PCh 006: O sile i odporności psychicznej lidera. 
Wywiad z Moniką Chutnik

Z KIM I O CZYM JEST PODCAST

 
 
Charyzma to rozwój, a ten podcast to podważanie powszechnego przekonania, że z charyzmą trzeba się urodzić i droga do tego jak się jej nauczyć.
 
Gościem szóstego odcinka jest Monika Chutnik, z którą będę rozmawiał na bardzo rzadko poruszany temat, a niezwykle ważny - odporność i siła psychiczna lidera.
Z tego odcinka dowiecie się: Czym jest wspomniana siła i odporność psychiczna? Jaki jest jej optymalny poziom? Jakie są jej komponenty? I co najważniejsze - jak nad nią pracować? Mój gość podaje całą masę przykładów z biznesowego świata i mnóstwo ćwiczeń do pracy własnej.
 
 
Monika na co dzień ma kilka ról - jest założycielem i dyrektorem zarządzającym firmy ETTA Global Leadership Consulting, doświadczonym konsultantem, trenerem biznesu, facylitatorem i coachem oraz gościnnym wykładowcą na studiach podyplomowych Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Monika ma bardzo ciepły i zaraźliwy śmiech, który na pewno umili Wam słuchanie.
 
 

NOTATKI Z NASZEJ ROZMOWY

  • MTQ48 - narzędzie do pomiary siły i odporności psychicznej

  • Film 'Twój Vincent'

  • Javier Sotomayor - rekord świata w skoku wzwyż (wideo)

  • Asana - pozycja drzewa

  • Książka "Jedna rzecz. Zaskakujący mechanizm niezwykłych osiągnięć"

  • "17 ways to build your Mental Toughness – at workplace and in life" - bardzo ciekawy artykuł o budowaniu siły i odporności psychicznej (ANG.)

  • Podcast ze Sławkiem Jarmużem

  • Strona prywatna Moniki Chutnik

  • Strona firmy Moniki - Etta Global Leadership Consulting

Transkrypcja

DS: Witaj, miło, że wpadłaś.

MC: Cieszę się bardzo.

DS: Jestem bardzo podekscytowany że będę mógł przeprowadzić z tobą tą rozmowę. Otóż temat to jest mi bardzo bliski. Chciałbym, żeby po tej rozmowie stał się jeszcze bliższy, ponieważ bezpośrednio mnie dotyczy. Zaprosiłem cię tutaj, żeby porozmawiać o sile i odporności psychicznej lidera. Zanim jednak do tego przyjdziemy, chciałbym, żebyśmy sobie odpowiedzieć na pytanie: w jaki sposób definiujesz lidera i kim on twoich oczach jest.

MC: Ja rozumiem że ty tutaj w tym podcaście mówisz o liderze jako o człowieku za którym podążają inni ludzie albo o człowieku, który jest na przykład menadżerem. Ale wiesz, w moim umyśle lider oznacza coś innego. Pamiętam moje zaskoczenie, kiedy zaczęłam pracę w HP, w Hewlett Packard, i zostało nam obwieszczone, że tutaj każdy jest liderem. Byłam w środku. Co to znaczy tutaj każdy jest liderem? To jakaś ściema. Ale później zaczęłam się nad tym zastanawiać i ja w sumie tak rozumiem to pojęcie lider. Dla mnie to jest ktoś, kto potrafi być w czymś świetny. I to może być świetny na przykład w przewodzeniu ludziom, ale też może być świetny jako ekspert w danej dziedzinie, albo w jakimś szybkim reagowaniu na zmianę. Rozumiem to pojęcie może bardziej wycinkowo i w tym sensie faktycznie każdy z nas jest liderem, a co najmniej może nim być. Natomiast na potrzeby dzisiejszego podcastu powiem ci, że ja z kolei pracuje z liderami i to najczęściej oznacza osoby, które zarządzają innymi osobami albo się do takiej roli szykują, albo zarządzaniu organizacjami czyli to jest już taki jeszcze level upi pod tym kątem możemy sobie rozmawiać o tej sile i odporności psychicznej. Chociaż tak naprawdę to jest taki temat, który dotyczy każdego, więc w tym sensie ta szeroka definicja też się może przydać.

DS: No okej. Z jednej strony mamy liderów którzy są ekspertami w swojej dziedzinie i jest to tak naprawdę każdy z nas, a z drugiej strony są ludzie odpowiedzialni za zarządzanie innymi albo całymi organizacjami.

MC: Tak, to pojęcie jest używane na wiele sposobów, ale myślę że jak dołączasz do organizacji i się dowiadujesz, że możesz być tu liderem i się tym liderem poczujesz w jakimś tam obszarze, to to jest naprawdę fajne. Nie każdy może być managerem, nie każdy zresztą chce, a każdy może być liderem. To jest super. Dodało mi to wtedy energii.

DS: Zastanawiam się, ile tych osób od razu poprosiło o podwyżkę.

MC: No popatrz, mi nawet nie przyszło to do głowy. Stracona okazja!

DS: W kwestii tej drugiej grupy liderów, czyli tych, którzy zarządzają innymi – to jak ich postrzegasz: kim oni są, czym się charakteryzują i, co mnie bardzo ciekawi, czy oni się tacy rodzą, czy tacy się stają podczas pracy.

MC: Z dużą uważnością słuchałam twojej rozmowy ze Sławkiem Jarmużem, którego zresztą bardzo szanuję i poważam też się jego i wiedzę i zdanie. Moje poglądy są w tej kwestii raczej zbliżone. Każdy się rodzi z czymś. Widzisz, ja prawie całe swoje życie zawodowe spędziłam na rozwoju liderów. Gdybym zakładała, że jedni się już tacy urodzili i się do tego nadają i my ich tylko szlifujemy jak diamenty... Oczywiście, można w ten sposób myśleć, Jednak ja myślę inaczej. Uważam, że jeśli tylko człowiek wystarczająco chce, to może przełamać swoje różne bariery, nauczyć się konkretnych rzeczy, często są to bardzo proste rzeczy, na przykład delegowanie, albo tego, co się dzieje w głowie, gdy stajemy się liderami zespołu. Czym jest dobrze wykonane zadanie? I czy dobrze wykonane zadanie to jest musi być wykonane przeze mnie jako gwaranta jakości? Co mogę sobie myśleć w głowie, żeby pozwolić innym wykonywać to zadanie, żeby komuś w ogóle je dać? To się nazywa oddelegowanie, ale nie to tylko umiejętność przekazania komuś zadania ale też to co za tym stoi w twoim własnym umyśle. A tego wszystkiego można się uczyć. Tak jak powiedział już Sławek jarmuż, każdy z nas rodzi się z jakim kapitałem wyjściowym, ale w zależności od naszych motywacji, niektórym chcę się go pomnażać: wtedy z tymi osobami można pracować, są to pewnie uczestnicy moich kursów i programów rozwojowych. Są również takie osoby, które albo nie widzą dla siebie w tym kierunku czegoś ciekawego, co też jest bardzo w porządku, albo im się nie chce, a jak się komuś nie chce – to koniec. W skrócie: uważam, że liderami się stajemy. A to, co wnosimy ze sobą jakby genetycznie, czy to, z czym się rodzimy, może nam czasami trochę bardziej pomagać lub przeszkadzać. Temat naszej dzisiejszej rozmowy, czyli siła i odporność psychiczna również jest częściowo takim elementem, z który się rodzimy.  Mamy to w jakieś pozycji wyjściowej, ale to czy go później rozwijamy, czy on tak sobie trwa w pewnym sensie niedopieszczony, zależy już od nas.

DS: Czy mogłabyś wskazać inne predykatory do bycia liderem? Albo może w drugą stronę: czy jest cokolwiek, co mówi: nie powinieneś być liderem.

MC: Ojejku... Nie powinieneś być liderem? Jeśli tego na przykład nie lubisz tego. Tak jak w naszym fachu się mówi o rozwoju ścieżki kariery, o rozwoju ścieżki zawodowej: do któregoś momentu możesz tak jakby się ślizgać, nie wybierać, próbować różnych rzeczy. Ale w którymś momencie następuje moment, gdy musisz podjąć decyzję. Albo idziesz w stronę lidera, menadżera, kogoś, kto przewodzi innymi, albo idziesz w stronę eksperta specjalisty. I jeżeli przede wszystkim lubisz skupienie, dobrą robotę, wykonywanie czegoś, na przykład tworzenie jakichś rozwiązań, na przykład oprogramowania, albo tworzenie czegokolwiek, co jest jakby wytworem, to będziesz lepiej się czuł w roli specjalisty, a całe to zarządzanie to dla wielu osób to po prostu za dużo hałasu o nic. Nawet same czynności administracyjne związane często z rolą managera, są dla wielu osób przytłaczające i nieprzyjemne.

DS: I rzadko się o nich tak naprawdę mówi.

MC: Oczywiście, a w bardzo wielu przypadkach stanowią one nawet 70-80% pracy managera. Tutaj mówimy o byciu liderem, czyli o kimś, kto porywa ludzi, który zajmuje się ich rozwojem i tak dalej, ale najpierw musisz mieć zrobione papiery, a później masz tych parę minut na to, żeby z kimś rozmawiać się w cztery oczy i zajmować się tym, czego on pragnie w życiu. Trochę smutno to zabrzmiało, bo jeśli ktoś się zdecyduje na rolę menadżera, to dobrze byłoby mieć cały obraz tego. Z drugiej strony to jest fantastyczne – można zapalać innych do swoich pomysłów, można wymyślić jakieś zadanie, zlecić je komuś i ono jest później zrobione. To przyciąga wiele osób do tej roli i daje też poczucie sprawczości. Można je jednak równie dobrze realizować w roli specjalisty, to realizować na wielu poziomach.

DS: Ja bym tego nie określił jako smutne, bo fajnie jest to, że mówimy o tym, co może nie do końca jest oczywiste. Bo wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Staram się walczyć z takimi przekonaniami, że ktoś sobie wyobraża lidera jako osobę tylko od tego, że przychodzi, wygłasza płomienne przemówienie, porywa innych i tak naprawdę nie robi nic poza tym. Odnosząc się do twoich słów, okazuje się, że kiedy wracasz do swojego biurka, czeka tam stos papierów, czy teraz już raportów excelowych czekających na wypełnienie. Bardzo często ludzie o tym nie wiedzą albo też nie chcą wiedzieć, dlatego sądzę, że warto o tym też wspomnieć.

MC: Każda rola ma swoje uroki.

DS: To jak to jest z tą i siłą i odpornością psychiczną?

