, jak czują się moi goście.

KB: Bardzo się cieszę. Tematem dzisiejszego odcinka jest przede wszystkim charyzma…

DS: Przez duże Cha.

KB: Dokładnie. Stąd moje pierwsze pytanie: dlaczego podjąłeś się pracy nad zgłębieniem tego tematu?

DS: Od zawsze ciekawiło mnie, dlaczego niektórzy są w stanie przyciągać innych, przykuwać ich uwagę albo wywierać na nich wpływ. Patrzyłem na tę kwestię kompleksowo i starałem się wyłuskać cechy, które łączą te osoby. Nie powiedziałbym, że do wyboru tego tematu skłoniły mnie obserwacje zbierane przez całe życie. Po prostu pewnego dnia przez przypadek natrafiłem na wideo na YouTube o charyzmie i dopiero skojarzyłem, że to zupełnie niezbadany temat i bardzo mało o nim wiemy. Dlaczego nie miałbym więc zostać pionierem? Z drugiej strony chciałem odczarować tę cechę, żeby nie kojarzyła się z nagłówkami z Cosmopolitana „Pięć sposobów na bycie najbardziej charyzmatyczną osobą na imprezie”.

KB: Rozumiem, że chciałeś zrobić coś więcej.

DS: Chciałem oprzeć swoją pracę na wykształceniu psychologicznym i empirii, nie zaś na taniej opinii psychologa z ulicy.

KB: I do czego doszedłeś? Jesteś w stanie odpowiedzieć na pytanie, czym dokładnie jest charyzma?

DS: I tak, i nie. Mimo wszystko łatwiej jest odpowiedzieć mówiąc o tym, czym charyzma nie jest, bo krąży na jej temat wiele opinii i mitów. Zacznijmy inaczej: z czym tobie kojarzy się charyzma?

KB: Z osobami, które mają łatwość nawiązywania kontaktu z innymi i motywowania ich. Powiedziałbym nawet, że z liderami.

DS: Zapytałem, bo na samym początku, zanim zabrałem się za pracę naukową, pytałem o zdanie innych i każdy ze znajomych odpowiadał w zupełnie inny sposób. Ciężko było mi zdecydować się na jeden trop. Dało mi to do myślenia, że przez brak naukowej definicji zjawisko to obrosło w wiele mitów, dlatego chciałem zacząć o tego, czym ono nie jest. Samo słowo „charyzma” pochodzi z greki i oznacza dar albo łaskę i jest związane z religią. To znaczy, że ten dar pochodzi od Boga, czyli nie mamy na to wpływu. Po części dlatego większość osób uważa, że z charyzmą trzeba się urodzić.

KB: Czyli nie kojarzymy tego z umiejętnością, którą moglibyśmy wyćwiczyć?

DS: Właśnie nie. Dalej ta cecha jest silnie powiązana z religią – nawet dzisiaj jeśli wpiszesz w Google „charismatic podcast” znajdziesz informacje na temat ruchów religijnych. Współczesne znaczenie tego terminu pojawiło się dopiero w XX w. Jak wiele innych zjawisk, miało swój początek w polityce, a teraz przedziera się do biznesu. Wracając po tym długim wstępie do pytania o definicję charyzmy – bardzo podoba mi się podział zaproponowany przez Olivię Fox Cabane. Tak jak mówiłem, najpierw rozmawiałem ze znajomymi, później robiłem badanie pilotażowe – okazało się, że ludzie podawali tak różne definicje i tak różne przykłady, że trudno mi było wyciągnąć wspólny mianownik. Przykładowo na pytanie o osobę charyzmatyczną pojawiały się odpowiedzi: Hitler i Jan Paweł II. Co ich łączy? Wtedy pomyślałem, że może nie istnieje ta jedna wspólna cecha. I tutaj na ratunek przyszła właśnie Olivia Fox Cabane, bo powiedziała, że są cztery style charyzmy: autorytetu, wizjonerska, uwagi i dobroci. 

KB: Najbardziej zainteresowała mnie ta wizjonerska.

DS: Spokojnie, omówimy wszystkie, nie będziemy czekać do następnego odcinka, jak w telenoweli. Nazwy tych czterech rodzajów charyzmy oddają całkiem dobrze, na czym one polegają. Chciałem jednak zaznaczyć, że każdy z nich może być wykorzystywany w innych warunkach i sytuacjach, może też służyć do innych celów. Tyle tytułem wstępu, zacznijmy od charyzmy autorytetu.

Ten rodzaj charyzmy przydaje się szczególnie w sytuacjach, kiedy potrzebujemy, aby ktoś podporządkował się naszym poleceniom. Jest to szczególnie ważne w sytuacjach kryzysowych, np. w firmie, kiedy nie ma czasu na wahania albo kwestionowanie naszych decyzji. Na pewno pierwszą myślą, która przychodzi ci teraz przez głowę, jest pytanie, jak to osiągnąć.

KB: Dokładnie tak. Pomimo nurtu religijnego, pojawiają się już osoby takie jak Ty, Dawid, które mówią, że możemy opanować tę umiejętność. Jak to zrobić?

DS: Charyzma autorytetu jest silnie związana z naszą zewnętrzną reprezentacją. Im mocniej uniformizujemy nasz strój i ogólnie wygląd, tym większy autorytet możemy zbudować. Osoby w kitlach lekarskich, mundurach czy garniturach wywierają większy wpływ niż osoby ubrane w jeansy albo sukienkę. Cialdini pisał o badaniach, z których wynikało, że osoba ubrana w garnitur potrafi pociągnąć za sobą na czerwonym świetle 3,5 razy więcej ludzi, niż ktoś ubrany w jeansy. Pierwsza kwestia to strój, druga – tytuł. W dzisiejszych czasach magister już nas tak bardzo nie wyróżnia z tłumu, ale już doktor, profesor, lekarz czy inżynier może wywrzeć większy wpływ na innych, nawet nie w sytuacjach związanych bezpośrednio z ich specjalizacją. Możemy też do tego zaliczyć wszelkie kwestie związane z wyrażaniem statusu społecznego. Kiedyś sytuacja była jasna, król siedział z berłem ie na tronie i wszyscy wiedzieli, kto jest kim – teraz sytuacja trochę się rozmyła. Wciąż jednak duży majątek może świadczyć o wyższym statusie społecznym. Dlatego też często czyjś wizerunek z zewnątrz jest opierany na droższym ubraniu, gadżetach albo samochodzie. Zdecydowanie do listy możemy dopisać też mowę ciała, która świadczy o absolutnym przekonaniu własnej słuszności. Komplementarność naszego podejścia z pewnością pozytywnie wpływa na budowanie autorytetu. Z jednej strony przy temacie charyzmy autorytetu mówi się o bardzo znanych jednostkach, np. o Hitlerze. Kiedy zwrócimy uwagę na jego przemówienia, występował zawsze nienagannie ubrany, w mundurze…

KB: Był też świetnym mówcą.

DS: Po prostu był dobrze przygotowany do swoich przemówień. Każdy z tych elementów służył budowaniu charyzmy autorytetu. Jednak w moim podejściu chciałbym stopniowo odchodzić o tych wielkich postaci, dlatego, że teraz kiedy patrzymy na nie, widzimy tylko wycinek rzeczywistości. Tymczasem nie wiemy wiele o Hitlerze za kulisami, a przecież wcale nie jest wykluczone, że miał na przykład łupież. A to się kładzie cieniem na jego charyzmie autorytetu. Szukam ludzi charyzmatycznych wokół nas, którzy są na wyciągnięcie ręki i można z nimi porozmawiać. Świetnym przykładem charyzmy autorytetu z domowego podwórka jest ojciec.

KB: To faktycznie dobry przykład.

DS: Nie wiem, jak w praktyce buduje się ojcowski autorytet, dzieci chyba się rodzą z takim przekonaniem, że tata wie i potrafi wszystko. Jeśli jednak rozbierzemy ten obraz na części pierwsze, to zobaczymy, że: ubiera się w charakterystyczny sposób, zarezerwowany w oczach dziecka dla osób dorosłych, wie wszystko, a w nowych dla dziecka sytuacjach dodaje mu otuchy i pewności.

