PCh 004: O kreatywności w biznesie. Wywiad z Tomkiem Bąkowskim

Z KIM I O CZYM JEST PODCAST

 
Charyzma to rozwój, a ten podcast to podważanie powszechnego przekonania, że z charyzmą trzeba się urodzić i droga do tego jak się jej nauczyć.
Gościem czwartego odcinka jest Tomek Bąkowski, który opowie o wykorzystaniu kreatywności w biznesie i życiu codziennym. Z tego odcinka dowiesz się:
Skąd się wzięły rożki do lodów? Jaka jest różnica między kreatywnością, a innowacyjnością? Czym jest i skąd się bierze myślenie typu in box oraz out of the box? Dlaczego większość ludzi źle przeprowadza burzę mózgów? Czym są metody kreatywne i jak je stosować? Jak radzić sobie ze słomianym zapałem? Czy można być zbyt kreatywnym? Co to jest Kreatywność przez duże K? Dla kogo jest kreatywność? Co robić na codzień, by stawać się bardziej kreatywnym? Co robić z bufonami-hejterami? Jak i kiedy planować bycie kreatywnym? Jak dbać o takie kwestie jak dieta, higiena i inni ludzie, by być kreatywnym? Jak jednym stwierdzeniem zabić kreatywność? Co ma gąsior do wina do kreatywności w organizacjach? Czemu przełożeni chcą kreatywnych rozwiązań, a sami są ich największą blokadą?
Tomek jest konsultantem, trenerem, facylitatorem w firmie BrainWorx. Uczy tego jak myśleć inaczej, tworzyć ekstremalnie niestandardowe pomysły, szybciej i lepiej rozwiązywać problemy. Pracuje wyspecjalizowanymi metodami kreatywnymi aby rozwijać biznesy swoich klientów. Wiecznie uśmiechnięty człowiek z poczuciem humoru, które rozbawi każdego.
 
PS. Podcast nagrywam w mieszkaniu i miałem niewyrzucone śmieci. Specjalnie dałem Tomkowi talerzyk, na który miał położyć saszetkę herbaty po zaparzeniu, żeby nie zauważył pełnego kubła. Oczywiście postanowił wyrzucić saszetkę sam do śmieci, zauważył, że nie ma tam miejsca i przez całe nagranie do tego wracał 😉 
PS2. Jeszcze się tak z nikim nie uśmiałem jak z Tomkiem 😁

NOTATKI Z NASZEJ ROZMOWY

  • Nakamatsu - gość od nurkowania w basenie

  • TEDx Tomka Bąkowskiego

  • Filmik o wypełniania instrukcji

  • Six Sigma - metoda zarządzania jakością (wikipedia)

  • Lean management - koncepcja zarządzania przedsiębiorstwem (wikipedia)

  • Design thinking (wikipedia)

  • Książka "Thinkertoys: A Handbook of Creative-Thinking Techniques "

  • Książka "Creative Thinkering"

  • Książka "Kreatywność. Uwolnij swoją wewnętrzną moc"

  • Książka "Trening twórczości"

  • Książka "Twórcze rozwiązywanie problemów. Podręcznik dla menedżerów"

  • Film "Siła Spokoju"