MC: Siła i odporność psychiczna to jest coś, co się przydaje każdemu zarówno liderom, jak i specjalistom. Mam taką tezę, że liderom może być bardziej potrzebna albo że może być im potrzebna wyższa siła i odporność psychiczna. A to dlatego, że jeżeli pracuję jako osoba indywidualna, oczywiście napotykam różne sytuacje, w moim zespole pracują jeszcze na przykład cztery czy jeszcze może piętnaście takich osób; natomiast lider takiego zespołu to jest ktoś, do kogo te osoby trafiają ze swoimi różnymi sprawami. Mało tego, zwłaszcza w strukturze organizacji jest tak, że na poziomie specjalisty, na poziomie tego, co się po angielsku nazywa individual contributor, czyli pracownika indywidualnego, mamy pewien jakby taki zakres, czy horyzont patrzenia na organizację. To, co widać szczebel wyżej, dwa szczeble wyżej, może rysować zupełnie inne obrazy; czyli na przykład też decyzje, które się podejmuje, mogą mieć zupełnie inną wagę, mogą mieć zupełnie inne konsekwencje, mogą mieć zupełnie inny ciężar jako decyzje obciążające emocjonalnie, nie tylko pod kątem potencjalnych wyników biznesowych albo konsekwencji względem ludzi, którymi się zarządza. Jakby to spalanie, na które potencjalnie jest wystawiony manager czy lider, może być tym większe, zwłaszcza im wyżej ta osoba jest w organizacji, od tego, im więcej niesie odpowiedzialności. Oznacza to, ze im więcej jest takiego spalania się, czy różnych trudów, czy możliwych ciosów i porażek, na które ta osoba jest wystawiona, taka osoba potrzebuje znajdować w sobie więcej energii do tego, by się z nich podnosić, do tego, żeby wstawać z kolan i iść dalej, żeby się regenerować po jakimś trudnym czasie, żeby pozostać stabilnym emocjonalnie. W badaniach nad siłą i odpornością psychiczną mówi się, że tam też obowiązuje rozkład normalny, czyli najwięcej ludzi ma siłę i odporność psychiczna na przeciętnym poziomie, jakaś część populacji ma ją bardzo niską, a jakaś część populacji ma ją bardzo wysoko. Ale jeżeli byśmy badali populacje managerów, to tam ten oczekiwany poziom siły i odporności psychicznej jest wyżej. Drugą taką grupą, szczerze mówiąc, są jeszcze sprzedawcy, czyli osoby, które też muszą ponieść wiele porażek, żeby jeden raz na 10 mieć odnieść sukces. Paradoksalnie, liderom i sprzedawcom nie jest tak daleko do siebie, przynajmniej w kontekście siły i odporności psychicznej. Oznacza to, że jeżeli u managera widzę przeciętny poziom siły i odporności psychicznej, to stawiam taką tezę, przypuszczam, że może być mu trudno, w niektórych sytuacjach trudniej, niż komuś, kto pracuje jako specjalista i ma podobny poziom siły i odporności psychicznej. Jednak dobra wiadomość jest taka, że takie rzeczy jak siła i odporność psychiczna są dość dobrze zbadane i jeżeli pracujemy z kimś o przeciętnym poziomie, możemy zbadać jakie ma komponenty, określić, co dokładnie działa, a co nie działa. Możemy pracować na wybranymi komponentami tej siły i odporności psychicznej po to, by podnosić ten ogólny poziom. To jest jak mięsień który można sobie sprawdzać.

DS: W związku z tym, że na samym początku powiedzieliśmy o tym, że jest dużo administracji w pracy lidera i z drugiej strony powiedziałaś o tym, że praca lidera to też nie są same sukcesy, ale to również bardzo dużo porażek, o czym również bardzo rzadko się mówi. Narażenie na to, że coś nie wychodzi według tego, jak sobie to założyliśmy kreuje jakby takie predyspozycje do tego, by pracować nad tą siłą i odpornością. No dobrze, więc teraz czy jesteś w stanie zdradzić nam ten sekret, w jaki sposób to robić, jak nad tym pracować?

MC: Najpierw powiemy co to jest, żebyśmy wiedzieli nad czym pracować. Po pierwsze, jak mówi definicja, siła i odporność psychiczna to zdolność do utrzymania wysokiej formy i osiągnięć w obliczu wyzwań, pomimo trudności i presji. Oznacza to, że nawet jeżeli się zdarzają trudne momenty, nawet jeżeli coś się dzieje, potrafię pomimo tych trudności iść do przodu. Kiedy byłam na kursie licencyjnym z narzędzia diagnozującego  siłę i odporność psychiczną, to mieliśmy to zaprezentowane jako taka bajka...

DS: Jak ono się nazywa?

MC: Narzędzie się nazywa MTQ48...

DS: Acha, w ten sposób.

MC: (śmiech) ...ale można po nie sięgać i jeżeli kogoś to interesuje, można licencjonować się w tym, żeby tym narzędziem pracować. Czyli MTQ48, można poszukać kursów...

DS: Chciałem dać czytelnikom  możliwość sprawdzenia, jak to u nich wygląda, ale domyślam się, że to nie takie proste jak test internetowy.

MC: Nie, to nie jest autodiagnoza, to są licencjonowane testy opracowane przez badaczy i pokazują, które komponenty siły i odporności psychicznej są u nas wyższe, a które niższe. No i ponieważ takie narzędzia to nie jest zabawa i trzeba dobrze rozumieć wyniki, to zamawia się taki kwestionariusz i pracuje się później z licencjonowanym konsultantem tak, żeby dobrze wiedzieć, co z tym zrobić żeby to był rezultat budujący. Jak sobie wyobrazimy, że jesteśmy otoczeni taką przezroczystą kulą i jesteśmy pod ostrzałem Indian, i jeżeli ta kula jest dobrze izolowana, jeżeli ona jest ma jednolitą powierzchnię, to co by się nie działo, te strzały się o nią odbijają. Widzimy, że one się dzieją, mamy ich kompletną świadomość, natomiast one nie docierają i nie ranią prosto w serce i nie odnosimy ran. Możemy sobie tak wyobrazić osoby o wysokiej sile i odporności psychicznej. Osoby z niską siłą i odpornością psychiczną też mają wokół siebie taki balon, tylko że ten balon ma dziury i niektóre strzały się odbiją, a niektóre przedrą się przez te dziurę i trafią. Niby obiektywnie na zewnątrz dzieje się to samo, tylko że jedną osobę to trafi i rozłoży, a druga osoba po prostu to widzi i mimo to idzie dalej do przodu. Tak można sobie metaforycznie tą siłę i odporność wyobrazić.

DS: Bardzo mi się to podoba.

MC: Można też pomyśleć o gradzie.

DS: Nie, strzały Indian zostają.

MC: Wymyśliłam je na poczekaniu, ale niech zostaną. I teraz jest takie pytanie w ogóle czy, jeśli bym odkryła, że mam niską siłę i odporność psychiczną to źle. Nie jest żaden powód do zmartwień. Po pierwsze mam już taką świadomość po diagnozie, czyli widzę, że poziom siły i odporności psychicznej nie jest u mnie wysoki. Mówi się też o tym, że osoby, które mają niższą siłę i odporność psychiczną, mają wyższą wrażliwość. To znaczy, że one mogą szybciej łatwiej na przykład łapać atmosferę wokół nich albo mogą otaczać osoby ze swojego otoczenia szczególną opieką. Czasami mówi się też o tym, że artyści mają wysoką wrażliwość, a tym samym niższą siłę i odporność psychiczną w tym konkretnym rozumieniu. Nie wiem, jak to zabrzmi, ale w sumie też z tych trudności, których doświadczają artyści, powstają wspaniałe dzieła, tak jak ostatnio ten film Vicent, który był częściowo realizowany we Wrocławiu. On pokazuje i tę pasje i to wewnętrzne zmaganie kogoś, kto jest wielkim artystą, i dzięki temu my, jako osoby postronne, możemy w utworach i pracach tego artysty współuczestniczyć. Oczywiście łatwiej się żyje z wyższą siłą i odpornością psychiczną, bo to przekłada się nie tylko na to co nazywamy well being, czyli takie poczucie zadowolenia z życia, rodzaju dobrostanu w życiu, ale też, i między innymi dlatego jest tym bardzo zainteresowany biznes, wyższa siła i odporność psychiczna tłumaczy nawet 25% wyniku tego, co się nazywa performance,czyli uzyskiwaniu wyników przez daną osobę. To dużo, aż  jedna czwarta. Oznacza to, że na przykład wysoka lub niska siła i odporność psychiczna może prowadzić do tego, że jakiś pracownik osiągnie o 25% więcej. To są takie ważne predykaty.

DS: Z jednej strony mówisz o tym, że wysoka wrażliwość najczęściej wiąże się z niską odpornością i siłą psychiczną. Ale z drugiej strony, czy osoby bez tej wrażliwości i świetne w tym dostarczaniu wyniku... Czy oni przypadkiem nie są wielkim zagrożeniem dla ludzi, z którymi pracują?

MC: To jest bardzo dobre pytanie.

DS: Bo zapaliła się u mnie taka lampka ostrzegawcza. To jest człowiek „wynik, wynik, wynik”, ten taki zły szef...

MC: (śmiech) Terminator.

DS: Dokładnie. Taki, który ma dostarczyć wyniki i koniec, na tym się skupiam.

MC: To prawda, to jest pułapka. Mówimy teraz o takich wynikach skrajnych, co by się działo, gdyby ktoś by miał 100% na wszystkich wymiarach siły odporności psychicznej. Pewnie, że żyje mu się w dużej mierze łatwiej, idzie do przodu i tak dalej, ale jest też z tym związane takie ryzyko... Czyli to nie oznacza, że to zawsze wystąpi, tylko że zwiększa się prawdopodobieństwo, że tak może być. Na przykład ta osoba, ponieważ ma wysoką wiarę we własne możliwości, stawia sobie wysokie cele. Ponieważ ma wysokie zaangażowanie i ma napęd na to, żeby do swoich celów docierać, to te cele osiąga i realizuje. Ponieważ sama ma wysokie osiągnięcia w życiu, ta osoba to nie widzi przyczyny, dla której wszyscy ludzie w otoczeniu też nie mieliby w ten sposób postępować i pracować w takim samym tempie albo postępować względem innych ludzi z taką samą pewnością siebie. Okazuje się czasami, że to mogą być przez przypadek tyrani, którzy po prostu nie zdają sobie sprawy, że inni ludzie mogą mieć inaczej. Czyli ja bym nie powiedziała, że to jakoś wynikało ze złych intencji, tylko raczej ze świadomości tego, jak ja mam, i że u mnie naprawdę te rzeczy są bardzo wysokie i wyjątkowe, a że niekoniecznie u innych ludzi jest tak samo. W ogóle jak byśmy pomyśleli sobie jak rozwijać tą siłę i odporność psychiczną to pierwszą rzeczą jest refleksja, obserwacja samego siebie. Jak jest u mnie, jakie się powtarzają wzory, jakieś powtarzalne sytuacje, z czego one wynikają, jak reaguje otoczenie. Później może powstawać z tego jakiś taki mały plan działania. Jeżeli mówimy o tym, że na przykład menadżerami zostają osoby, które mają szczególnie dobre wyniki w pracy, czyli można im szczególnie dobrze zaufać, że jeżeli dali sobie radę z własną robotą, to potencjalnie też ogarną robotę innych ludzi. Nie zawsze to musi być prawda, ale wiele organizacji w ten sposób postępuje. I ta osoba mówi tak: ja robię zawsze wszystko na 100% i takie tempo narzuca dla swojego zespołu. Okazuje się w tym momencie że, ta osoba zapomniała o tym, że mamy do czynienia z rozkładem normalnym. Wtedy też ten dziewiąty sten, czyli już bardzo wysoki wynik chce przełożyć na cały zespół. Jeżeli tej osobie zabraknie wrażliwości, a na początek takiej autorefleksji, że okej na tle innych osób w tych rzeczach ja naprawdę celuje, to wtedy może taki swój zespół niechcący zajechać. Czasami na programy coachingowe są kierowani do mnie liderzy bez krzyty złych intencji, całym sercem oddani i swojej firmie i, co bardzo ważne, swojemu zespołowi. I od nich na przykład odchodzą pracownicy, mają dużą rotację, nikt nie chce z nimi pracować. Dlaczego? Bo ci liderzy nigdy nie zadali sobie pytania: a jak to jest u innych ludzi? Co jest dla nich ważne? Czyli swój schemat przełożyli do innych. To jest w ogóle duży temat. Jak w ogóle te wszystkie sposoby myślenia i działania i to, co mi pasuje, czy moje motywatory, czy są takie same dla innych? Wszyscy liderzy musza się najpierw nauczyć, ze tak nie jest.

DS: Czy mogłabyś wskazać, w jaki sposób pracować na tą refleksyjnością?