KB: Typowy bohater dnia codziennego.

DS: Przy okazji charyzmy autorytetu warto wspomnieć o tym, że jest ona szczególnie przydatna w sytuacjach kryzysowych. Wtedy potrzebny jest silny lider podejmujący decyzje i który nie pozwala sobie na sprzeciw z zewnątrz.

KB: Zawarłeś tutaj dużo informacji, więc podsumujmy ten rodzaj charyzmy. Liczy się ubiór – garnitur sprawdzi się lepiej niż koszulka i jeansy…

DS: Nie chciałbym narzucać tego, jak powinniśmy się ubierać. Nie zaprzeczę, że jest on ważny, ale absolutnie nic w tej kwestii nie jest narzucone. Każdy rodzaj ubrania może wpłynąć pozytywnie na twój obraz, nawet jeansy i koszulka, jeśli są czyste, niesprane i dobrze dopasowane.

KB: Czyli schludność jest najważniejsza?

DS: Często na warsztatach przeprowadzam eksperyment i pytam uczestników, jak chcieliby się czuć w danym ubraniu, w jaki sposób najchętniej dobieraliby swoją garderobę, pamiętając o tym, jak odbieramy innych poprzez ich ubiór. Jakie pierwsze wrażenie wywiera na tobie osoba w sandałach, krótkich spodenkach i koszulce?

KB: Masz rację. Jeśli ktoś nie czuje się swobodnie w garniturze, na pewno nie będzie charyzmatyczny, nie będzie miał w sobie tej energii ani pewności siebie.

DS: Przypomnij sobie okres maturalny. Dzień w dzień chodziłeś w garniturze, jak się wtedy czułeś?

KB: Raczej niekomfortowo.

DS: Ja też pamiętam, jaki byłem sztywny, bo nie chodziłem tak ubrany na co dzień. Nie zmieniło się to dzisiaj, dlatego jeśli teraz bym gdzieś wyszedł w garniturze, od razu byłoby widać, że to nie jest moja druga skóra.

KB: Czyli najważniejsze jest, żeby czuć się komfortowo?

DS: Dokładnie tak.

KB: Co ze statusem społecznym?

DS: To długa walka…

KB: (śmiech) Czy to grząski temat?

DS: Trochę tak… Ale sądzę, że ważniejsze od niej jest po prostu bycie dobrym człowiekiem i podejmowanie dobrych decyzji.

KB: Czyli spójność i szczerość z samym sobą?

DS: Właśnie tak.

KB: Co było dalej?

DS: Postawa.

KB: No tak, mowa ciała. Czyli jeśli założymy garnitur pierwszy raz po długim czasie i to po nas widać, tracimy punkty już na wstępie?

DS: Powiedziałbym inaczej: w takiej sytuacji rośnie prawdopodobieństwo, że bańka naszego wizerunku szybko pęknie. Ktoś może nas postrzegać jako niespójnych albo poczuć się oszukany. Ocena drugiej osoby to setne sekundy, wcale nie musimy się nad tym długo zastanawiać. Maruszewski w swoich badaniach pokazał, że istnieją cztery etapy spostrzegania: najpierw coś widzimy, potem ta informacja dociera do mózgu, na trzecim etapie klasyfikujemy ten przedmiot, czy jest dla nas przydatny lub nie, bezpieczny – czy nie, a na końcu następuje nadanie mu abstrakcyjnego znaczenia. Z tego wynika, że zanim do końca zdamy sobie sprawę, że coś widzimy, już jesteśmy w stanie stwierdzić, czy to nam zrobi krzywdę, czy nam się przyda. To narzędzie, w które wyposażyła nas ewolucja może nie jest do końca zasadne w dzisiejszych czasach, kiedy nie musimy się bronić przed dzikimi zwierzętami. Wciąż jednak potrafimy działać szybciej, niż świadomie przetwarzamy informacje.

KB: Spróbujmy jeszcze raz: ubiór, status społeczny, mowa ciała i…

DS: Postawa. Jeśli zauważyliśmy, że ktoś wywiera na nas wpływ poprzez charyzmę autorytetu możemy się zastanowić, co dokładnie zadziałało na nas w ten sposób.

Drugi rodzaj charyzmy: wizjonerska. Przydaje się, kiedy potrzebujemy zaszczepić jakąś ideę, stworzyć grono „wyznawców”, którzy mają za nami podążać. Z jednej strony można ją wykorzystać kiedy wpadamy na nowatorski pomysł i chcemy zawojować nim świat. Ale z drugiej strony może ona być tez czymś bardzo prostym. Najczęściej wizjonerstwo kojarzy się ludziom z Martinem Lutherem Kingiem, Elonem Muskiem, a ja z kolei chciałbym odejść od rozmawiania o osobach stojących tak wysoko, że trudno powiedzieć o nich cokolwiek więcej, niż to, co mówią nam media. Moim ulubionym wizjonerem z domowego podwórka jest przykład wujka, który potrafi przekonać całą rodzinę do spędzenia wakacji nad morzem. Sama wizja motywuje dziesięcioosobowy zespół do podjęcia się poważnego logistycznego wyzwania.

KB: Czyli człowiek, który potrafi przekonać innych, mówiąc tylko „zróbcie to”?

DS: Nie, on mówi raczej: „zróbmy to razem”. Zazwyczaj są to osoby, które same są zaangażowane w sprawę, do której przekonują innych. Są zmianą, którą chcą widzieć w świecie. Pewnie znowu pojawia ci się w głowie pytanie, jak to osiągnąć? Tutaj odpowiedź jest bardzo prosta, ale jednocześnie trudna. Wystarczy być absolutnie przekonanym do swojego pomysłu.

KB: Czyli wierzyć bezgranicznie.

DS: No i tutaj pojawia się pytanie: ile razy w życiu nie miałeś absolutnie żadnych wątpliwości co do swojego pomysłu? To się zdarza wyjątkowo rzadko, ale nie jest niemożliwe. Jednym z charyzmatycznych podejść, które popieram i propaguję jest właśnie bycie szczerym i spójnym. Wizja, która jest zgodna z nami, niekoniecznie musi być bezbłędna. Jeśli przekonujemy na przykład rodzinę do wyjazdu nad morze i brat zarzuca ci, że to bardzo drogi wyjazd, odpowiedzią nie jest mydlenie oczu, że to nieprawda, tylko propozycja przeliczenia realnych kosztów. Wyciągamy demona z pudełka i przyglądamy się, ile naprawdę zapłacimy za te wakacje. Nie zaklinamy rzeczywistości i nie udajemy, że problemy nie istnieją, tylko wytyczamy realną drogę do osiągnięcia czegoś, co jest dla nas ważne.

KB: Nie zamykamy się na nasz konkretny plan, tylko pokazujemy alternatywne ścieżki do jego realizacji.

DS: Kolejna kwestia to charyzma uwagi, wydaje mi się, że to najsilniejszy ze stylów. Tutaj znowu pojawia się pozornie prosta kwestia – wystarczy w kontaktach interpersonalnych być w stu procentach w danym miejscu i w danym momencie i poświęcać całą uwagę drugiej osobie. Zanim jednak ktoś prychnie i powie, że to proste, warto się zastanowić, jak często odpływamy. Nie mówię o sytuacji, w której my się właśnie znajdujemy…

KB: Tutaj to raczej niemożliwe (śmiech).