  • Fanpage na facebooku Tomka Bąkowskiego BrainWorx

  • Phoenix Checklist i cała masa materiałów od Tomka

Transkrypcja

Dawid Straszak (DS): Cześć. Ja nazywam się Dawid Straszak i mam przyjemność gościć Was w czwartym odcinku podcastu „CHARYZMAtyczny", który powstaje po to, by udowodnić, że charyzmy można się nauczyć. A dziś pomoże mi w tym Tomek Bąkowski, który opowie o wykorzystaniu kreatywności w biznesie. Z tego odcinka dowiesz się, skąd się wzięły rożki w lodach, jaka jest różnica między kreatywnością a innowacyjnością, czym jest i skąd się bierze myślenie typu "in box" oraz "out of the box", dlaczego większość ludzi źle przeprowadza burzę mózgów, czym są metody kreatywne i jak je stosować, jak sobie radzić ze słomianym zapałem, co to jest kreatywność przez duże K i jak jednym stwierdzeniem zabić w sobie kreatywność, czemu przełożeni chcą kreatywnych rozwiązań, a tak naprawdę sami są ich największą blokadą. O tym wszystkim będę rozmawiał z Tomkiem, który na co dzień jest konsultantem, trenerem i facylitatorem w firmie BrainWorx. Uczy tego, jak myśleć inaczej, tworzyć ekstremalne i niestandardowe pomysły oraz szybciej i lepiej rozwiązywać problemy. Pracuje wyspecjalizowanymi metodami kreatywnymi, aby rozwijać biznesy swoich klientów. A w jego portfolio znajdziecie przykładowo ING Bank Śląski, firmę Viessmann czy Polast Media. Kierownik merytoryczny pionierskiego kierunku podyplomowego Tworzenie i rozwój startupów w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu. Wiecznie uśmiechnięty człowiek z poczuciem humoru, które rozbawi absolutnie każdego. Ale bez niepotrzebnych wstępów zapraszam do wysłuchania tego, czym Tomek się ze mną podzielił. Miłego podcastu. Aa, i jeszcze jedno, podcast nagrywam w mieszkaniu i podczas wizyty Tomka miałem niewyrzucone śmieci. Specjalnie dałem mu talerzyk, na który miał położyć saszetkę herbaty po jej zaparzeniu żeby nie zauważył pełnego kubła. Oczywiście postanowił wyrzucić saszetkę sam do śmieci, zauważył, że nie ma tam miejsca i przez całe nagranie wracał do kwestii niewyrzuconych śmieci.

Cześć Tomek, dzięki, że wpadłeś.

Tomasz Bąkowski (TB): Dzień dobry. Cieszę się, że trafiłem.

DS: W związku z tym, że zarabiasz pieniądze na tym, że pomagasz ludziom kreatywnie rozwiązywać problemy, to chciałbym żebyś pomógł mi rozwiązać problem, jakim jest to, że nie znam odpowiedzi na pytanie, skąd się wzięły rożki w lodach?

 TB: Okej. A ile masz pieniędzy? Bo mówisz, że zarabiam na tym pieniądze.

DS: Dam za to 50 groszy.

TB: 50 groszy. No to okej, znamy się, więc dam Ci duży rabat, 99%. Dobre pytanie, pewnie wyczytałeś historię na LinkedIn bodajże w artykule moim. To jest taki historyczny przykład, taka przypowieść, dużo jest takich opowieści, które dają przykład, jak zostało wykorzystane kreatywne myślenie. Oczywiście może na LinkedIn i na INNPoland na moim blogu doczytać szczegóły. W skrócie bardzo prosta sprawa - to wzięło się z po pierwsze potrzeby, a po drugie ze zderzenia dwóch różnych światów. I to jest jeden ze sposobów, jedna z metod myślenia. No historia tak prawi, że jeden ze sklepikarzy tak mu rożki… tak mu lody dobrze się sprzedawały, że zabrakło mu talerzyków do wydawania tych lodów.

DS: No właśnie, bo wtedy się podawało na talerzykach.

TB: No a obok był gość, który sprzedawał jakieś tam gofry i on żeby nie mieć tak zwanych przychodów tam utraconych możliwych, no bo ludzie stali w kolejce, a on co, do ręki miał im dawać, tak. Podszedł do tego gościa i zawijał to w te gofry, w te rożki. No i się okazało, że można, tak. Czyli po pierwsze potrzeba, a po drugie zderzenie, no bo na co dzień nikt by na to nie wpadł na ten pomysł gdyby nie było takiej potrzeby. Nikt by nie poszedł do innej dziedziny, czyli do sklepu obok i nie zaczął kombinować nad nowym połączeniem jakichś starych elementów. No w tym tkwi wartość, w połączeniu starych elementów.

DS: Zanim jakby przejdziemy do łączenia różnych dziedzin, to chciałem Cię zapytać o to, jaka jest różnica między kreatywnością a innowacyjnością? Bo zauważyłem, że to jest wrzucane do jednego worka, a istnieje różnica między tym i jaka?