MC: Pierwsza rzecz to w ogóle chcieć. Jeżeli zadajesz takie pytanie to już zakładam: okej, to jest człowiek, który chce to robić. Skoro zadajesz sobie to pytanie to oznacza, że na przykład na koniec dnia pracy albo na koniec spotkania z zespołem też sobie możesz zastanowić się, jak było? I napisać albo pomyśleć według jakichś kryteriów: co zrobiłem dobrze, co poszło tak sobie, co mógłbym zmienić. A jeszcze lepiej, jeżeli ta refleksyjność... Bo tutaj mówimy o tym że to jest zawężony punkt widzenia jednej osoby. Więc jeżeli dostaniemy skądś informacje, a przecież liderzy to są bardzo łebscy ludzie, możemy sobie zebrać feedback z otoczenia. Na przykład zapytają jakiegoś innego członka zespołu: to jak było? Co działało? Co nie działało? Co można zrobić inaczej? Co się podobało? Gdzie ludzie byli zaangażowani? Gdzie byli w odłączeniu? Co dla ludzi było łatwe, a co trudne? Po prostu zebrać sobie kilka pytań i pod tym kontem spytać kogoś, kto też uczestniczył w tym spotkaniu.

DS: Najlepszy byłby taki feedback 360 stopni, czyli zarówno pomyśleć jak mi poszło, jak oceniają to moi podwładni ale też i przełożeni. Dzięki temu możemy spojrzeć na to wszystko w różnych lustrach.

MC: Śmieję się, bo z takimi trudnymi przypadkami najlepiej się tak pracuje. Jeśli mamy lidera zespołu, który podniósł tak wysoko poprzeczkę, że tam wszyscy ledwie piszczą, on nie zdaje sobie sprawy o co w ogóle chodzi, jakby zaprzecza, że przecież każdy może osiągnąć takie wyniki, zapominając o tym, że z jakiejś przyczyny to on został liderem, a nie ci wszyscy inni ludzie. I wtedy na przykład taka prawdziwa diagnoza 360, czyli zebranie opinii już nie na temat konkretnego spotkania, tylko w ogóle na temat działania tej osoby od jego podwładnych, od niego przełożonych czy przełożonego i od kolegów, czy osób na tym samym poziomie, z którymi pracuje, to jest taki namacalny materiał. Wtedy widać: te rzeczy są doceniane, a te rzeczy są trudne przy współpracy. Jeżeli to już pokazuje kilka osób z całej organizacji, to się składa na jakiś określony obraz, ta osoba może zacząć zdawać sobie sprawę z tego, że o kurczę, jeszcze jest coś tam do poprawy. A jak tylko sobie ta osoba z tego zda sprawę to super, bo bardzo często to też jest komponent siły i odporności psychicznej.

Może mogłabym o tych komponentach teraz trochę opowiedzieć. To jest właśnie taka orientacja na cel, czyli ja sobie stawiam cel: chciałbym ten aspekt zmienić. Ta osoba potrafi potencjalnie dobrze na tym pracować, oczywiście jeżeli tylko dostrzeże ważności tego celu. DS: Chcesz wymienić wszystkie komponenty?

MC: Bardzo tego pragnę (śmiech). Model siły i odporności psychicznej na którym ja pracuję ma cztery komponenty. Możemy sobie wyobrazić pizzę na cztery. Pierwszym obszarem jest poczucie wpływu, drugi to jest pewność siebie, trzeci to jest zaangażowanie w tym sensie commitmentpo angielsku, a nie engagement, za chwilę to wyjaśnię, a czwarty – wyzwanie. Teraz musimy zobaczyć, co kryje się za każdym z tych komponentów, bo jak byśmy chcieli rozmawiać o tym jak rozwijać tę siłę i odporność psychiczna to fajnie wiedzieć, co to w ogóle jest w ogóle. Dobrze intuicyjnie rozumiemy, czym jest ta siła i odporność psychiczna, tak jakby każdy w zasadzie to czuje, rozumie, o co chodzi. Każda zmiana zaczyna się od dobrej diagnozy, a dobra diagnoza powinna być konkretna, nienamacalna.

Zaczynamy od poczucia wpływu na życie i zarządzanie własnymi emocjami. Można sobie powiedzieć tak: osoby, które mają niskie poczucie wpływu  czują, że rzeczy się dzieją, tak jakby rzeka taka ich ciągnęła, a oni nie mają na nic wpływu, a jeżeli czują że nie mają wpływu na to też nie podejmują inicjatywy. No bo po co, skoro i tak to nic nie przyniesie. Więc na przykład mogą czuć się poobijani przez życie albo na przykład traktowani niesprawiedliwie przez życie bo coś im to życie zrobiło, a oni nie mają na to wpływu. Jeżeli to jest taki komponent stały, to to się dzieje cały czas. Wychodzenie z jakąś inicjatywą do przodu? Po co skoro nie mam wpływu. Tak samo jest z zarządzaniem własnymi emocjami. Jeżeli jest na niskim poziomie, to te osoby będą szczególnie przejmować się też tym wszystkim, czyli nie dość, że czują na przykład że nie mają wpływu na to, co się dzieje w ich życiu to jeszcze płacz, łzy, rozgoryczenie może obwinianie się, to mogą być różne rzeczy. Czyli wszystko człowieka szarpie wewnętrznie, jeżeli mamy niskie poczucie wpływu. Oczywiście wysokie poczucie wpływu oznacza, że ja mam wpływ na to co, się dzieje. Czyli jeżeli ja mam wpływ, to będę chciała podejmować inicjatywę, będę chciała wkładać trud w coś, będę na przykład chciała wytrwale coś robić żeby coś się mogło dziać. Jeżeli potrafię zarządzać własnymi emocjami, to będę na przykład potrafiła przezwyciężyć to, że jest mi przykro albo że czuje się rozgoryczona i będę mogła myśleć: „dobrze, w tym momencie czuję się rozgoryczona, a za chwilę jak zrobię następny krok i poczuję się lepiej”. Na przykład, bo to nie oznacza zaprzeczenia swoim stanom emocjonalnym, że jakieś takie, nie wiem, wypieranie ich – to nie jest zarządzanie emocjami. Zarządzanie emocjami to jest rozpoznawanie swoich emocji, szanowanie ich i jednocześnie funkcjonowanie po prostu w taki sposób, w jaki człowiek chce. Czyli pierwszy komponent to poczucie wpływu.

Drugi komponent –  zrobię trochę inną kolejność – to będzie to zaangażowanie. Kiedyś ktoś mnie pytał: mój syn gra w kosza i on jest taki zaangażowany i cały takie pierwsze pół treningu leci do przodu tą piłkę tam praktykuje, a później masz tak spada i już do końca treningu nie może dotrwać. Powiedziałam, że tak, bo on ma engagement, ale nie commitment,czyli on wkłada serce, jakby on ekscytuje się tym co robi, ale commitmentto jest coś takiego jak to dowożenie, czyli docieranie do pewnego celu. Zaangażowanie składa się z jednej strony z takiej orientacji na osiąganie celów, z orientacji na ukończenie zadania. No i oczywiście jeżeli ktoś ma niski wynik w tym wymiarze, to można powiedzieć, że on unika, zwłaszcza jak ma wiele zadań naraz i nie wie, za które się zabrać, to może jakieś tam przypadkowe sobie bierze, czy to najłatwiejsze czy to ostatnie, co tam wpadło. Nie będzie chciał tyle wytrwałości włożyć, żeby dotrwać. Będzie się też rozpraszać łatwiej w tym co robi. Jeżeli ktoś ma ten commitmentwysoki, no to co by się nie działo, to będziesz szedł do przodu, żeby tam dobrnąć do końca. Oczywiście ma to też taki negatywny aspekt, znam to bardzo dobrze z doświadczenia. To pragnienie dojścia tam, dokąd kroczysz, jest tak duże, że można za wiele rzeczy wziąć na własne barki. Można wziąć na siebie za duże obciążenie albo osiągać cele za wszelką cenę, no to też nie o to chodzi. Nawet za cenę na przykład własnego zdrowia, czy za cenę kosztów jakichś takich społecznych, na przykład mniej czasu się spędza z osobami czy coś takiego. Dla liderów to to też jest bardzo niebezpieczne, jeżeli zostaną zaślepieni celami, a zapomną o takich podstawowych rzeczach, czyli o tym na przykład z kim te cele realizują. Uważajmy, bo ja od razu ci pokazuje, że tutaj nie ma takiej złotej dobrej odpowiedzi: zawsze najwyższy wynik to jest super. Nie, bo jeżeli tam najwyższy wynik jest jakby skonsumowany w taki sposób zaślepiający, to nie jest dobre. Do tego potrzeba jeszcze trochę inteligencji emocjonalnej, do tego potrzeba właśnie trochę tej samoświadomości, żeby to dobrze działało.

Trzeci komponent, czyli wyzwanie, jak reagujemy na wezwanie. Z jednej strony to jest coś takiego jak to co się mówi stretching yourself, niektórzy nie cierpią tego terminu, czyli wychodzenie poza własne możliwości. Ale to znowu nie musi być robienie nie wiadomo czego, to nasza po prostu spróbowanie czegoś nowego, czego do tej pory nie robiłem. Albo, na przykład, boję się wystąpić przed grupą i poprowadzić godzinną prezentację, to spróbuję na pięć minut. To nie musi być od razu jakiś skok na głęboką wodę, to oznacza po prostu próbowanie nowych rzeczy, których do tej pory nie robiłem i wydają mi się trudne. To jest właśnie tak jak rozciąganie takich mięśni, które do tej pory nie pozwalały na przykład na pełen wyprost. A z drugiej strony to jest uczenie się ze wszystkiego, czyli z tych małych rzeczy, które się dzieją, i z tym dużych rzeczy, które czasami się też okazują porażkami, wyciąganie wniosków. W sensie, czego się nauczyłem. I to jest reagowanie na wyznania. No i jeżeli osoba ma niski wynik w tym wymiarze, każde wyzwanie jest porażką; łzy, to jest ciężkie, rozwala człowieka czasami na tygodnie, nawet na miesiące. Trudno się podnieść po jakimś takim, co się jest odbierane jako porażka, cios. Dużo się dzieje na takim polu mentalnym, to nie jest tak, że obiektywnie ta sytuacja wygląda w jakiś sposób. Bardzo dużo zależy od tego, jak człowiek to procesuje wewnątrz, czyli jak ja interpretuje tę sytuację. Jeżeli ja tę sytuację interpretuję: „Okej, ale nie udało się naprawdę, i dobra, i co teraz, jak mogłabym to zrobić następnym razem”, jeśli to jest moja następna myśl, to znaczy, że to zawiera mnie w stronę wysokiej siły i odporności psychicznej. Ale jeżeli powiem: „o kurczę, nie udało się, jestem beznadziejna”.

DS: To nie dla mnie.

MC: Albo „to nie dla mnie”. To zabiera mnie w stronę niskiej siły i odporności psychicznej.

DS: To tak samo, jak powiedziałaś na początku, że to zależy całkowicie od osoby, bo są takie, które stają przed tymi samymi wyzwaniami i jedna osoba mówi „okej, nie udało się idziemy dalej, wyciągam wnioski i popracuję nad tym, żeby następnym razem było lepiej”, a druga się załamuje i mówi: „nigdy więcej tego już nie zrobię”.

MC: No i teraz jakbyśmy mieli rozmawiać o tym, czy to jest dziedziczne czy to jest coś, nad czym my mamy kontrolę... Ja twierdzę, że mamy nad tym kontrolę, ale wiesz, być może to mój wynik na poczucie wpływu zaburza mój pogląd (śmiech). Jeśli pracujemy jako coache, trenerzy, konsultanci, potrzebujemy mieć bardzo wysokie wyniki, bo pracujemy z bardzo wieloma różnymi trudnymi sytuacjami. Trzeba być nieźle odpornym, żeby po prostu im nie ulec, nie poddać się. Ludzie mają różne swoje kłopoty, bo przecież te sesje, na których pracujemy, jest na nich dużo napięcia. Tak naprawdę to jest jeszcze taka trzecia niezdiagnozowana grupa osób, których zawód wymaga wysokiej siły odporności psychicznej.