DS: Ale w takich codziennych sytuacjach społecznych, jak często zdarza się nam zamyślić nad własnymi sprawami. Nawet nie muszą być to konkretne rzeczy do zrobienia ani plany do ułożenia, po prostu uciekamy myślami gdzieś daleko. Mężczyźni otwierają swoje pudełko „nic”, do którego się na chwilę chowają. A przecież bycie tylko i wyłącznie tu i teraz może działać cuda. Kiedy druga osoba poczuje, że jesteśmy tylko dla niej w danym momencie, będzie się czuła w naszym towarzystwie dużo swobodniej i będzie do tego dążyć. Fajnie określił to Janusz Dziewit podczas rozmowy o rekrutacji, że niektórzy kandydaci bardzo się otwierają na rozmowach rekrutacyjnych, bo to jedna z niewielu sytuacji, gdy ktoś poświęca im całą swoją uwagę. Charyzma uwagi przydaje się w sytuacjach, gdy chcemy, żeby druga osoba podzieliła się swoimi pomysłami, opiniami, uwagami, żebyśmy dowiedzieli się, co siedzi jej w głowie. Może się wydawać, że to słaby cel, ale przecież na tym polega świat – na komunikacji. Dzisiaj osoby non-stop patrzące na telefon to bardzo powszechny widok – a przecież rozmawianie z taką osobą to nic przyjemnego.

KB: Już sam fakt wyciągnięcia telefonu na stół jak z kimś rozmawiamy nie wróży dobrze.

DS: Tak, czujesz, że w każdej chwili może pojawić się coś ważniejszego. A przecież chcemy jak najmniej się rozpraszać. To wcale nie jest łatwe, całkowite poświęcenie komuś swojej uwagi kosztuje bardzo dużo energii. Jak to osiągnąć? Zabrzmię teraz jak chodząca reklama współczesności, czyli mindfulness i praktykowanie uwagi. Sam, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o medytacjach, wydało mi się to bardzo odrealnione, ezoteryczne, jakiś kontakt z Bogiem… Przekonałem się jednak, że wcale nie o to chodzi. Zwłaszcza, że dzisiaj mamy do dyspozycji takie narzędzia jak aplikacje na telefonie (wiem, że właśnie zjechałem wszechobecne smartfony, ale jeszcze do tego wrócimy), które w bardzo przystępny sposób prowadzą nas przez cały proces. Ja szczególnie polecam Calm albo Headspace, którego obecnie używam. Wersje podstawowe są za darmo, a jeśli chcemy bardziej się zaangażować, możemy wykupić bardziej zaawansowany program. Nie wiem tylko, czy jest dostępny w polskiej wersji. Medytacja przynosi podobne efekty co siłownia – nie przychodzą od razu. Warto dać sobie tydzień codziennej medytacji po 10 minut. To nie jest dużo czasu, nawet jeśli ktoś jest bardzo zabiegany, w Headspace są też programy trwające nawet 3 minuty. Po tygodniu warto sprawdzić, jak będziemy się czuć. W moim przypadku to było wyostrzenie uważności na otoczenie. Laptop i telefon sprawiają, że się od niego oddamy, a medytacja pozwala ponownie zauważyć ludzi wokoło nas. To dobry sposób na początek pracy nad charyzmą uwagi.

KB: Czyli taka medytacja ułatwia skupienie.

DS: Dokładnie, to może się wydawać błahe, ale dobrym przykładem jest wspólna cecha gości Tima Ferrissa, który do swojego podcastu zaprasza osoby, które odniosły w życiu sukces w szerokim tego słowa znaczeniu. Jedną z nielicznych rzeczy, które ich łączyły, był fakt, że medytowali (80-90% z nich). Kiedy pytał ich, co zmieniliby w swoim życiu, gdyby mogliby się cofnąć w czasie, wielu odpowiadało, że zaczęliby medytować wcześniej. To sprawia, że jesteś lepiej nastawiony do ludzi, bardziej uważny i skupiony.

KB: Czyli ona nie tylko nas wycisza, ale również sprawia, że mamy wpływ na swoje otoczenie.

DS: Tak, skupienie na ludziach to swojego rodzaju skutek uboczny. Sama medytacja działa na twoją korzyść, a jeśli ty się czujesz lepiej, działasz również na korzyść osób wokół ciebie. Żeby mieć charyzmę uwagi trzeba lubić ludzi i czuć chęć poznawania ich. To niezbędny, konieczny warunek. Kolejnym przykładem z domowego podwórka w tym przypadku może być starsza przyjaciółka, która zawsze cię wysłucha. Nie będzie cię oceniać, nie skrytykuje...

KB: Powie, że wszystko będzie dobrze?

DS: Nie o to chodzi. Po prostu słucha i poświęca ci całą swoją uwagę. Ktoś może to wyśmiać, powiedzieć, że to żaden wysiłek ani osiągnięcie, charyzma to przecież wielcy ludzie, którzy wywierają ogromny wpływ na rzesze ludzi. W tym wątku przypomina mi się historia o Billu Clintonie i jego przenikliwym spojrzeniu, bo był mistrzem skupiania uwagi na innych. Pewna kobieta opowiedziała kiedyś, że przy pewnej okazji, gdy stała w rzędzie osób, do których podchodził po kolei Bill, wtedy piastujący urząd prezydenta USA, niesamowicie przeżyła to, jak bardzo skupił na niej swoją uwagę.

KB: Przeszył ją wzrokiem na skroś?

DS: Tak, ale w pozytywnym sensie. Opowiadała, że pomimo faktu, że rozmowa trwała kilkanaście sekund i polegała na wymianie zdawkowych zdań, była w stu procentach przekonana, że był przez ten czas skupiony tylko na niej. Nawet kiedy poszedł do następnej osoby, odwrócił na chwilę do niej wzrok. Chciałbym zaznaczyć, że nie miało to charakteru seksualnego, chodziło wyłącznie o uwagę. Do tego stopnia, że czekała na telefon od niego, bo była przekonana, że jeszcze się do niej odezwie. Nie warto też bagatelizować siły naszego spojrzenia, bo może się okazać, że gdy baczniej się komuś przyjrzymy, przyspieszy tej osobie tętno, podniesie się ciśnienie, a do krwi wydzieli się fenyloetyloamina odpowiedziana za miłość od pierwszego wejrzenia.

KB: Poważna sprawa.

DS: Dlatego warto uważać.

KB: Na pewno wyostrzę swój wzrok (śmiech).

DS: Zależy, co chcesz osiągnąć…

KB: Ale jeśli rozmawiamy tylko o uwadze. Samo słuchanie nie wystarczy. Jeśli ktoś jest nieśmiały albo zamknięty, trzeba go dopytać, jakoś rozbujać tę rozmowę.

DS: Słychać, że jesteś psychologiem. Oczywiście się z tobą zgadzam. Nie wystarczy tylko siedzieć i potakiwać, trzeba też zadawać pytania i udzielać odpowiedzi, bo przecież to rozmowa, a nie spowiedź.

To teraz czwarty styl: charyzma dobroci. Wykorzystywana jest w zawieraniu więzi z innymi ludźmi. Nie oceniasz innych, wszystkich traktujesz tak samo, masz takie samo otwarte podejście dla każdego. Tutaj też pojawia się słuchanie i uwaga, ale w mniejszym natężeniu. Ten rodzaj charyzmy obejmuje też wdzięczność za czyjąś obecność, a także wybaczanie – sobie i innym.  Uwaga i dobroć są potrzebne w biznesie, kiedy mamy do czynienia z kontaktami 1:1, zwłaszcza, kiedy mamy do przekazania złe wiadomości albo mamy kontakt z tak zwanymi „ciężkimi ludźmi”. Umiejętne tworzenie pozytywnych relacji sprawia, że wychodzimy z takich sytuacji obronną ręką. W tej sytuacji sztandarowym przykładem charyzmy dobroci jest babcia. Bardzo rzadko się zdarza, żeby ktoś mówiąc o swojej babci nie miał na twarzy szerokiego uśmiechu. To wszystko dlatego, że babcie akceptują nas takimi, jacy jesteśmy i zawsze czujemy się przy nich komfortowo. Tutaj pojawia się pytanie: ile razy w życiu widzieliśmy w czyichś oczach bezgraniczną akceptację?

KB: U babci chyba najczęściej.