TB: Przypomina mi się taka historia z zeszłego tygodnia z studiów MBA, gdzie w pierwszej części była bardzo, bardzo duża dyskusja akademicka na temat: Co to jest innowacyjność? Czym jest innowacyjność? No i była dyskusja oczywiście, że Samsung nie jest wcale innowacyjny, bo kopiuje rozwiązania od Apple'a, na co dyrektor jeden z Orange powiedział, no okej, ale to w takim razie, jak Apple jest innowacyjny, jak stosuje w swoich telefonach matryce Samsunga? No i dyskusja akademicka. Po czym ja wyszedłem i mówię: no słuchajcie, teraz moja kolej na przeprowadzenie mojej części zajęć, więc chciałbym tylko jeszcze włączyć się do dyskusji o innowacyjności, powiem wam, jaka jest moja definicja czy coś jest innowacyjne, czy nie. Jeżeli ktokolwiek cokolwiek wykombinuje i to cokolwiek wprowadzi na rynek, i ludzie powiedzą: my wolimy twoje rozwiązanie, a nie poprzednie, czyli zaakceptują tą zmianę, którą on wdrożył, to to co do zasady jest innowacyjne. I to jest innowacyjność - czyli efekt, który uzyskujemy, który jest przedkładany nad poprzednie rozwiązanie. I ja tu już się odnoszę bardziej do biznesu, bo to jest moja domena, ale też w życiu codziennym wykombinuję nowy sposób, nie wiem…

DS: Wyrzucania śmieci.

TB: Wyrzucania śmieci na przykład u Ciebie, tak, albo wykombinuję taki sposób żeby się gość, który mnie zaprosił… którego zaprosiłem na podcast nie dowiedział, że mam niewyrzucone śmieci, więc dam mu talerzyk na herbatę, a on i tak tą herbatę pójdzie wyrzucić do śmieci. Więc musisz wykombinować nowy - trzeci sposób…

DS: Musiałeś to poruszyć.

TB: Tak. I zrezygnujesz z poprzednich sposobów. I wtedy, jeżeli zastosujesz ten nowy, no to jest to co do zasady innowacyjne. Więc liczy się efekt. A kreatywność, no to jest umiejętność wykombinowania tego rozwiązania, czyli to jest stricte miękka umiejętność wymyślenia wielu różnych alternatywnych możliwych, niestandardowych, nieschematycznych, zaskakujących często rozwiązań, które rozwiązują ten problem. No a innowacyjność to wdrożenie i uzyskanie efektu.

DS: Czyli kreatywność to jest myślenie, a innowacyjność to robienie?

TB: Można tak powiedzieć, tylko efektem… Ja zawsze mówię o efektach. Efektem kreatywności, myślenia kreatywnego jest dużo pomysłów, dużo koncepcji alternatywnych, nowych, niestandardowych, ale jednak rozwiązujących problem. A jeżeli jestem innowacyjny, to ja potrafię te pomysły wdrożyć i uzyskać efekt zmaterializowany, przeważnie w postaci pieniędzy, albo tego, że ktoś wybrał moje rozwiązanie, a zrezygnował z poprzedniego. Myślenie versus działanie, może powiedzieć.

DS: Zastanawiam się, czy w takim wypadku kreatywność zawsze musi być przed innowacyjnością?

TB: I w trakcie.

DS: I w trakcie.

TB: Rozmawialiśmy o tym, jakie się problemy pojawiają podczas realizacji. Ja zawsze mówię: o, to wymyśliliśmy, no to już teraz będziemy działać. Ja mówię nie, nie, teraz to dopiero potrzebujecie tak naprawdę think tanku i kreatywnego myślenia, bo każde rozwiązanie jedno generuje 10 nowych problemów.