Zanim przejdę do czwartego komponentu, opowiem ci o jednej rzeczy. Czy to możliwe, że wysoki wynik gotowości wyzwanie jest jakby niekorzystny. No tak bo jeżeli ktoś na przykład ma bardzo wysoki wynik tam, no to on też tego wyzwania jest głodny, szuka go cały czas. Na przykład prowadzi zespół, gdzie wszystko jest okej, business as usual, ale nie, ta osoba nie może spocząć na miejscu, ona prowokuje sytuacje, które na przykład będą jakieś przewrotne, trudne, bo wystawiają na nowe bodźce, z których ta osoba może się uczyć. Ale czasami tych wyzwań jest za dużo, żeby ta osoba mogła je przyjąć naraz albo wyzwanie się okaże zbyt wielkie, żeby można było je tak łatwo przezwyciężyć, albo się okaże, że zespół, który ze mną idzie, nie jest tak gotowy na wyzwania jak ja. No i ludzie po prostu odpadają i to jest szkoda. Czasami to też jest takie grzebanie patykiem w mrowisku, że jakby jest okej, ale tak trochę mi się nudzi, chciałbym jakieś wyzwanie, to zobaczymy co tam można jakoś inaczej. Ten wysoki wynik na wezwanie dodaje trochę takie śruby, czasami aż za bardzo.

DS: Czyli to jest ten rodzaj szefa, kiedy przychodzę do roboty, wszystko jest okej robimy wyniki a on w pewnym momencie mówi: „musimy podskoczyć jeszcze wyżej”.

MC: To by była taka mieszanka orientacji na wyniki i orientacji na wyzwania. Bo ludzie, którzy dobrze reagują na wyzwania, słyszą hasło i mówią „robimy”.

No i wreszcie czwarty komponent, czyli pewność siebie. On jest bardzo fajny, bo to jest wiara we własne umiejętności z jednej strony, a z drugiej to jest pewność siebie w relacjach międzyludzkich. I teraz jednym z takich elementów, jakie znajdują się klasycznie na takim szkoleniu dla liderów, dla młodych managerów, tych takich first-timersczyli dla tych, którzy są pierwszy raz managerami, to jest na przykład to ja w ogóle mówić do zespołu, jak im przekazywać wiadomości. Bo okazuje się, że wcześniej można było te wiadomości przekazywać normalnie, jak tam się rozmawiało w zespole, a teraz nagle ja jestem w innej roli. Wszyscy ludzie z zespołu na mnie patrzą i teraz co mi się przydaje? Przydaje mi się na przykład ta pewność siebie w relacjach interpersonalnych, czyli takie poczucie tego, że jak ja coś mówię, to mam coś do powiedzenia i dlatego warto, żeby inni mnie słuchali. Jeżeli mam takie poczucie, to na przykład różne sytuacje, miny różnych słuchających, interpretuje bardziej na swoją korzyść niż na swoją niekorzyść. Podobnie taka wiara we własne umiejętności, czy dam radę, w sensie, czy jestem do tego odpowiednio wyposażony i tak dalej. Były robione badania, gdzie sprawdzano czy są jakieś różnice w sile i odporności psychicznej, jeśli chodzi o kobiety i o mężczyzn i okazuje się, że nie ma nie ma jakichś różnic w populacji kobieti i w populacji mężczyzn. Żadna z tych grup nie miała wyższych wyników na siłę i odporność psychiczną, natomiast wewnątrz tego wymiaru jest takie fajne różnicowanie, że trochę więcej mężczyzn ma wiarę we własne umiejętności, czyli oni sobie mówią: „ja dam radę”, a więcej kobiet ma pewność siebie w relacjach interpersonalnych. I to powoduje że i tak ich wynik na tym wymiarze pewność siebie jest łącznie wyrównany. Ale już sama znajomość tych czterech wymiarów pokazuje, że jeżeli ktoś na przykład na skali od 1-10 ma wynik na przykład 6, to bardzo fajnie, to znaczy jest zupełnie normalny, dokładnie wewnątrz skali, a nawet troszeczkę wyżej – to już jest taki bardzo fajny wynik. To teraz nadal nie wiemy, w czym ta osoba jakby celuje, co jest tej osoby taką można powiedzieć mocną stroną albo wykształconą stroną, czymś, co zawsze jej będzie pomagać iść do przodu, a co ma takie słabe i może przeszkadzać. Mało tego, tę siłę i odporność psychiczną można mierzyć nie tylko dla poszczególnych osób. Jest to bardzo fajne narzędzie do przeciwdziałania wypaleniu zawodowemu, o czym też sobie możemy za chwilkę powiedzieć. Możemy też badać całe zespoły. Pracowałam też przy takich projektach, gdzie na przykład ogólny wynik zespołu liderów czy managerów na przykład jest na siódemkę. Ale organizacja sprawdza: jeśli chodzi o przeciętny wynik, to całkiem nieźle, bo od 1 do 10 to oni są na siódemkę. Ale jeśli chodzi o wynik wśród managerów, to już tak sobie, bo oni powinni być gdzieś na siódemce, między siódemką a dziewiątką. Siódemka jest tak z dolnych zakresów, jakbyśmy mieli tak popatrzeć, to już troszkę inaczej patrzymy na taką grupę, więcej od niej wymagamy, jeżeli chodzi o tą siłę i odporność psychiczną. I okazuje się, że organizacja zwraca się do nas i mówi tak: „próbujemy wprowadzać zmiany, ale te zmiany się nie dzieją. O co chodzi?” Po takiej diagnozie, gdzie widzimy wynik członków tego zespołu, on jest pokazywany w taki sposób zanonimizowany. Czyli nie widać u kogo konkretnie są jakie wyniki, ale widać, jaka jest tendencja w grupie i okazuje się, że na przykład orientacje na zaangażowanie albo poczucie wpływu są bardzo wysokie, ale na przykład na wyzwanie reagują na czwórkę. Wtedy na pewno nie będą chętni na tę zmianę, która ma nastąpić. I teraz jest pytanie: jak to zmienić i dla osoby pojedynczej i dla całego zespołu. Dobra wiadomość jest taka, że tę siłę i odporność można budować, i to jest tak jak z chodzeniem na siłownię, tak samo można budować to siłę i odporność psychiczna. Ona w ogóle się zużywa tak samo jak nasze ciało. Jeśli go nie ćwiczymy, to ono się staje takie zgęsiałei takie pozbawione energii i później nam jeszcze trudno dobiec do tramwaju czy po prostu kawałek przejść szybkim krokiem, bo od razu dostaje zadyszki. Tak samo jest z siłą i odpornością psychiczną. Czyli na przykład, jeżeli pracujemy w organizacji, gdzie cały czas się są jakieś zmiany, może być tak że za którąś z tych zmian już po prostu ten wolumen zmian jest dla nas tak duży, że spada nam ta siła i odporność psychiczna. Albo na przykład może być tak, że cały czas mamy podnoszoną poprzeczkę ciągle dalej, dalej, dalej, czyli nie jest to taka organizacja w turbulentnym przedłużającym się cały czas momencie, tylko jest to tak jakby ciągłe siekanie takim pejczykiem, dalej, dalej. I do któregoś momentu mamy power, idziemy do przodu, a w pewnej chwili ta siła nam się kończy. Następnym czynnikiem jest to, że zapominamy o regeneracji. O siłę i odporność psychiczną też trzeba dbać. Regenerować się. Na przykład odpoczynek: nie śpimy wystarczającej liczby godzin, no to skąd mamy brać energię po to, żeby być silnym i odpornym psychicznie.Mental toughness jest ta siła mentalna. Jeśli jesteśmy zmęczeni fizycznie, to ona się szybko wyczerpuje, jest jak pusty akumulator.

Następny czynnik, który może wpływać na tom że nasza siła i odporność psychiczna spada, to też takie trudne sytuacje w życiu. Ktoś jest zwolniony albo ktoś ma jakąś rozmowę dyscyplinującą, czy trudną sytuacje w życiu. Z takich rzeczy to się trzeba pozbierać, mamy  tą kulkę wokół nas i niby żadna strzała nie trafiła, ale jedna strzała jest specjalnego kalibru i jednak nas uderzyła. Coś takiego może też wpływać na obniżenie siły i odporności psychicznej.

DS: Czyli trzeba dać sobie czas po takich wydarzeniach, które nas dotknęły, na to, żeby wrócić do siebie, wrócić do normy.

MC: I żeby budować się na nowo. To nie jest tak, że tę siłę i odporność psychiczną mamy dane tak jakby na zawsze na jakimś poziomie. Może mamy ją nisko – możemy ją podnieść. Może mamy wysoko, ale jakby funkcjonujemy w takim otoczeniu albo w takich warunkach, że ona spada. To jest dynamiczne, dlatego też jak się robi diagnozę, to to nie jest wyrok o tym człowieku tylko to jest określenie, takie zdjęcie w tym momencie. Ta osoba wygląda tak, ale rozpoczynamy pracę, proces coachingowy z tą osobą, jakąś inną pracę rozwojowa i za pół roku możemy zmierzyć jak to wygląda teraz i może okazać się, że wzrosła. Mam nadzieję, że nigdy nie ma spadku po procesie rozwojowym. Jeszcze jest jeden czynnik, kiedy siła i odporność psychiczna może spadać: gdy pracujemy w otoczeniu ludzi, którzy mają niską siłę i odporność psychiczną. Mówisz do nich: „uda się, damy radę”, a oni: „nie uda się, nie damy rady”. Pierwszy, drugi i piąty siódmy raz im powtórzysz a później też tak myślisz. To zaczyna tak jakby ciągnąć w dół, twoje otoczenie ciągnie cię w dół.

DS: Czyli trzeba spać...

MC: Zawsze trzeba spać. To jest też klucz do młodości.

DS: Czyli mamy odpowiednią ilość snu, możliwość wracania do siebie po ciężkich wydarzeniach i otaczanie się... No właśnie, ale w jaki sposób też wracać do siebie? Pytam z tego względu, że nie wszyscy wiedzą, nie są na tyle samoświadomi, żeby wiedzieć, co w ich przypadku najlepiej zadziała. Czy są jakieś uniwersalne rady, które można by to było zastosować?

MC: Tak zaraz podam garść różnych sposobów. Dokładnie tak jak powiedziałeś, bo po pierwsze: jeżeli na przykład obniżył nam się ten poziom siły i odporności psychicznej, to nie oznacza, że u każdego się obniżył tak samo. Może tak jak w przypadku tego zespołu managerów, spadł im wynik na wyzwanie, bo w ostatnim czasie mieli tyle wyzwań, że  robi im się niedobrze na temat hasła wyzwanie. A może na przykład obniżył się ich wynik na zarządzanie emocjami, ponieważ coś działo się w zespole albo na przykład dołączył nowy bardzo wybuchowy członek, przy którym wszyscy się zużywają. Czyli po pierwsze warto wiedzieć o co kaman, gdzie jesteśmy, co jest najwyższe, a co jest najniższe. To, co jest najwyższe, będzie nam pozwalało iść w górę, bo to będzie taki nasz dźwig. To tak ja są żurawie w gdańsku i ta wysokość, na której jest żuraw, to jest ta wysokość, do której możesz spokojnie dowindować, bo to będzie tylko ja dźwignia. Z kolei to w czym masz najniższy wynik to jest to, co ci będzie najbardziej przeszkadzać. To jest też to, w co można zainwestować więcej uważności, ale czasami jest tak, że w tym całym wyniku jest jakaś dźwignia i na przykład widzimy, że jeśli ruszymy tę jedną rzecz, to całość pójdzie jakoś do przodu.