DS: A u innych? Czy zdarzyło ci się rozmawiać z kimś i czuć, że kimkolwiek byś nie był, czegokolwiek byś nie powiedział, ta osoba akceptuje cię w stu procentach? Wiesz, że nie usłyszysz, że powinieneś być taki albo inny, bo to w ogóle nie ma znaczenia. Po prostu jesteś doceniony tu i teraz.

KB: W moim odczuciu dzieje się to stosunkowo często. Nie miałem wiele do czynienia z osobami, które mnie ignorowały albo odbierały negatywnie. Nie napotykałem na problemy, prowadziłem ciekawe rozmowy, bardzo rzadko czułem się odrzucony. Chyba miałem szczęście.

DS: To teraz przejdźmy do kluczowej części. Jak się czułeś, przebywając z tymi osobami?

KB: Bardzo dobrze. Czułem energię i chciałem się z nimi dzielić sobą.

DS: Dokładnie tak się dzieje, kiedy czujemy się akceptowani i nieoceniani. Czujemy się dobrze i chcemy przebywać z taką osobą. Wydaje mi się, że to jest odpowiedź na to, czym jest charyzma. Trudno jest wyodrębnić jeden wspólny czynnik każdej osoby, którą postrzegamy jako charyzmatyczną, dlatego podzielenie jej na cztery style jest świetnym sposobem na pokazanie, że każdy ma jej trochę w sobie, a nawet możemy nad nią pracować, żeby podnieść ją na wyższy poziom. Trzeba również pamiętać, że żaden z tych styli nie jest dominujący, bo mamy jeden z nich i koniec. Tak naprawdę korzystamy z nich wszystkich, zależnie od sytuacji, celu i naszych silnych stron. Na przykład osoby introwertyczne będą się skłaniały w stronę dwóch ostatnich stylów. Z kolei charyzma autorytetu i wizjonerska kojarzą się nam z kontaktem z większa liczbą osób, więc wszystko zależy od sytuacji, w której akurat się znajdujemy.

KB: I od naszej osobowości.

DS: Dokładnie tak. Powinniśmy znać swoje słabe i mocne strony. Jeśli wiesz, że kiepsko ci idzie w przekonywaniu innych do swojego zdania, nie ma powodu na siłę wykorzystywać charyzmy wizjonerskiej, bo można się ona okazać jak ten ubierany od czasu do czasu garnitur, który wcale nie działa na naszą korzyść. Nasi rozmówcy bardzo szybko się orientują, czy czujemy się swobodnie i czy nasze zachowanie jest spójne.

KB: To fajne, co opisujesz, bo na początku gdy myślałem o charyźmie… Przepraszam o charyzmie.

DS: Obie formy są poprawne (przyp. red. na pewno nie w piśmie 😊).

KB: Zawsze miałem w głowie obraz przywódców, którzy przemawiają do tłumów: Hitler, Jan Paweł II. To ciekawe, że temat jest dużo głębszy i charyzma to nie tylko sztuka przemawiania. Motywowanie innych do działania to nie jest tylko bycie liderem.

DS: Dokładnie tak, każdy z tych styli jest wartościowy. Kiedy myślimy o ludziach występujących na deskach teatru albo przed kamerami, dodatkowy problem jest taki, że faktycznie bardzo mało o nich wiemy. Chciałbym pokazać, że charyzmę można włączyć i wyłączyć zależnie od potrzeb. Załóżmy hipotetycznie, że ktoś się rodzi z tą charyzmą i nieustannie wywiera wpływ na ludzi. Nieważne jak, może to być autorytet, wizjonerstwo, uwaga albo dobroć…

KB: To brzmi zupełnie nierealnie.

DS: Bo to jest niemożliwe. Jak można charyzmatycznie siedzieć na kiblu?

KB: Albo robić jajecznicę.

DS: Wyobraź sobie, że jesteś zmęczony, nie chce ci się…

KB: Możesz być wtedy wizjonersko zdenerwowany (śmiech).

DS: Takie właśnie sytuacje odsuwają nas od używania charyzmy. Dlatego chcę pokazać, że tak naprawdę to jest narzędzie.

KB: A nie dar z niebios otrzymany przy narodzeniu.

DS: Właśnie w ten sposób chciałbym odczarować ten temat. Staram się pokazać, że używając kilku sposobów nastawień, wiedząc, co działa, a co nie, można tego skutecznie używać. Do tego przydatna jest wiedza z psychologii. Nawet jeśli się cofniemy do 1954 roku, kiedy napisano najstarszy artykuł naukowy, do którego dotarłem, dotyczący charyzmy w wyborach prezydenckich, napisany przez Daviesa. Użył on tam określenia, że charyzma to jest magiczna moc. Z czego to wynika? Ano z tego, że ktoś wrzuca do worka z napisem „chryzma” wszystko, czego nie potrafi do końca wyjaśnić. Skoro nie jestem w stanie wytłumaczyć, dlaczego dana osoba wywiera tak duży wpływ, najłatwiej jest stwierdzić, że to są czary. Staram się walczyć z takim podejściem, poprzez zamknięcie tematu w definicji, zbadaniu go i zmierzeniu.

KB: No właśnie, jedną z takich prób było badanie, które przeprowadziłeś w ramach pracy magisterskiej.

DS: To były dwa badania: pilotażowe, w którym sprawdzałem, jak ludzie postrzegają charyzmę (żeby pójść krok dalej od pytania znajomych). Zaskoczyła mnie odpowiedź na pytanie, jak inaczej badani określiłyby osobę charyzmatyczną, bo najczęściej pojawiały się przymiotniki: inteligentny, odważny, pewny siebie. To raczej odpowiedź na to, jak te osoby chciałyby postrzegać charyzmatycznych ludzi, a nie jacy oni naprawdę są.

KB: To jest po prostu próba opisania ich.

DS: Drugim wnioskiem, który mnie zaskoczył, to to, że około 30% badanych uważa, że z charyzmą trzeba się urodzić. To niewiele. Potem poszedłem dalej, w poważniejsze badanie naukowe.

KB: Zacieram rączki na tę empirię.

DS: Badałem bardzo specyficzną grupę osób, bo członków kadry zarządzającej w dosyć dużych (około 500 osób) firmach – zarówno z zagranicznych korporacji, jak i budżetówek.

KB: Czyli mniejszych firm?

DS: Nie, to były takie placówki jak wojewódzki inspektorat ochrony środowiska albo policja. Czyli dostają budżet od państwa.

KB: I jakie wnioski wyciągnąłeś z tego badania?

DS: Udało mi się wyodrębnić dwie grupy osób charyzmatycznych i nie. Zakładam, że ta cecha rozciąga się na pewnego rodzaju osi – każdy z nas jest w pewnym stopniu charyzmatyczny, niektórzy bardziej, niektórzy mniej. Skupiłem się na tym najbardziej charyzmatycznych, czyli jak mówiła prowadząca – czwarte odchylenie standardowe. Celem mojej pracy było udowodnienie, że charyzma jest niezależna od charakteru i w ogóle podejścia do życia – czy jesteśmy kowalami własnego losu, czy jesteśmy aktorami na deskach życiowego teatru i nie mamy na nic wpływu. Wnioski były takie, jak zazwyczaj w psychologii – to zależy. Okazało się, że nasz charakter może wpływać na naszą charyzmę z tego względu, że niektóre cechy osobowości (ja odnosiłem się do wielkiej piątki – ekstrawersja, neurotyczność, otwartość na doświadczenia, ugodowość i sumienność) mają statystyczne znaczenie. Jeśli mamy podwyższony poziom ekstrawersji i sumienności, a obniżony poziom neurotyczności, wzrasta prawdopodobieństwo na większą charyzmę.

KB: Charyzmę ogólnie, czy któregoś konkretnego stylu?