DS: No właśnie, to zostańmy od razu przy tym, nie, bo ludziom, mam wrażenie, że wydaje się, że kreatywność to jest znalezienie jednego, idealnego, genialnego rozwiązania, to, czego nigdy nie było wcześniej, i tyle, i że praca tutaj już jest wykonana, i nic więcej nie trzeba. A jak już sam słusznie zauważyłeś, że dopiero wtedy zaczyna się tak naprawdę… zaczynają się pojawiać problemy i wyzwania.

TB: Na przykład, ja zawsze lubię się posługiwać historiami, których doświadczyłem naprawdę i w fabryce BMW w Lipsku, gdy byliśmy tam z wizytą, w Leipzig, czyli w części fabryki, w której produkują już elektryczne samochody, no powiedzieli, że… ja oczywiście zapytałem tam jakiegoś szefa produkcji, mówię: dobra, słuchaj, no super rozwiązanie, nowoczesne, mega i tak dalej, ale jakie problemy wam wygenerowało to rozwiązanie, bo mnie to najbardziej zawsze interesuje. A on mówi: no problem jest taki, że będzie więcej wypadków, gdy będą elektroniczne samochody. A ja mówię: no ale jak? A on mówi: a słyszałeś, że tam przejechał właśnie samochód? Ja mówię: no nie. No ludzie nie będą słyszeć, że coś jedzie, i będzie więcej wypadków. Mówi: to jest kolejny problem.

DS: Ale Ty już mówisz o tym, co w momencie, kiedy dojdziemy do samego końca, tak, czyli w momencie, kiedy zaimplementujemy rozwiązanie?

TB: Tak. To był ten przykład, ale oczywiście w trakcie realizacji bardzo dużo się problemów pojawia. No bo jest wiele rzeczy, których na początku, gdy stawiasz jakąś tezę, tak, zrobię podcast, będzie fajnie, nie przewidzisz, bo nigdy tego wcześniej nie robiłeś. I nawet osoby, które ci doradzają nie są tobą i nie wiedzą co się stanie. Więc wtedy dopiero się pojawia pole do kreatywności i rozwiązywania codziennych problemów, a nie tylko budowania tych wielkich koncepcji. Tutaj bardzo fajnymi metodykami są metodyki zwinne, między innymi w oprogramowaniu czy w projektowaniu samych rozwiązań lean canvas czy też Agile. I one mówią wprost, wykombinuj coś, szybko zderz z rzeczywistością i dopracowuj, i pracuj, i pracuj. I tymi małymi kroczkami tam wykorzystując twoją kreatywność, czyli zdolność wykombinowania nowego rozwiązania niestandardowego, tam budujesz wartość.

DS: Czyli najważniejsze jest podjęcie tego działania, a tak naprawdę to, co wydarzy się później…

TB: To i tak cię zaskoczy, i tak to będzie wyglądać inaczej niż w twojej głowie.

DS: Dokładnie.

TB: Bo nie wiem jak to u Ciebie było, w ilu procentach? U mnie to bardziej 70 do 90.

DS: Ale 90% rzeczy jest takich, które Cię zaskoczyło?

TB: Od 70 do 90, których nie przewidziałem na etapie przygotowywania. Co innego gdy robisz rzeczy, które są, no standardowe, tak, to ten proces jest mniejszy, ale jak robisz coś nowego, eksperymentujesz, no to dużo rzeczy Cię zaskoczy.

DS: No zgadzam się. Kurczę, znaczy 100% to może zbyt dużo powiedziane, ale biorąc pod uwagę to, w jaki sposób… odnosząc się na przykład do podcastu, w jaki sposób sobie wyobrażałem, że to będzie wyglądać, a jak wygląda, no to rzeczywiście 70 do 90% to jest rzeczywiście idealne odwzorowanie.

TB: Tak. No bo diabeł tkwi w szczegółach. Ja zawsze mówię, że ta kreatywność, okej, wykombinuje duży, duże rozwiązanie, ale ono i tak się składa z małych detali i w tych detalach tkwi różnica, że ja zrobię coś odrobinę inaczej, niestandardowo, kreatywnie, niż reszta, która ma ten sam duży pomysł.

DS: Ty też wyróżniłeś coś takiego jak "in box" i "out of the box thinking", czyli można przełożyć to na polskie myślenie schematyczne i poza schematem?