To teraz podam parę takich technik jak to robić, żeby tę swoją siłę i odporność psychiczną odbudować. Widzę, że zacierasz ręce. Jest ogólnie pięć takich najważniejszych sposobów, jeśli chodzi o to, jak w ogóle pracować z rozwijaniem siły i odporności psychicznej. Pierwszy to jest myśleć pozytywnie. Drugi to są wizualizacje różnego rodzaju, zaraz powiem co to konkretnie może być. Trzeci to jest kontrola niepokoju się nazywa po angielsku anxietymieczy takich różnych takich swoich lęków. Kontrola uwagi to czwarty komponent. I wreszcie piąty to stawianie celów. I teraz co to konkretnie może być, to trochę jeszcze brzmi ogólnie. Pierwsze to jest positive thinking, czyli myślenie pozytywne. Zobaczysz, że to są rzeczy, których można się uczyć; można samemu zdecydować, że się chce te rzeczy robić. Jeżeli mam niskie poczucie wpływu na własne życie albo niską wiarę we własne umiejętności, to nie ma nic lepszego, jak na koniec dnia sobie pomyśleć tak: jakie trzy rzeczy dziś zrobiłem dobrze albo z czego jestem zadowolona. I trzy rzeczy sobie wypisać, nie tylko pomyśleć, ale naprawdę wziąć kartkę i napisać, taki zeszyt prowadzić na przykład.

DS: To nie muszą być jakieś super osiągnięcia, po prostu rzeczy w ciągu dnia, które wydarzyły się i które ja uznaję subiektywnie za pozytywne. Na przykład pomogłem dzisiaj wnieść do tramwaju wózek kobiecie z dzieckiem. No właśnie, czy się odnosić tylko do życia biznesowego?

MC: Po całości, oczywiście, że po całości. Czasami może być tak, że docenienie naszego życia prywatnego wywindowuje nasze postrzeganie samego siebie w życiu zawodowym. Wymyśliłam na poczekaniu przykład: jeżeli moim sukcesem będzie dzisiaj to, że udało mi się zdążyć na tramwaj, to może na przykład to mnie ośmieli do tego, żeby wystartować w biegu firmowym, a bieg firmowy jest konkurencją zespołową. To może mnie ośmielić w kontakcie z innymi ludźmi albo pozwolić mi zbudować nowe relacje, a to dotyczy już świata zawodowego. Takie rzeczy się fajnie przeplatają i takich zupełnie błahych spraw mogą wyniknąć nowe.

DS: No i mamy taki dziennik mocnych stron, bo w pewnym momencie na rzeczy zaczną się powtarzać i możemy je w jakiś sposób przeanalizować.

MC: Tak, jeżeli ktoś ma niską wiarę we własne możliwości albo niskie poczucie wpływu na własne życie to może być mu trudno powiedzieć co to się pozytywnego zdarzyło. Ja tylko zjadłem dobrą zupę – to też jest okej, bo to pokazuje jakie 3 rzeczy się wydarzyły nawet takie błahe i to jest takie kształtowanie pewnego muskułu, takiego mięśnia. Za pierwszym drugim, trzecim, piątym razem jest trochę dziwnie, ale po jakimś czasie to jest taka już zwykła praktyka. Później ta osoba ośmiela się pisać czy myśleć (ale zawsze lepiej pisać, bo to bardziej namacalne) nie tylko, że udało mi się jakby to było takie dane, tylko że są jej sukcesy, nabiera śmiałości w tym, żeby tak o sobie myśleć. Po czasie zaczyna zauważać siebie jako osobę, która odnosi sukcesy i to jest taki długi proces, to nie dzieje się nawet w miesiąc nawet może w trzy miesiące, to chyba też było dosyć szybko.

DS: To jest moja ulubiona broń do walki z hejterami, gdy oni mówią „to jest źle, to jest źle, to jest źle”, to zadaje pytanie: „no dobrze, ale co dobrego się wydarzyło w Twoim życiu dzisiaj?” Jedna najprostsza rzecz.

MC: To jest dokładnie takiego zmiana pewnego rodzaju myślenia, to jest takie przestawienie się mentalne.

DS: To jest dopiero początek, bo, tak jak mówisz, to się nie zmieni od razu, tylko to jest proces, który bardzo długo trwa.

MC: To są procesy. Budowanie siły i odporności psychicznej to nie jest coś, co się zdarzy z poniedziałku na wtorek, ani nawet z marca na kwiecień.

DS: Czytelnicy, musicie czytać tę rozmowę przez 3 miesiące.

MC: Nie czytać codziennie, tylko codziennie samemu pracować. A jeśli codzienna lektura wam w tym pomoże, to proszę bardzo. To w takim razie następny sposób. Jeśli coś wydaje nam się trudne albo jesteśmy do czegoś niechętni – zamieńmy negatywy pozytywy. Na przykład możemy pomyśleć sobie „ojej, jak ja nie cierpię chodzić do pracy, tam jest sama nuda”. Okej przyjmujemy ten statement,takie zdanie, a teraz jak możesz to samo powiedzieć używając tylko pozytywnych określeń. Wyraź to samo, ale tym razem negatyw jest zakazany, po prostu wysil swój umysł do tego, żeby użyć innych słów, które są pozytywne w swoim wydźwięku. Jeszcze jeden sposób na pozytywne myślenie jest taki, żeby zrobić coś takiego jak przeramowanie, czyli na przykład „wydarzyło się coś złego” albo „przede mną jest jakaś trudność”. Ale co może być pozytywnego w tym, że to się będzie działo? Jakby poszukanie tego od innej strony. Wyobraźmy sobie, że potrzebujesz co tydzień zbierać dane na temat wyników twojego zespołu po to, żeby to włożyć do tabelki z wynikami jakościowymi i nie lubisz tego robić albo to jest dla ciebie trudne czy nieprzyjemne. I teraz możesz sobie pomyśleć: ale co jest w tym pozytywnego? Na przykład dzięki temu, że to robię, zdobywam większe pojęcie o mierzeniu jakości. Dzięki temu, że to robię, lepiej się przygotuję do certyfikatu na Green Belt.

DS: Podam świetny przykład. Mam jeden z takich raportów, które wypełniam dla całego działu, w którym pracuje, i on polega na tym, że muszę przyporządkować nazwiska ludzi do odpowiedniego zespołu. Ja to zawsze robiłem manualnie. Wiadomo, że nie jest to jakaś porywająca robota, ale co miesiąc albo co tydzień musiałem to wypełnić. Przyniosło mi to ogromną wartość, bo już wiedziałem dokładnie co się dzieje w całym w całym dziale i zawsze znałem imiona i nazwiska więc w momencie, kiedy ktoś mnie o kogoś pytał, wiedziałem, czy ta osoba na pewno należy do naszego działu, mimo że jest nowa, a druga kwestia –  miałam ogromną śmiałość w tym, żeby zwracać się do ludzi po imieniu.

MC: A to fajnie, zwłaszcza jak masz pamięć wzrokową nie że masz ten dokument przed oczami widzisz to na piśmie, to bardzo pomaga.

DS: Więc to był negatyw, który zamienił się w pozytyw.

MC: Zobacz jak dużo wymaga to od nas woli, że my chcemy to zrobić. Na przykład chcemy nauczyć się pozytywnie myśleć o czymś. To nie jest skomplikowane ale robienie tego w powtarzalny sposób i podejmowanie ciągle tego małego wysiłku, żeby jeszcze raz pozytywnie o czymś pomyśleć: to jest trudne. Nie chodzi też o taki fałszywy optymizm, tylko o to, żeby nauczyć się myśleć inaczej, albo żeby wyjść z takiego tunelu negatywnego myślenia. Zresztą w ogóle na przykład filozofia Zen mówi o tym, że... My też mamy to powiedzenie, że każda moneta ma dwie strony. Więc jeżeli coś ma ciemną stronę, to musi też mieć jasną. No mercy, nie ma inaczej. To jest takie dostrzeganie bardziej całości obrazów, wyjście z takiego tunelu.

Drugi rodzaj technik to wizualizacja. Wizualizacje są raczej znane, to jest takie wyobrażanie sobie czegoś. Miałam kiedyś takie spotkanie z osobami, które negocjują międzynarodowe kontrakty i robią to naprawdę na takim ogromnym pułapie. Zapytałam ich jaki mają swój sposób na to, żeby się dobrze przygotować do spotkania i ten jeden facet powiedział: „ja sobie przed spotkaniem wyobrażam jak to wszystko pójdzie i wyobrażam sobie, że pójdzie dobrze, z najmniejszymi szczegółami”. I on na to przeznacza na przykład 10 minut i sobie to tak jakby w głowie obmyśla i to mu daje takie poczucie wewnętrznego spokoju, poczucie, że jest przygotowany do spotkania. Jednocześnie przygotowywanie się na taki scenariusz bardzo dodaje mu otuchy, animuszu i pozwala mu być mniej skrępowany czy zestresowany. jasna sprawa, jeżeli jest mniej skrępowany i zestresowany, to w naturalny sposób ma dostęp do lepszych możliwości.

DS: Ja stosuję wizualizacje przed stresującymi dla mnie szkoleniami w taki sposób, że wyobrażam sobie jak to będzie w ich trakcie. To co na samym początku jawiło się w mojej głowie jako zagrożenie to fakt, że zdarza mi się prowadzić szkolenia dla ludzi których nie znałem. Oni dopiero na to szkolenie po raz pierwszy przychodzili, wtedy mogłem ich poznać i myślałem sobie, w jaki sposób ja mogę to sobie zwizualizować, skoro nawet nie wiem jak oni będą wyglądać. Jednak okazuje się, że to nie jest tak wielkim problemem, jacy ludzie są jako publiczność, a to, w jaki sposób ja będę się zachowywał pośród nich. Bo wizualizujemy tak naprawdę swoje zachowanie i rzeczywiście we mnie to obudziło taki spokój, bo miałem wrażenie, że już to przećwiczyłem, już to robiłem, mimo że to było tylko i wyłącznie w mojej głowie.

MC: Ja mam podobnie. Lubię przed szkoleniem czy spotkaniem z nowymi osobami trochę się z nimi zapoznać. Cieszę się jeżeli są obecni w sieci, zwłaszcza mają profil na Linkedinie ze zdjęciem, albo coś co pozwala mi trochę lepiej ich wyobrazić. Później jak chodzę na salę to nie czuję się tak obco tylko jakoś to łatwiej wszystko idzie.

DS: Trzeba odczarować tych ludzi, mają określone imię i nazwisko, do tego jest zdjęcie więc można się z nimi całkowicie oswoić.

MC: To byłby taki research i przygotowanie z elementami wizualizacji. Fakt, że wizualizacja działa, był wielokrotnie udowadniany. W każdym razie wizualizacja aktywuje konkretne obszary w naszym mózgu, które powodują nawet reakcje fizjologiczne, takie jak wydzielanie śliny. Po prostu wyobrażanie sobie obrazów buduje jakieś określone reakcje w nas samych i w naszych umysłach, to bardzo wartościowa rzecz. Na szkoleniu, które kiedyś prowadziłam na temat siły i odporności psychicznej, pokazałam światowy rekord skoku wzwyż. To był rekord chyba z 1982 roku niepobity do tej pory Javier Sotomayor, a o ile pamiętam. Było widać, jak on przed tym skokiem po prostu się zatrzymał, położył rękę na twarzy jakby. Minęło 15, 20, może 30 sekund, a może nawet minuta. Nie wiem, po prostu tak stał i dopiero później te ręce z twarzy zdjął i ruszył pobił rekord świata. To też pokazuje, jak w przypadku psychologii sportu można sobie pomagać. Zresztą wiele tych technik i nawet sama koncepcja siły i odporności psychicznej też bierze bardzo mocno z psychologii sportu, psychologii osiągnięć. Poza tym ona też czerpie sporo na przykład z psychologii pozytywnej, gdzie mówimy że jest tak zwana wyuczona bezradność, której tak jakby możemy się nauczyć, tak samo możemy się nauczyć optymizmu. To są takie rzeczy bardzo fajne, jak sobie z nich zdamy sprawę, że na przykład możemy sami zdecydować, że wolimy, żeby nam się żyło łatwiej.