DS: Zajmowałem się charyzmą w ogóle, to znaczy wyodrębniłem cztery style, każdy miał swoją skalę, i kiedy wynik na każdej z nich był podwyższony, dawało to ogólnie wyższy poziom charyzmy. Dlaczego tak jest? Jeśli jesteś ekstrawertyczny, lubisz kontakt z ludźmi i on dodaje ci energii, a na dodatek jesteś sumienny, czyli się uczysz na błędach i wyciągasz wnioski… Najprościej będzie mi odnieść się do przykładu sumiennego ucznia: w innym tempie uczy się ten, który odrabia prace domowe i powtarza materiał od tego, który wkłada w naukę minimum wysiłku i stara się tylko prześlizgnąć przez kurs. To bardzo szerokie uproszczenie, na pewno wszyscy psychologowie łapią się teraz za głowy i zastanawiają, co ja wygaduję. Ale do rzeczy: lepiej wyciągamy wnioski, jeśli przeprowadzamy nasze obserwacje w bardziej sumienny sposób. Z kolei niska neurotyczność oznacza lepszą stabilność emocjonalną, co natomiast przekłada się na fakt, że lepiej przewidzisz własne zachowanie w różnych sytuacjach. Podsumowując: większa otwartość, większa sumienność w gromadzeniu wniosków i większa stabilność zwiększają prawdopodobieństwo podwyższonego poziomu charyzmy. Taki charakter stwarza nam więcej sytuacji do korzystania z tego narzędzia: przebywasz więcej z ludźmi, sprawdzasz, co działa, a co nie, i jesteś stabilny. Taka stabilność pozwala na przewidywalność. Teraz możemy sobie miło rozmawiać, ale nie jestem w stu procentach przekonany, czy zaraz się tutaj nie popłaczesz albo na mnie nie krzykniesz. Jeśli by do tego doszło, nigdy więcej bym cię tutaj nie zaprosił. Oczywiście nie mówię, że jest to warunek konieczny – to po prostu pomaga. Pomagałem również osobom introwertycznym w pracy nad rozwojem ich charyzmy i szło im coraz lepiej. Nie byłem w stanie wykazać tego empirycznie, ale nie dało się zaprzeczyć ich postępom.

Co najważniejsze, co pokazało, że charyzmy da się nauczyć – badałem osoby w różnym wieku. Podzieliłem ich na trzy grupy wiekowe, bodajże 18-24, czyli szkoła średnia/studia, 25-35, i od 36 wzwyż. Teraz pytanie do ciebie: w której z tych grup był największy odsetek osób o wyższej charyzmie?

KB: W pierwszej.

DS: Nieprawda, tam było ich najmniej. Bardzo niski procent. W ogóle trzeba zaznaczyć, że jeśli było jakiekolwiek zróżnicowanie w tych trzech grupach, oznacza to, że coś jest nie tak ze stwierdzeniem, że rodzimy się z charyzmą. Jeśli tak by było, odsetek byłby zbliżony w każdej z grup. A okazuje się, że najwięcej przedstawicieli jest w środkowej grupie.

KB: Czyli osoby, które najczęściej ją wykorzystują?

DS: Moja niepotwierdzona hipoteza jest taka, że pierwsza grupa dopiero uczy się zasad rządzących światem biznesu. Z kolei osoby z drugiej grupy mają już trochę wiedzy i doświadczenia, ale wciąż zdają sobie sprawę, ile nauki przed nimi, więc potrzebują skorzystać z dodatkowych narzędzi, które ułatwiają wywieranie wypływu na innych – takich jak charyzma. Z kolei poziom korzystania z niej spada z wiekiem, bo chce nam się mniej i mniej musimy na niej polegać. Dlatego jeszcze jest szansa.

KB: Faktycznie (śmiech).

DS: Wydaje mi się, że to może również wynikać z faktu, że osoby w takim młodym wieku jeszcze nie interesują się kwestią rozwoju osobowości. Kolejnym ciekawym wnioskiem jest to, że osoby wierzące we własną sprawczość w procesie zmian samych siebie oraz otaczającego ich świata zazwyczaj są bardziej charyzmatyczne. Takie postrzeganie siebie jako kowala własnego losu łączy się z większym prawdopodobieństwem lepszego posługiwania się charyzmą. Powód jest bardzo prosty – jeśli uważasz, że nie masz wpływu na świat, mówisz „udało się” zamiast „zrobiłem” (znowu reklamuję coaching i samorozwój), to nie będziesz w ogóle podejmować działań, żeby rozwijać samego siebie (w tym umiejętność charyzmy). Jeśli wierzysz, że potrafisz nauczyć się czegoś nowego,

KB: W takim razie nawiązując do tego, o czym wcześniej mówiłeś: wierzysz w to, że możesz być zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.

DS: A propos ciekawych wniosków, możemy się cofnąć do badania pilotażowego. Kiedy poprosiłem badanych o wypisanie osób, które uważają za charyzmatyczne, nie pojawiały się odpowiedzi takie jak „mój wujek”. Widziałem tylko postacie z pierwszych stron gazet, z telewizji i internetu.

KB: Czyli osoby, które według powszechnej opinii mają dar? 

DS: W zasadzie to tak.

KB: W końcu są to gwiazdy. Dziadek ani tata nie kojarzą się z takim darem.

DS: Może wujek Stefan na weselu może być charyzmatyczny jak sobie strzeli trzy kolejki, ale można tak powiedzieć wyłącznie w formie żartu. A to przecież nieprawda. Ciekawy jest też fakt, że bardzo często byli wskazywani aktorzy. Teraz pojawia się pytanie: jak często oglądasz wywiady z aktorami?

KB: Bardzo rzadko.

DS: Ja chyba nie widziałem ani jednego. Jeśli szczególnie upodobaliśmy sobie któregoś z nich, może faktycznie śledzimy ich życie, żeby się dowiedzieć, jakimi są ludźmi, ale w większości przypadków znamy ich wyłącznie z ról, które grają, i na tej podstawie budujemy ich obraz. Oczywiście jest to absurdalne i błędne, bo przecież oni po prostu wykonują swój zawód i podążają za napisanym scenariuszem. Weźmy na przykład takiego wielkiego Gatsby’ego w wykonaniu Leonardo di Caprio. Sama postać może być uwodzicielska i charyzmatyczna, ma charyzmę uwagi i dobroci, w pewien sposób wizjonerską również. Ale co wspólnego ma z tym Leonardo DiCaprio? Nie mamy pojęcia, czy sam Leo jest charyzmatyczny, bo go nie znamy. Możemy wyciągać takie wnioski po obejrzeniu jego wystąpienia na gali rozdania Oscarów, którego w końcu dostał. Ale czy jesteśmy pewni, że on zachowuje się w ten sposób na co dzień? To jest paradoks, który pokazuje, że charyzmę da się włączyć i wyłączyć, a my błędnie interpretujemy docierające do nas informacje.

KB: Masz rację. Mógłbyś podać przykład sytuacji, w której włączenie charyzmy byłoby bardzo wskazane? Chciałbym zobrazować jak wykorzystać to narzędzie w życiu codziennym, nie tylko podczas przemówienia na gali oscarowej.

DS: Oczywiście chętnie podałbym ten przykład, bo życzę ci takiej sytuacji w twoim życiu, jednak szanse na to, że każdy z czytelników będzie mógł się do niej odnieść są dosyć nikłe. Wyobraźmy sobie jednak, że przebywamy w nowej grupie: zostaliśmy przydzieleni do nowego zespołu w pracy, bierzemy udział w warsztatach albo właśnie zaczynamy studia. Zawsze nadchodzi ta krępująca sytuacja, kiedy musimy się przedstawić. Zaczyna się rundka i każdy mówi…

KB: Cześć, mam na imię Konrad…

DS: … pracuję tu i tu, pojawiłem się tutaj ze względu na to i tamto. Później każda z kolejnych osób odnosi się do tego samego schematu użytego przez pierwszego „ochotnika”, jak ktoś jeszcze doda, że lubi koty, to reszta się do tego odnosi, czy też je lubi, a może jednak woli psy. Nikt nie lubi mówić o sobie i nikt nie zapamiętuje przekazanych w ten sposób informacji. Jeśli jednak zależy nam na tym, żeby inni nas polubili i zapamiętali, polecam narzędzie, które nazywam charyzmatycznym przedstawianiem się.