Następne, co można robić to kontrola lęku i niepokoju. Przed trudnymi sytuacjami spinamy się całe ciało jest napięte. Na przykład te masaże, które się robi biurach bardzo często u dołu szyi, masaż mięśni kapturowych. Jeśli one są spięte, to znaczy, że były napinane przez cały dzień. Czasami to napięcie jest tak duże, że nie pozwala nam wziąć dobrego oddechu, bo cała klatka piersiowa jest napięta i nagle zaczynamy mówić przez gardło, a głos robi się wyższy. Wtedy problem robi się bardzo widoczny. Kontrola lęków to jest nic innego, jak zauważenie własnego ciała. Na przykład zauważenie, że jak się stresuję, to jak na to reaguję. Można uczyć się różnych techniki relaksacji, czyli po pierwsze lokalizacja, po drugie relaksacja. Można uczyć się takiego napinania i rozluźniania mięśni czyli wszystko co mówi nam o takim zarządzaniu stresem i kontroli stresu w ciele, to będą techniki tego rodzaju, które mogą nam w tym pomagać. Tutaj też przyda się dobra technika oddychania, czyli oddychanie głębokie przez przeponę. Kiedyś byłam na takim kursie w radio, tutaj we Wrocławiu. Jednym z elementów tego kursu było to, że położyliśmy się na podłodze i każdy miał czuć, jak się porusza brzuch i to było właśnie to oddychanie przeponowe, czyli głębokie nie takie, że do połowy klatki piersiowej, tam dochodzi tylko płytki oddech, tylko głębokie przeponowe oddychanie. Ono jest też gwarantem twojego bardzo dobrego głosu w podcaście i tak naprawdę wszystkiego, bo wtedy też całe ciało się rozluźnia i relaksuje. I wreszcie uśmiech i śmiech, bo samo uśmiechanie się i samo układanie mięśni twarzy w ten sposób powoduje, że nasz mózg odczytuje wiadomość: ona się uśmiecha, to znaczy, że chyba jest okej. Uśmiechanie się w takich sytuacjach też może bardzo dobrze pomóc.

DS: To ciekawa sprawa, że takie ekspresyjne sprzężenie zwrotne czyli to oszukiwanie swojego mózgu tym, że się uśmiechamy bo aktywizujemy te mięśnie które są odpowiedzialne za uśmiech sprawia, że wydaje nam się, że jesteśmy szczęśliwsi. To też jest miecz obosieczny, więc trzeba zdawać sobie sprawę, że jak mamy zaciętą minę, to tak samo aktywizujemy by te negatywne emocje, czyli smutek i brak zadowolenia. To też trzeba mieć na uwadze. Ale można też to wykorzystywać dokładnie tak jak mówisz, czyli praktycznie na zawołanie.

MC: Tak, zobacz, jak różne są te sposoby, o których rozmawiamy, bo mówimy o oddychaniu, o  relaksacji mięśni, a przecież rozmawiamy o sile i odporności psychicznej. Okazuje się, że teraz dobre zarządzanie własnym ciałem, taka świadomość tego, gdzie mi się ten stres tworzy, co to dla mnie konkretnie oznacza, albo jak mogę te mięśnie rozluźniać albo jak mogę w ogóle się rozluźniać i dobrze oddychać – to pozwala nam na lepszą siłę i odporność psychiczną na dłuższą metę. To naprawdę niesamowite, bo to pokazuje też, że umysł, dusza i ciało idą wszystkie ramię w ramię, nierozerwalnie.

Następne techniki są z grupy kontrola uwagi i jedna z nich to jest focus czyli takie ćwiczenie koncentracji. Focus można ćwiczyć już nawet z dziećmi w wieku przedszkolnym. Jakbyś sobie wyszukał w internecie coś takiego jak kontrola uwagi, kontrola skupienia, ćwiczenia na kontrolę uwagi, to zwłaszcza w grafikach znajdziesz dużo takich rzeczy. Na przykład „znajdź różnicę”, albo „która z linii prowadzi cię do celu” i określ to samym wzrokiem. Teraz są bardzo popularne takie kolorowanki dla dorosłych, w pewnym sensie one też służą do kontroli uwagi. Masz wiele tych takich drobnych pól, które łącznie tworzą piękny obrazek i teraz skup się na tym, żeby to pole pomalować tylko jedną kredką, czy coś takiego. To sprzyjający trend w budowaniu siły i odporności psychicznej. Można się zastanawiać, dlaczego kontrola uwagi ma wpływ na siłę i odporność psychiczną. Jeśli uczymy się kontroli uwagi na takich prostych ćwiczeniach, to będziemy też mogli lepiej kontrolować uwagę w bardziej skomplikowanych sytuacjach. Po pierwsze nauczymy się, jak ona działa, a po drugie wzrasta prawdopodobieństwo, że będziemy potrafili nią sterować. Jedna z moich klientek coachingowych mówi o tym że często towarzyszą jej takie obawy, czy będzie dobrze przygotowana, czy to wszystko będzie miało sens i tak dalej. Nauczyła się takiej techniki i mówi im: „teraz nie”. Pracuję nad czymś, słyszy, że jej się pojawiają te wszystkie myśli (już to zauważa, a to jest naprawdę osiągnięcie) i ona mówi tym myślom: „teraz nie”. Ona robi nic innego, jak tylko kontrole uwagę, bo podejmuje decyzję, że w tym konkretnym momencie koncentruje się na tej jednej rzeczy. Zresztą jest bestseller, tytuł po polsku to „Jedna rzecz”, a po angielsku „One Thing”, która bardzo fajnie pokazuje, w jaki sposób można koncentrować się na jednej rzeczy.

Coraz bardziej obecny w biznesie jest nurt mindfullness. Nie wiem czy już z kimś rozmawiałeś o tym?

DS: Nie, jeszcze nie.

MC: Czyli masz taki zamiar. Jest to bardzo pożyteczne też w kwestii budowania siły i odporności psychicznej, bo to jest nic innego jak odpowiedź na pytania: gdzie jestem? co robię? w jakim stanie jestem? Czyli to jest takie kotwiczenie na tu i teraz, docenianie tej chwili bieżącej. Oczywiście to o wiele szerszy temat, ja to teraz spłycam troszeczkę, ale ma w sobie ten nieodzowny komponent. To pozwala tym rozszalałym myślom „o Boże, za chwilę się zdarzy katastrofa”, „nie wiadomo, co będzie”, „a ten cel jest za trudny”, „ja tam nie dam rady dojść” powiedzieć: ok, jestem tutaj, siedzę na przykład przy biurku i zajmuje się pisaniem raportu na jakiś temat, albo w tej chwili pracuje nad slajdami na prezentację. Koncentruje się na tej jednej rzeczy i to pozwala naszemu umysłowi się skoncentrować i wyciszyć. Jeszcze kilka lat temu, może sześć, może siedem, widziałam to jako taki nurt bardziej medytacyjny i jestem zdumiona, jak głęboko to się dostało do biznesu i jak bardzo jest potrzebne w biznesie. Ludzie zauważają, że w tej codziennej gonitwie umiejętność koncentrowania się i skupiania na czymś, co jest teraz i poprawiania jakości swojego życia w ten sposób  stała się nieodzowna. Może jeszcze jeśli ktoś by sięgał do jogi, jest taka bardzo znana asana czyli taka pozycja „stojące drzewo”. Stajesz na obu nogach wyciągasz ręce do góry, składasz je tak ze sobą wyciągnięte i jedną nogę zginasz w ten sposób, że dotykasz stopą o kolano. Jest często pokazywana na plakatach, taka jedna z najbardziej klasycznych. Wydaje się bardzo prosta, zresztą nie jest jakaś trudna do wykonania, sądzę, że dostępna dla większości osób. Bardzo dobrze testuje to, czy jesteśmy w tym momencie skupieni, jest takim miernikiem naszego skupienia. Po dwóch sekundach wiele osób się przewraca, to znaczy nie upadają, tylko muszą stanąć na drugiej nodze, bo po prostu rozkojarzają się. Dopiero kiedy osiągną odpowiedni oddech, odpowiednie skupienie, można wykonać tę asanę.

DS: To ćwiczenie cierpliwości i bycia tu i teraz.

MC: Tak, ćwiczenie koncentracji i ćwiczenie uwagi. Nawet najprostsze obrazkowe ćwiczenia dla dzieci trochę bardziej zaawansowane w stylu „znajdź różnicę”, „jak rozwiązać ten węzeł”. Myślę że też wiele ćwiczeń na inteligencję polega na skupieniu się, więc można też sięgać po takiego.

Sporo już tych sposobów omówiliśmy, także każdy może sobie znaleźć to, co mu pasuje.

DS: No dokładnie im więcej tym lepiej, bo każdy będzie mógł sobie wybrać dokładnie to najbardziej mu się spodobało.

MC: Zostaje nam ostatnia kategoria: stawianie celów. W całej tej grupie sposobów na budowanie siły i odporności psychicznej nie chodzi o nic innego, jak o takie urealnienie unamacalnienie albo odczarowanie tych celów. Na przykład jeżeli klasyczna metoda stawiania sobie celów, czyli smart, komuś nie pasuje, można zastosować sobie taką metodę 842. Wyobraźmy sobie, że cały czas, jaki mam do realizacji tego zadania dzielę na 8. W takim razie jak podzielę to na pół, czyli na 4, to muszę się dowiedzieć, co chcę zrobić w połowie tego czasu. Później dzielimy jeszcze raz ten czas na pół, czyli to jest takie 842. Dzielimy sobie ten czas na pół i na pół, żeby tę pracę rozłożyć równomiernie, żeby zdać sobie sprawę z tego, co powinnam zacząć robić teraz, żeby nie było tak, że nie osiągnę później mojego celu, bo za późno się za to wzięłam, bo sobie nie zdawałam sprawy z tego, ile to będzie pracy albo źle to obliczyłam. Wtedy później będę znowu przekonana, że mi się nic nie udaje. DS: Może na przykładzie: załóżmy, że chcę pomalować kuchnię.

MC: Dobry przykład. Zobacz, możesz budować swoją siłę i odporność psychiczną próbując malować kuchnię (śmiech).

DS: Od razu to wykorzystamy. No dobra, czyli chcę pomalować kuchnię, czyli dziele sobie czas co chciałbym osiągnąć w połowie czasu, czy najpierw określam...

MC: Najpierw powiedz, kiedy chciałbyś to skończyć.

DS: Do końca miesiąca, czyli mam 11 dni.

MC: I co chciałbyś mieć wtedy zrobione?

DS: Całkowite pomalowaną kuchnę białą farbą z założeniem, że będę przy tym musiał ściągnąć wszystkie meble i zawiesić je z powrotem, kiedy ona wyschnie.

MC: Będziesz jeszcze zdzierał te poprzednie warstwy?

DS: Nie, to tylko odświeżenie.

MC: To wiemy co jest do zrobienia. Jeżeli sobie założymy, że to chcesz mieć za 11 dni, to co chciałbyś mieć za połowę tego czasu, czyli za 5 dni?

DS: Myślę, że chciałbym mieć ściągnięte wszystkie meble i cały sprzęt, czyli farbę, pędzle, wałki i cokolwiek co jeszcze może być potrzebne.

MC: Chciałbyś mieć całe wyposażenie już przygotowane. To co byś chciał mieć za 2 dni? Czego będziesz wtedy potrzebować?

DS: Chyba sprzęt. Czułbym się bezpieczniej ze świadomością, że już wszystko jest kupione. MC: Czyli w ciągu dwóch dni potrzebujesz kupić sprzęt. Na tym to polega, to jest takie proste.

DS: Wiem, co robić.

 MC: Masz ten pierwszy krok dzięki temu twój cel przestał być taki ogólny, teraz wiesz, co jest do zrobienia.

DS: Teraz jest bliższy, bo dokładnie sobie teraz odpowiedziałem, co muszę zrobić. Może to oczywiście przykład z kuchnią jest bardzo prosty...

MC: Zależy dla kogo (śmiech).

DS: ...ale fajnie odczarowuje kroki, które muszę wykonać.

MC: No dobrze, idziemy dalej. W ogóle wszystkie te metody są związane z krokami, ta się nazywa „jak zjeść słonia”. No i jak go zjeść? Przecież jest taki duży, czy to jest w ogóle możliwe? Wyobraź sobie, że teraz dostajesz słonia na obiad i masz go zjeść (śmiech). To jest taki metaforyczny słoń. Oczywiście słonia się je po kawałku czyli cała sztuka w tym, żeby zjeść słonia jest taka, żeby go podzielić na jakieś plastry, warstwy albo kawałki, które byłyby w ogóle strawne. I to jest taki sposób na to, jak sobie poradzić z zadaniem, które się wydaje totalnie wielkie i nieosiągalne. Jeśli chcemy to przełożyć na język biznesowy, to byśmy powiedzieli „robimy kamienie milowe”, czyli na przykład na jakie kawałki muszę podzielić jego słonia, żeby to w ogóle było zjadalne.

DS: Tylko wiesz co, zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się nad tym, że w momencie kiedy podejmujemy jakiekolwiek działanie, to bardzo często ten pierwszy krok zmienia nam absolutnie wszystko, co sobie zakładamy, jakie kroki będziemy musieli wykonać. W momencie, w którym podejmujemy się pierwszej czynności, czyli na przykład ja maluję kuchnię, a okazuje się że nie zdarłem poprzedniej warstwy farby i muszę to zrobić jeszcze raz. Tutaj pojawia się taka pułapka tego planowania. Ja jestem na przykład zwolennikiem posiadania planu, ale żeby była duża możliwość zmiany go w trakcie działań, bo mogą się zmienić warunki.

MC: To jest bardzo dobre bo dajesz sobie więc luz. A pamiętaj że to mówimy o sile i odporności psychicznej czyli na przykład o reakcji na to co, jest wyzwaniem. Na przykład dla kogoś może być pomalowanie kuchni i myśli sobie „to jest naprawdę wyzwanie, chyba nie dam rady, nie biorę się za to jednak”. Albo osoba przymierza się przymierza, przymierza i jednak nie daje rady. Tutaj mogą pomagać różne metodologie zarządzania projektami, ale myślę, że osoby, które pracują jako project managerowie to pewnie nie mają akurat z tym elementem problemu. Czyli jakie różne małe rzeczy muszę zrobić, żeby tę kuchnię pomalować, jak sobie to rozpisać na poszczególne zadania, a później je ułożyć w jakiś ciąg. To jest takie zjedzenie słonia.

DS: A wykorzystujesz jakieś konkretne narzędzia do pomocy w takim dzieleniu sobie słonia na kawałki?

MC: Osoby, z którymi ja pracuję, które potrzebują pracować nad swoją siłą i odpornością psychiczną, rzadko w tym obszarze mają problemy.

DS: Czyli myślą zdroworozsądkowo?

MC: Najczęściej liderzy to są osoby, które potrafią realizować zadania. Częściej spotykałam się z innymi problemami... Nie mogę się powiadać jako ekspert od całego świata, po prostu akurat takie osoby do mnie przychodzą, które mają na przykład problemy z przekonaniami na swój temat, może czasami wiara we własne możliwości albo na przykład z reakcją na stres... Ale teraz sobie myślę, że rzeczywiście czasami jest tak że my rozmawiamy o wykonaniu zadania, to nie chodzi o to, żeby stosować skomplikowaną metodologię, tylko o to, żeby nastąpiło przerwanie w głowie tej osoby przekonania, że się nie da. Im coś jest prostsze, tym lepiej działa.

To jeszcze dwie metody w tej grupy priorytetyzowanie. To jest proste, ale na przykład mam jakąś rzeczy dużo do zrobienia, bo się przeprowadzam. Muszę zdecydować, co jest dla mnie najważniejsze, bo wiadomo że jest do zrobienia i to, i to, i to, i to, ponad tysiąc spraw.. Ale kiedy wybiorę sobie trzy najważniejsze rzeczy i je zrobię, to pozwala mi to czuć się bezpiecznie. Albo na przykład do końca maja chcę zrekrutować 15 osób do zespołu. Co jest najważniejsze? Najważniejsze jest to, żeby miała kogoś, kto mi będzie mógł obsługiwać telefony przychodzące, kogoś, kto będzie mógł mi obsługiwać naszą bazę IT i jeszcze kogoś. Czyli wyznaczam sobie priorytety i jeżeli uda mi się je spełnić, to mam prawo czuć się z siebie zadowolona. To znowu polega na ośmielaniu się w realizacji zadania.

DS: Ja bardzo lubię przy priorytetach wspominać o moim ulubionym cytacie, czyli „nie ma czegoś takiego jak brak czasu, jest brak priorytetów”. I to się też wiąże z tym, że w momencie kiedy jesteśmy tacy zabiegani w pracy, jak wspominałaś, to często gdzieś tracimy to, co jest dla nas najważniejsze. A w momencie, kiedy sobie przykład napiszę na kartce i „to jest dla mnie głównym celem w mojej pracy” i wpadamy w ten wir obowiązków, przyjdzie ta chwila refleksji i możemy sobie powiedzieć „to nie jest na szczycie listy zadań”.

MC: Spójrz, jak to się przekłada znowu – bo dzisiaj idziemy tą siłą i odpornością psychiczną – na poczucie wpływu na własne życie. Jeżeli tylko lecisz za bieżączką, pracowałeś cały dzień, narobiłeś się jak głupi i masz takie poczucie, że nie wiedziałeś, co się działo, po prostu nie wiedziałeś w co ręce włożyć. A co zrobiłeś konkretnie? Nie wiesz dokładnie. Po prostu reagowałeś na potrzeby. Ale jeżeli masz oznaczono tę jedną rzecz, którą chcesz dzisiaj zrobić i ją zrobisz plus całą tą bieżączkę... Chociaż jej się nigdy nie da tak całkiem obrobić. Nawet jej 80% , to masz poczucie I did something, zrobiłem coś. I to jest budowanie wpływu na własne życie, nic innego jak sobie wieczorem na przykład napisać „jutro w pracy chcę zrobić tę jedną rzecz”, nawet jeśli to jest mały krok.

DS: I najlepiej od niej zacząć.

MC: Metody są bardzo różne. Teraz wchodzimy w takie detale. Jeszcze o jednej takiej metodzie ci opowiem, ona po angielsku się nazywa training ants into pets, czyli zamienianie mrówek w twoje zwierzątka domowe. Ants tutaj są „anty”, jak czegoś nie chce. Imożna sobie wypisać wszystkie moje myśli, który mówią „nie rób tego, bo to za trudne”, „nie rób tego, bo nie dasz rady”, „nie rób tego, bo po co ci ten wysiłek”, „nie rób tego, bo Zosia się zmartwi”, „nie rób tego, bo coś tam”. Później mamy drugi krok. Wypisujemy konsekwencje niezrobienia czegoś, czyli co konkretnie się na przykład nie przeprowadziłeś się do końca maja, albo jeżeli do końca maja nie zrekrutowałeś tych trzech osób o których rozmawialiśmy. Ale to jeszcze nie wszystko: piszesz sobie jak ja się będę czuł, jakie będą moje emocje. Często wypisanie sobie tych emocji pomaga, by te mrówki zamieniły się jednak kogoś kto powie „dobra może dam radę” albo „spróbuję chociaż”, bo nie chcę rozczarowania, nie chce większych trudności niż te, które mam teraz, bo mogę im przeciwdziałać. Zmiana perspektywy.

DS: Wykorzystanie zewnętrznej negatywnej motywacji, żeby popchnąć się do przodu.

MC: Bo pamiętajmy, że niektórzy ludzie mają silniejsza motywację na przyciąganie, a niektórzy mają silną motywację na unikanie. Dla nich może być dobra metoda, na przykład uważaj na pasach, żeby ci się nic nie stało, a uważaj na pasach żebyś był bezpieczny. Nie to jest właśnie taki przykład unikania i i dążenia, nawet możesz to rozpoznać jak ludzie mówią, czy oni mają na to czy na to silniejszą orientację.

DS: Teraz będę na to zwracał uwagę.

MC: (śmiech) Podcasty zmieniają twoje życie. Podrzuciłam ci już trochę tych technik, ale pamiętaj, że to są tylko jakieś pomysły, czyli nie jest tak, że pierwszy albo piąty z tych sposobów będzie zawsze tym najlepszym sposobem na to, żeby budować swoją siłę i odporność psychiczną. Pierwszym krokiem jest refleksja, co u mnie działa, co nie działa, sposób w jaki reagujesz na wyzwania, czy commitment, czyli dążenie do osiągnięcia celu, albo moje poczucie wpływu na własne życie, albo poczucie wiary we własne umiejętności albo pewność siebie w relacjach interpersonalnych. Który z tych elementów szczególnie ci przeszkadza? Jeżeli to zauważysz, to już masz sukces, bo jesteś w stanie zacząć nad tym pracować. Z tych różnych pomysłów wybierz sobie jeden i popróbuj, co się sprawdzi. Sęk w tym, żeby sprawdzić to przez jakiś dłuższy czas, tak jak na przykład zyskujesz formę, czyli uczysz się biegania w maratonie przez jakiś czas albo to tak samo budujesz swoją siłę i odporność psychiczną.

DS: Napisałaś artykuł o tym, w jaki sposób budować odporność i siłę psychiczną w odniesieniu do takich 13 kroków. To było w porozumieniu z ludźmi, którzy zajmują się byciem liderami.

MC: (śmiech) To prawda. Prowadziłam kiedyś taki warsztat z ludźmi, którzy prowadzą własne centra biznesowe i rozmawialiśmy o tym, w jaki sposób oni budują swoją siłę i odporność psychiczną. Rzeczywiście, napisałam o tym mały artykuł i można go zobaczyć na LinkedIn. On powstał właśnie na podstawie tych dobrych praktyk, które się u nich sprawdzają. Tam nie było jednej rzeczy, która by była prawdziwa dla wszystkich. Każdy buduje tą swoją siłę i odporność psychiczną na swój sposób. Z drugiej strony każdy z nich miał ileś tam tych sposobów, a to oznacza, że fajnie mieć kilka takich moich własnych sposobów na to, żeby utrzymać pion, dobrze się czuć i mieć siłę, żeby iść do przodu i żeby też innych ciągnąć za sobą. Jeszcze jest jeden taki ważny aspekt, aspekt fizyczny. Spośród tych osób, które tam spotkałam, nie wiem, czy wszystkie, albo prawie wszystkie uprawiały jakiegoś rodzaju sporty.

DS: Do tego dążyłem i o to cię chciałem zapytać. Bo ten sport właśnie bardzo często pojawia się u osób, które podlegają większej presji. Spotykam się z takim stwierdzeniem, że sport to nie tylko jest rodzaj rozładowania tego napięcia, ale to nauka jak sobie z nim radzić. MC: Pewnie. Jeżeli na przykład uczysz się ćwiczyć, to przecież zanim nauczysz się wykonywać tę technikę, jakakolwiek by ona nie była, to musisz zrobić to 5 razy, 10 razy, 50 razy, 70 razy. Musisz wykonać ileś tych powtórzeń, żeby wreszcie dojść do celu. Ile to wymaga wytrwałości, a wytrwałość to jest nic innego jak twój commitment,czyli przekłada się na realizowanie celów.