Dla mnie to okazja do opowiedzenia mojej ulubionej historii. Jeden z amerykańskich prezydentów w trakcie wizytowania NASA zapytał osoby sprzątającej o jej zakres obowiązków. Jego odpowiedź brzmiała: pomagam wysyłać statki w kosmos. Pojawia się pytanie: skłamał, czy nie?

KB: Moim zdaniem nie.

DS: Moim też. W końcu czystość w budynku w pewien sposób umożliwia osobom tam pracującym wypełnianie swoich obowiązków, a w rezultacie – wysyłanie statków w kosmos. Nie można powiedzieć, że bez niego byłoby to niemożliwe, ale dokłada do tego swoją cegiełkę. Odnosząc się do tego przykładu, kiedy się przedstawiamy warto jest zacząć od efektów naszej pracy. Chciałbyś spróbować?

KB: Jasne.

DS: To czym się zajmujesz?

KB: (chwila zastanowienia) Zajmuję się rozliczeniem efektu sprzedaży.

DS: Efekt sprzedaży… Sam musiałem się zastanowić przez chwilę, żeby zrozumieć, co to w ogóle znaczy. Z całym szacunkiem, nie sądzę, żeby ktoś to zapamiętał.

KB: Faktycznie brzmi nudno.

DS: Nie ma nic złego w tym, że to skomplikowane stanowisko, ale chętnie ci podpowiem jak sprawić, żeby ująć to w sposób bardziej… Catchy. Jaki jest dokładnie efekt twojej pracy?

KB: Firma lepiej się rozwija.

DS: To może cofnijmy się nieco, w jaki sposób to się dzieje?

KB: Im więcej sprzedamy usług, które oferuje nasza firma, tym bardziej ona się rozrośnie. Ja z kolei monitoruję, czy ta sprzedaż jest na dobrym poziomie.

DS: Czyli rozliczasz sprzedawców z założonych celów. Co się dzieje, jeśli ktoś je wypełnia, a inni nie?

KB: Dostaje większą wypłatę.

DS: Czyli stosujecie system premiowy.

KB: Dokładnie tak, planujemy cele i jeśli ktoś je przebije, zarabia więcej.

DS: Dobrze, żeby teraz określić to w najlepszy sposób musimy odnieść się do emocji. Co takiego się dzieje, że masz ochotę to robić? Jaki to efekt? Osobiście po twoim krótkim opisie powiedziałbym, że sprzedawcy są odpowiednio rozliczeni ze swojej pracy. Do wypełniania twoich obowiązków motywowałaby mnie świadomość, że sprzedawcy dzięki mnie dostają wynagrodzenie adekwatne do wykonanej pracy.

KB: Właśnie tak jest.

DS: Więc można powiedzieć, że dbasz o to, by ludzie byli odpowiednio wynagradzani za swoją pracę.

KB: Faktycznie brzmi to bardziej charyzmatycznie od „monitorowania efektywności sprzedaży”.

DS: Tak, ale można wypowiedzieć to zdanie jako drugie – zaraz wyjaśnię, dlaczego ta kolejność ma znaczenie. Pierwszy etap to powiedzenie, jaki jest efekt twojej pracy. Warunek jest jeden – jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, musisz to czuć. To znaczy, że dobrze się czujesz z tą definicją, trafia ona w sedno. Chodzi o to, żeby nie używać na siłę sloganów, w które nie wierzysz, np. „jestem zwycięzcą”.

KB: Czyli to narzędzie polega na przerabianiu naszych codziennych zajęć w coś bliższego idei, w kierunku której podążamy?

DS: Przełomem w mojej pracy zarządzania zespołami było odpowiedzenie sobie właśnie na pytanie, jaki chciałbym osiągnąć dzięki niej efekt: żeby pracownicy przychodzili do pracy zmotywowani. Bardzo dużo zmieniło się wtedy w moim podejściu.

KB: Zwykła, szara praca zmienia się nagle w coś o wiele bardziej pociągającego.

DS: Na niektórych stanowiskach dysponujemy szerokim wachlarzem możliwości, spośród których wybieramy, w jaki sposób osiągniemy założony cel. Oczywiście jest to duże uogólnienie, ale uważam, że wyznaczenie sobie takiego celu może zmienić podejście, z jakim podchodzimy do wykonywanych obowiązków. W moim przypadku było tak, że kiedyś nienawidziłem zamawiać jedzenia, kiedy pracowaliśmy w święta. Z kolei kiedy pomyślałem sobie, że moim zadaniem jest sprawienie, żeby ludzie chętniej przychodzili do pracy w ten dzień, zadanie stawało się przyjemniejsze. Koniec końców takie pamiętanie po co pracujemy zwiększa naszą efektywność. Nawet jeśli nie przepadam za konkretnymi obowiązkami, wykonuję je chętniej.

Ale wracamy do przedstawienia się. Mamy pierwsze zdanie, czyli efekt twojej pracy. Oczywiście nie oczekuję, że wpadniesz na idealną odpowiedź po pięciominutowej rozmowie, bo mi zajęło to zdecydowanie więcej czasu.

KB: Właśnie miałem problem, żeby precyzyjnie to nazwać.

DS: Tak, bo nie zadajemy sobie takich pytań na co dzień. Podobnym przykładem jest pytanie z rozmowy kwalifikacyjnej, jakie są twoje trzy największe wady. Co wtedy odpowiedzieć? Że jestem leniwy? Podajesz pierwszą odpowiedź, która przychodzi ci do głowy, a potem okazuje się, że jest najgorsza.

KB: Trzeba odpowiedzieć, że nadgorliwość.

DS: Wiesz, o co mi chodzi. Trudno od razu wpaść na odpowiedzi na pytania, których nie zadajemy sobie na co dzień. Drugie zdanie to możliwie najprostszy opis tego, co robisz. Jeśli pracujesz w międzynarodowej korporacji, twoje obowiązki mogą wydawać się abstrakcyjne dla osób z mniejszych placówek, tak jak na przykład dla osób starszych albo bardzo młodych. Niektórzy wpadają w pułapkę budowania elokwentnych i wyrafinowanych opisów swoich obowiązków. Gratulacje, ale kto cokolwiek z tego zapamięta? Trzeci, opcjonalny punkt, to powiedzenie, za co lubisz swoją pracę. Mówię, że nie jest obowiązkowy dlatego, że w polskim środowisku może to zostać dziwnie odebrane, w międzynarodowym – śmiało z niego korzystaj, pamiętając, z kim rozmawiasz. Właśnie, za co lubisz swoją pracę?

KB: (chwila zastanowienia) Tak jak powiedziałeś, pracuję w dużej firmie logistycznej i sprawia mi przyjemność świadomość faktu, że nasz system działa, paczki docierają do odbiorców, a moja praca ma wymierne efekty.

DS: Czyli chodzi o poczucie sprawczości?

KB: Tak.

DS: A coś bardziej przyziemnego?

KB: (zastanowienie)

DS: Jedna, jedyna rzecz. Przychodzisz do biura i co możesz zrobić takiego, że sprawia ci przyjemność?

KB: Kawę?

DS: Dobra, nieważne… Mamy trzy etapy: jaki jest efekt twojej pracy, co robisz i, ewentualnie, co ci się w tej pracy podoba. Spróbujmy to podsumować u ciebie. Dzięki tobie pracownicy otrzymują odpowiednie wynagrodzenie za wykonaną pracę. Jesteś odpowiedzialny za rozliczenie efektów sprzedaży… w jakim rejonie?

KB: W Wielkiej Brytanii.

DS: I lubisz swoją pracę za to, że daje ci poczucie sprawczości i możesz wypić tam kawę.

KB: Dokładnie tak.