DS: A jeśli dokładając do tego kwestię, że pada, jest bardzo zimno, musisz iść na trening, a wcale ci się nie chce, bo jeszcze będziesz musiał potem zrobić zakupy, więc może lepiej byłoby zostać w domu... Takie budowanie nawyków sprawia, że mimo wszelkich przeciwności pójdziesz na ten trening.

MC: Ludzie, których spotykam na takich wyższych stanowiskach, niektórzy z nich uprawiają jakieś sporty wyczynowe, czyli szukają tego wyzwania, to pokazuje, że mają wysokie wyniki na przykład w pracy, szukają dla siebie wyzwania tam, gdzie mogą swoją potrzebę realizować i jednocześnie budują takie swoje poczucie wpływu na własne życie. To jakby dążenie do celu, które sobie w tym obszarze stawiają i tam robią jakiegoś Iron Mana albo Triathlony i tak dalej, to są takie bardzo imponujące rzeczy, ale są też osoby, które po prostu w sobotę spędzają 3 godziny na rowerze, jeżdżąc sobie po okolicy i to też jest okej. Też zależy w jakim wieku to są ludzie. Także jeżeli tylko przeznaczasz wystarczająco dużo uwagi samemu sobie i swojemu ciału, żeby też mogą się regenerować, żeby też mogło ten stres zredukować, ale też żebyś mógł sobie głowę przewietrzyć, to na pewno przekłada się na utrzymanie twojej siły i odporności psychicznej.

DS: Jak mówi ludowe porzekadło, w zdrowym ciele zdrowy duch. To, w jaki sposób się czujemy, wpływa bezpośrednio na funkcjonowanie w biznesie. Abstrahując od takich prostych rzeczy jak to, że rzadziej chodzimy na L4, to w momencie, kiedy dobrze się czujemy, to wielokrotnie spotkałem się z opinią, że ludzie wpadają na bardziej kreatywne rozwiązania w trakcie wysiłku fizycznego. Fajnie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy dla nas też to w ten sposób działa. Jeżeli tak, to chyba najlepszy drogowskaz do tego, żeby robić to częściej.

MC: Spotkałam się z takim czymś jak 3 razy 30 razy 130 (mam nadzieję, że nie przekręciłam), czyli sposobem na to, żeby redukować stres, który wytwarza nam się i w pracy i w życiu prywatnym w trakcie tygodnia. To jest 3 razy w tygodniu przeznaczyć 30 minut na jakąkolwiek aktywność, która podniesie nasze tętno 130. 3 razy 30 razy 130. Wydaje mi się, że nawet raz w tygodniu na godzinkę 130 też jest okej.

DS: Proszę pamiętać o bezpieczeństwie.

MC: (śmiech) Na przykład w piątek wrócić sobie z pracy nie samochodem, a rowerem. W wielu firmach są luźniejsze piątki i można przeznaczyć ten czas nawet nie na słuchanie naszego podcastu, ale na myślenie o różnych sprawach, niech one po prostu się dzieją w naszej głowie. A jaka to satysfakcję, kiedy wyprzedzimy po drodze innego rowerzystę.

DS: Powiedz mi jeszcze o jednej kwestii, o której bardzo rzadko się mówi, czyli o samotnym liderze. Bo w momencie, kiedy ludzie są na takim stanowisku, przychodzi im zarządzać innymi, to oni też dochodzą do takiej sytuacji, że muszą bardzo uważać na to co mówią, ponieważ z takiego czysto biznesowego punktu widzenia nie wszystkie informacje, które oni uzyskują od swojego szefa, mogą być rozpowszechniane wśród ludzi, którymi oni zarządzają. Rozpoczyna się wtedy taki proces, że oni się oddalają albo dystansują od ludzi po to, żeby dać sobie miejsce dla siebie. I teraz pytanie, czy ludzie, którzy zarządzają innymi ludźmi, stają się przez to bardziej samotni i czy jest jakiś sposób na to, żeby sobie z tym radzić.

MC: To bardzo fajne i słuszne pytanie. Temat samotności lidera jest bardzo adekwatny. Wydaje mi się, że w momencie, kiedy stajesz się takim first timemanagerem, czyli pierwszy raz zaczynasz pełnić taką rolę, na początku jeszcze czujesz się członkiem zespołu.  Czujesz tę przynależność i to prawda, bo lider też jest częścią zespołu i to jest to jest bardzo prawdziwe. Jeżeli mówimy sobie o strukturach dużych organizacji ale też i mniejszych, lider reprezentuje organizację w oczach swojego zespołu, bo ludzie jak na niego patrzą, wszystko co on robi, jest jak soczewka, w której się koncentruje cała organizacja. W tym sensie oni są w bardzo trudnej pozycji, zwłaszcza ci first timemanagerzy, bo z jednej strony zauważają, że ciśnie ich organizacja z góry do różnych tam rzeczy, które ze swoim zespołem teraz ma robić, a z drugiej strony zespół go ciśnie od dołu, ponieważ od organizacji wymagają czy oczekują, potrzebują czegoś albo przedstawiają jakieś swoje inne kwestie względem organizacji. Czyli on jest w takiej pozycji kanapki. Szkoda by było powiedzieć, że lider jest skazany na samotność, ja bym tego nie chciała. Wydaje mi się, że teraz jest bardzo dużo takich różnych możliwości, żeby tej samotności uniknąć. Na niższych szczeblach organizacji jest to bardzo proste do rozegrania, wystarczy stworzyć taką małą społeczność osób, które są w podobnej roli lub na podobnym szczeblu i tam szukać lustra dla siebie. Czyli to są inne osoby, które też na przykład mają zespół 5, 7 czy 15 osób, i z tymi osobami budować dialog. Niech tych osób będzie więcej, niech to na przykład będą wszystkie osoby z tej warstwy. W niektórych firmach, z którymi pracowałam jako konsultant czy trener, team leaderzy zdecydowali się wychodzić na przykład raz w tygodniu czy raz na dwa tygodnie razem na lunch. Okazuje się że management im tego zazdrości, bo to daje poczucie wspólnoty, nie tylko obieg informacji, że ja się szybciej dowiem o czymś, ale też mogę z kimś pogadać. To też się nie dzieje samoistnie, bo mówimy o zaufaniu, o pewnej otwartości, o możliwości zapytania kogoś może o poradę, o jakąś kwestie. Ale ważne jest, żeby szukać wśród swoich. Wewnątrz zwłaszcza dużych organizacji jest dużo możliwości żeby te rzeczy się działy, czyli można zainicjować jakiś taki program dla liderów na określonych poziomach. I nie chodzi mi o jeden warsztat team leadingowy, tylko raczej o jakiś taki proces, który pozwoliłby otworzyć się na siebie, dobrze się ze sobą poczuć i mieć motywację do tego, żeby po zakończeniu tego programu też razem ze sobą znaleźć sposób na utrzymywanie tych budujących relacji. Uważam, że też jest bardzo dobre jest wychodzenie poza swoją organizację i znajdowanie poza tą organizacją innych osób, które znowu dla mnie mogą być tym lustrem, punktem odniesienia. Czyli jeżeli tak już jest, że jakieś rzeczy do mojego zespołu nie powinny dojść, do koleżanki, która tam prowadzi inny zespół powinny... I jest to za bardzo skomplikowane, a uda mi się znaleźć kogoś, kto jest w podobnej roli i pracuje w innej organizacji, to już bez ujawniania jakieś tajemnic firmowych mogę zapytać, jak ona sobie rozwiązuje te kwestie. Są takie społeczności na przykład project managerów, tu we Wrocławiu jest IPMA, jest PMA, to są bardzo fajne organizacje, gdzie ludzie masowo przychodzą po to, żeby nie tylko się uczyć, ale też dzielić się doświadczeniami. W naszej profesji trenera, konsultanta, coacha pracuje się bardzo samotnie. My nie jesteśmy liderami zespołów, ale to co mówisz o samotności wykonywania tej roli jest prawdziwe. Jest tego bardzo dużo i na to są odpowiedzią wszelkie takie społeczności. Na przykład znam też bardzo dużo takich społeczności HR-owych. Ludzie łączą się w jakieś kluby HR-owe i na przykład wymieniają się doświadczeniami z innymi osobami. Także to wszystko jest do zrobienia. Myślę, że tę samotność można przezwyciężyć.

DS: Jeszcze chciałbym się tylko odnieść do tego, o czym mówisz, do tych team leader lunchach. To jest odczarowanie tego tematu, który pojawia się bardzo często jako zarzut ze strony podwładnych, że team liderzy chodzą jeść razem i oni się separują od innych ludzi i tworzą jakby lobby. Ale to jest też wyjaśnienie, dlaczego tak się naprawdę dzieje.

MC: Nie proponuje teraz, żeby team leaderowie jedli tylko z team liderami...

DS: Ale ja mam na myśli to, że czasami patrząc na coś z boku mogą widzieć zupełnie coś innego, a przyczyna jest zgoła...

MC: To jest moje plemię, mój klan (śmiech). Mówi się o tym, że ta potrzeba przynależności to jest taką wręcz biologiczną potrzebą człowieka. Chcemy gdzieś tam przynależeć, czuć się akceptowani i tak też lepiej rozwiązywać swoje jakieś różne problemy i kwestie.

DS: A jakbyś miała wybrać jedną rzecz, którą poleciłbyś czytelnikom, żeby wykonywali codziennie, by pracować nad swoją siłą i odpornością psychiczną, to co by to było?

MC: No to bardzo trudne pytanie. Sądzę, że myśleć o sobie dobrze, w takim sensie cokolwiek to oznacza. Jeśli chcecie jako czytelnicy możecie myśleć o sobie „to są trzy rzeczy, które dziś dobrze zrobiłem” albo „to są trzy rzeczy, które mi się dzisiaj udały” albo „dzisiaj zdefiniowałem jakieś dobre zadania” albo „dam radę” – to też jest okej – albo „tak, jestem wyposażony do tego, żeby to zrobić”. To trudne, ponieważ dałam bardzo ogólną odpowiedź, ale myślę że można czerpać ze wszystkich wymienionych wcześniej sposobów.

DS: A teraz pytanie, które zadaję wszystkim gościom, czyli czym dla ciebie jest charyzma?

MC: Zastanawiałam nad tym i myślałam sobie... W piątek zeszły wypełniam taki test, jakiś kwestionariusz osobowości, bo oczywiście pracuję w tym obszarze, więc muszę te rzeczy mieć na bieżąco. I tam było do wyboru takie pole charyzmatyczny i miałam zaznaczyć tak albo nie i się długo wahałam, zwłaszcza, że wiedziałam, że przychodzę na tę rozmowę. Zaznaczyć to pole, czy nie? Bo to to znaczy charyzmatyczny konkretnie? Chyba najbliższa mi jest definicja, którą Sławek Jarmuż podał w którejś z poprzednich rozmów o liderze transakcyjnym i transformacyjnym. Lider transformacyjny to jest ten taki najbliższy charyzmy. Ale znowu tak troszeczkę tę, na którą ty też stawiasz, też uważam że tej uważności na ludzi, odpowiedniego działania w pewnym stopniu można się nauczyć. Istnieje bardzo dużo teorii przywództwa, które mówią liderem się rodzisz albo nie. Ja tak w sumie nie uważam.

DS: Jeżeli ktoś chciałby się z tobą skontaktować, to gdzie cię można znaleźć w sieci?

MC: W internecie najlepiej mnie znaleźć na Linkedinie albo na Facebooku, jak ktoś chce to może do mnie napisać. Moja strona to monikachutnik.pl. Pracuję w takiej firmie Etta  Ja nie czytam maili, błagam, nie puszczajcie mi żadnych maili tylko Linkedin  i Facebook.

DS: No dobrze, to w takim razie to wszystko z mojej strony więc dziękuję ci Moniko.

MC: Bardzo ci dziękuję, bardzo życzę wszystkim siły i odporności psychicznej, mental toughness, żebyście byli silni, żeby wam żeby was to wspierało w tym, co robicie w życiu.