DS: Jest różnica? Teraz wyjaśnię z psychologicznego punktu widzenia, dlaczego tak to powinno wyglądać i dokładnie w tej kolejności. Mówiąc od razu o efektach twojej pracy uderzasz prosto w układ limbiczny twojego rozmówcy. Jest on odpowiedzialny za ekspresję, odczuwanie emocji i systemy motywacyjne. W ten sposób nie odnosisz się do sposobu myślenia osób, do których mówisz, a raczej starasz się przemówić do ich emocji. Innym się od razu podoba pozytywny efekt twoich działań i fakt, że wiesz, o czym mówisz. To zabawne, ale wiele osób w ogóle nie wie, jaki jest efekt ich pracy. Pokazując to, wyróżniasz się wśród innych.

KB: To faktycznie ciekawiej brzmi, kiedy pokazujesz od początku do końca, na czym polegają twoje zadania – a nie zawieszone w próżni „rozliczam sprzedawców”.

DS: Najlepiej, kiedy ktoś mówi, że „pracuje w biurze”. Totalna nuda.

KB: W takim przypadku naprawdę najciekawszym momentem jest robienie kawy.

DS: Wtedy z góry zakładasz, że nie masz o czym porozmawiać z taką osobą. Kolejna kwestia jest taka, że wyłamując się z utartego schematu przedstawiania się, znów wyróżniasz się na tle innych. Nasz mózg lepiej zapamiętuje informacje, kiedy wywołały one emocje. Podobny stan emocjonalny pomaga w przypomnieniu sobie tych danych. Pokazanie jakiej większej całości jesteś częścią wywołuje pozytywne emocje, bo malujesz siebie w jaśniejszych barwach. Twoja praca nie jest nudna, pomagasz innym.

KB: Przekazujesz też ideę, która przyświeca ci podczas pracy. To nie jest już zwykłe wypełnianie dokumentów i liczenie tabelek.

DS: I to cię wyróżnia. Pamiętajmy, że to wcale nie jest łatwe. Jeśli cała grupa siedzi skierowana w tę samą stronę, to nie jest proste ładnie się przedstawić, jeśli obcy ludzie przed tobą się odwracają specjalnie, żeby na ciebie popatrzeć i cię posłuchać. Dlatego mówienie w ten sposób ma pewną moc. Na dodatek wspominając o tym, co lubisz w swojej pracy pokazujesz, że nie jesteś marudą. Praca może nie tyle jest owiana mitem strasznej udręki, ale na pewno stanowi jedną z najczęściej stosowanych wymówek, żeby narzekać. Przecież kiedy masz podjąć decyzję, z kim chętniej wdałbyś się rozmowę, czy z człowiekiem uśmiechniętym i pozytywnym albo neutralnym – zazwyczaj wybieramy osoby pozytywne. Jeśli chcemy wykorzystać to narzędzie, najpierw musimy się zastanowić, jakie wrażenie chcemy wywrzeć i jacy ludzie nas otaczają. Nie wspominam już o kwestiach związanych z wiekiem, ale jeśli zaczniesz wymyślać, że twoje rozliczenia sprzedaży zmieniają świat, słuchacze wezmą cię za wariata. Koniecznie musimy pamiętać o dostosowaniu się do osób, do których mówimy.

To może teraz skupimy się na trikach, które mogą się nam przydać. Gdyby ktoś zapytał, jak zacząć pracę nad własną charyzmą, powiedziałbym, że punktem wyjścia jest uważność i umiejętność obserwacji: sprawdzanie na innych, co działa, co nie działa. Kiedy pisałem pracę o charyzmatycznych przywódcach i obserwowałem osoby z mojego otoczenia (podzieliwszy ich wcześniej na super-niecharyzmatycznych i charyzmatycznych), miałem okazję sprawdzić, z jakich narzędzi korzystali. Na przykład jasno komunikowali mierzalne cele dla całego działu albo zespołu, kiedy coś było do zrobienia zabierali się za to jako pierwsi, wykonywanie pracy razem z zespołem, znajomość ludzi. Mając już taką bazę, łatwiej było mi wyciągnąć z tego elementy, które mi odpowiadały i które mogłem wykorzystać w swojej pracy. Obserwacje drugiej grupy były równie pouczające – dobrze było sprawdzić dokładnie, co mnie odrzuca od danej osoby. Tutaj dobrym przykładem jest osoba, która mówi „cześć, jestem Daniel, nawet nie będę próbować zapamiętać twojego imienia, bo bardzo kiepsko mi to idzie”. Po co wtedy się wysilać, nawet jeśli w danej chwili rozmawiam tylko z tobą? W tej sytuacji sumienność pomoże nam sprawdzić, czy sami się tak nie zachowujemy i pilnować się, żebyśmy tak właśnie nie postępowali. Czyli pierwsza jest obserwacja.

Kolejny punkt to charyzmatyczne nastawienie. Charlie Hupert prowadzi na YouTube kanał „charisma on command”, który serdecznie polecam (tak jak i bloga pod tą samą nazwą), gdzie przedstawił swoją listę charyzmatycznych nastawień. Wychodzi on z założenia, że pracę nad charyzmą zaczynamy od swojego wnętrza…

KB: Czyli od postawy?

DS: Dokładnie tak. Chodzenie w nowym garniturze zanim wypracujesz w sobie zachowanie, w którym przebija się pewność siebie nie ma sensu.

KB: Wracamy do pierwszej kwestii: nie jesteśmy wtedy spójni.

DS: Dokładnie tak, wyglądamy jak nastolatek w niewygodnym nowym garniturze, który założył po raz pierwszy na maturę i się w nim męczy. Pierwsze z tych nastawień to spójność i szczerość, o czym już wspomniałem. Kolejne to pamiętanie o tym, że bardziej liczy się twój charakter niż opinia innych o tobie. Świadomość tego, że ludzie są dla ciebie, bo ty jesteś jakiś. Oczywiście wstępujemy w pewne role społeczne, mamy do czynienia ze sformalizowanymi konwencjami i wymaganiami dotyczącymi naszego zachowania – to całkowicie normalne i tak funkcjonuje świat. Jeśli jednak się okaże, że w ramach tych ról robimy za dużo wbrew sobie, może się okazać, że działamy w podporządkowaniu pod konkretne osoby. Trzeba z tym bardzo uważać i pracując nad własną charyzmą trzeba zadbać, by to właśnie twój charakter był twoją cechą charakterystyczną. Nie możesz dopuścić do sytuacji, kiedy idziesz na szkolenie z charyzmy, wracasz i jesteś nie do poznania, bo nagle sobie zdałeś sprawę, że za dużo twojego działania było podporządkowane komuś. To bardzo ciężka praca.

KB: To też chyba walka wewnętrzna, bo przecież na co dzień zakładamy maski.

DS: Tak i czasami musimy wybrać pomiędzy wyrażeniem własnej opinii a obawą utraty sympatii z czyjejś strony. A przecież chcemy, żeby wszyscy nas lubili. Takie drobne wybory sprawiają, że nagle odsuwają się osoby, które nie towarzyszyły ci dla tego, jaki jesteś, a przyciągasz zupełnie nowe, które cię doceniają. To prawdziwa magia. Wcale nie polecam rzucania się na głęboką wodę, metoda małych kroków jest dużo lepsza. Kiedy się zastanawiasz nad tym, co zawsze chciałeś zrobić, lepiej nie zaczynać od skoku ze spadochronu ani podróży dookoła świata, tylko od lekcji pianina. Budowanie manifestacji naszego prawdziwego charakteru na pewno wspomoże ćwiczenie asertywności i odmawianie, kiedy zawsze się zgadzałeś. Takie kroki budują pewność siebie nie w takim znaczeniu, że przestajesz czuć strach, a raczej bycia pewnym osoby, którą jesteś.

KB: I swoich poglądów. A masz jakieś konkretne techniki, które pomagają w pracy nad charyzmą? Mówiłeś o małych kroczkach, żeby powoli budzić w sobie spójną i pewną siebie osobę. Masz konkretne sposoby, jak nad tym pracować?

DS: Istnieje mnóstwo zastosowań, a każdy z nas jest inny, więc każdy wymaga też innej pracy. Postaram się znaleźć w miarę uniwersalne rzeczy dla każdego ze styli. Zacznijmy od charyzmy dobroci, odwrócimy kolejność. Kiedy kogoś spotykamy i naszej głowie od razu zaczyna się monolog „o matko, ten człowiek jest taki i owaki”, zastanówmy się, z jakiego konkretnie powodu postanowiliśmy tak ją określić. Dla zilustrowania tego nie będę się hamować w generalizacji i schematach: stoisz na światłach i widzisz młodego mężczyznę w nowiutkim Porsche i myślisz sobie „ojciec mu kupił”.

KB: Zawód – syn.

DS: Dokładnie. Wtedy warto się zastanowić, jakie alternatywne historie na temat tego człowieka potrafiłbyś ułożyć. Z kolei kiedy widzisz kloszarda pytającego cię o dwa złote, zamiast wyobrażać sobie, że jest nieudacznikiem i sam zapracował sobie na własne nieszczęście – pomyśl, jakie inne scenariusze mogły go doprowadzić do obecnej sytuacji. Mężczyzna z pierwszego przykładu, przykładając go do Polskich warunków, mógł spędzić 5 lat w Norwegii, spać w namiocie po to, żeby spełnić jedno z marzeń o tym samochodzie. A może założył dobrze prosperującą firmę albo ma go w leasingu i płaci wysokie raty.

KB: Czyli poszerzamy nasze perspektywy i wyobrażenia o innych ludziach.

DS: To powoduje, że zaczynamy postrzegać każdego z wielu kątów. Stereotypizacja jest niebezpieczna. Osoby działające pod wpływem stereotypów mają większe skłonności do konformizmu – czyli wybierają łatwiejsze ścieżki. A to z kolei pozwala spojrzeć nam na niemal każdą sytuację z innej strony.

Teraz przechodzimy do charyzmy uwagi. Tutaj najważniejsza jest praca nad przebywaniem tu i teraz, medytacją itp. Kiedy badałem różne tematy z tym związane, napotkałem na zdanie, które bardzo do mnie przemówiło: „do medytacji wystarczy nawet jeden świadomy oddech w ciągu dnia”. Nawet jeżeli raz dziennie weźmiemy głęboki oddech i skupimy się na tym, gdzie jesteśmy, jakie dźwięki do nas docierają, co nas otacza i co widzimy wokół siebie, możemy mówić o dobrym początku pracy nad swoją uważnością. Idąc dalej: jeśli przebywamy w towarzystwie, łapmy się na momentach, w których odpływamy myślami. Wtedy obserwujemy, co nas zajmuje bardziej, a co mniej.

KB: Czyli praca nad własną świadomością i tym, co się wokół nas dzieje.

DS: Dokładnie tak. Co robić, by rozwijać naszą charyzmę wizjonerską? Analizować wszelkie pojawiające się pomysły: ich dobre i złe strony.

KB: Czy robimy coś podobnego jak w przypadku przedstawiania się? Wtedy zamieniliśmy proste codzienne czynności na ideę, za którą chcemy podążać.

DS: Dokładnie. Jest to zgodne z wizją Simona Sinke’a – zaczynaj od „dlaczego”. W swoim słynnym kręgu mówił o tym, że najpierw powinniśmy wiedzieć, dlaczego coś robimy, dopiero później w jaki sposób, a na samym końcu: co. On też odnosi się do ważnej roli układu limbicznego. Ćwiczyłbym takie podejście zawsze i wszędzie, gdy jest to możliwe.

W przypadku autorytetu podstawiłbym na świadomy wizerunek: jedno z moich ulubionych ćwiczeń wykonuje się podczas wybierania garderoby na następny dzień. Odpowiadamy sobie wtedy na pytanie, jak chciałbym się czuć w tym ubraniu i określić to trzema przymiotnikami. Kiedy przygotowujesz się do wyjścia do pracy, zastanów się też, jak chciałbyś być tam odbierany. Chcesz być sexy? A może pewny siebie? Profesjonalny i nieskazitelny? A może wyluzowany i niekonfliktowy? Takie określenia ułatwią ci wybór stroju. Wtedy można też dalej pracować nad charyzmą autorytetu, jeśli chodzi o wygląd. Polecam również przyglądanie się sobie i pozom, jakie przyjmujemy: jak stoimy, siedzimy, a także jak robią to inni i jak to odbieramy. Czyli analizujemy, jak nasza mowa ciała może wpływać na innych, a jak my reagujemy na czyjeś komunikaty niewerbalne. Kolejnym etapem jest wyciąganie wniosków: jeśli widzimy, że ktoś siedzi z założonymi rękoma i czujemy, że ta osoba nie chce z nami rozmawiać, w kolejnych rozmowach pamiętamy, że taka postawa może zostać w ten sposób odebrana. Oczywiście można pójść dalej i przeczytać książkę Allana Pease’a „Mowa ciała”, ale to jest dla osób, które chcą bardziej zgłębić temat. Jeśli z kolei mówimy o małych krokach, warto też skupić się na tym, w jaki sposób mówimy. Przed tym wywiadem przeprowadziliśmy małą rozgrzewkę aparatu mowy, rozruszaliśmy żuchwę i język, wykonaliśmy popularne ćwiczenie z korkiem, czyli mówienie z korkiem pomiędzy zębami. Praca nad lepszą wymową na pewno w pewien sposób wpłynie na nasze otoczenie. Na pewno na uczelni spotkałeś się z zarzutem, że dzięki twojej barwie głosu możesz mówić cokolwiek, a ludzie i tak będą cię słuchali.

KB: (śmiech)

DS: Zobaczymy, jak będzie po tym nagraniu…

KB: Masz rację.

DS: Nie wiem, jak zareagują moi słuchacze. Wracając do głosu – to jest kwestia, nad którą na przykład ty nie musisz pracować, bo się już z tym urodziłeś… Mam rację?

KB: Tak, to mój dar od Boga (śmiech).

DS: Gratuluję. Reszta śmiertelników musi nad tym pracować, żeby przyjemniej się ich słuchało i kompensowali swoje niedobory. Z kolei jednak ja wyznaję przekonanie, że lepiej pracować nad czymś, w czym jesteśmy dobrzy.

KB: W ramach podsumowania: charyzma to praca nad własnymi zasobami. Skupienie się na najlepszych cechach i stuprocentowa szczerość wobec samego siebie. 

DS: Pierwszym krokiem w pracy nad charyzmą jest świadomość siebie. Autor marki Kruger&Matz powiedział kiedyś, że gdyby miał do wyboru pięć lat studiów albo pięć lat poszerzania wiedzy o samym sobie, wybrałby tę drugą możliwość. Sądzę, że świadomość własnej osobowości, jak reagujesz na różne sytuacje i jak wpływasz na innych, jest nieoceniona w pracy nad charyzmą, która przede wszystkim oparta jest na komunikacji. Z kolei komunikacja nie istnieje bez drugiego człowieka. Dlatego też kluczowa jest wiedza na temat tego, jak jesteś odbierany przez innych i w jaki sposób ty ich odbierasz.

KB: Nie mam do ciebie więcej pytań. Dziękuję bardzo za wywiad i zaproszenie do podcastu.

DS: Dziękuję bardzo za piękne pytania i podsumowania. Wykazałeś się świetną charyzmą uwagi: byłem pozytywnie zaskoczony, że trafnie podsumowywałeś moje wypowiedzi, bo to najlepszy dowód na to, że przykładasz wagę do tego, co mówię. Gratuluję.

KB: Dziękuję bardzo, to mój debiut.

DS: Jestem bardzo wdzięczny, że poświęciłeś swój czas na to nagranie. Słuchaczy zachęcam do wypowiedzenia się na temat głosu Konrada.

KB: Widzę, że bardzo cię to interesuje!

DS: Posłodźcie mu. Dziękuję jeszcze raz.