TB: Tak.

DS: I jaka jest różnica?

TB: To jest tak, ja mówię tłumaczenie jest wprost "w pudle albo poza pudłem". Dokładnie. Jesteś albo zamknięty, jak w pudle, czyli w celi i masz możliwość szukania rozwiązań tylko w tej celi, tylko w tym pudle, więc przestrzeń do eksploracji jest taka, na ile pozwala ci to pudło. I to jest myślenie "in box". I my jesteśmy go nauczeni, jesteśmy ekspertami, jesteśmy genialni w tym. Nawet dzisiaj trafiła mi się taka bardzo fajna wizualizacja błędów edukacji, systemu edukacyjnego. O tym się mówi, tak, że my produkujemy roczniki, że uczymy niepotrzebnej wiedzy i tak dalej, a ona jest bardzo fajnie pokazana, umieściłem to oczywiście na moim fanpage, żeby sobie ludzie mogli zobaczyć i spojrzeć. No bo problem leży w tym, że jak przechodziłeś do szkoły, nie wiem, jakie szkoły Ci się udało skończyć, no mniemam, że trochę, więc możemy na ten temat porozmawiać, to o 8 godzinie w podstawówce miałeś jaki przedmiot?

DS: Nie wiem, polski?

TB: Język polski, tak?

DS: No.

TB: Później miałeś przerwę, tak, zamykałeś zeszyt od polskiego, chowałeś to do tornistra, wychodziłeś z klasy od polskiego, machałeś pani od polskiego, która jest ekspertem, myślałeś o klasówce, czyli będziesz ekspertem od języka polskiego, później o maturze, czyli, no zdałeś prawie że tytuł naukowy. Zamykasz to wszystko, idziesz na…

DS: Matmę.

TB: A jeszcze jest wcześniej coś, chyba że byłeś w takiej szkole, gdzie nie było przerw.

DS: Przerwa?

TB: Właśnie, mało kto o tym mówi, tak. Potem mam matematykę. I znowu to samo. Otwieram drzwi, otwieram inny zeszyt, otwieram inną dziedzinę, mam innego eksperta, zdaję inny egzamin, lepiej albo gorzej, w zależności od tego, jakie mam predyspozycje. Ale nikt się Ciebie nie pyta o predyspozycje. Masz jedno pudło umieć, zamknąć, potem drugie pudło. Potem masz znowu przerwę. Jaką masz lekcję?

DS: Historię.

TB: Historię. I znowu ten sam schemat. Ja zawsze zadaję pytanie, słuchajcie, dobra, jak to wygląda w firmach? Masz osobno dział logistyki, dział sprzedaży, dział finansów. Znowu jesteś specjalistą w danej dziedzinie. Gdzie się w firmie najlepsze rzeczy dzieją? Gdzie się ludzie pomysłami wymieniają?

DS: W marketingu?

TB: O, w marketingu, ale jak chcesz z kimś się spotkać, to najszybciej go, w jakim pomieszczeniu spotkasz?

DS: W kantynie.

TB: W kantynie, w kuchni, tak. Bo to jest taka przerwa i tam się zderzają różne dziedziny, a na co dzień siedzimy też w silosach. Problem jest w tym, że jak ja zadaję pytanie: co miałeś z matematyki historycznej w szkole? To nie było takiego przedmiotu.

DS: No nie było.

TB: Tak? Najlepsze rzeczy w szkole dzieją się gdzie?

DS: Na podwórku, na boisko.

TB: Na podwórku na przerwie, no nie? Bo wtedy możesz zderzyć te dziedziny. I dlatego ja mówię, że my jesteśmy nauczeni myślenia w danym pudełku. A tak naprawdę rozwiązania dzieją się najlepsze, nie te marginalne w te dziedzinie, nie te, gdzie ja szukam tylko w jednym obszarze, tylko przełomowe, gdy łączę te pudełka, gdy biorę rozwiązania z jednego pudełka, wkładam do drugiego albo z trzech i zdolność… mój umysł potrafi to połączyć. No bo zaśmiałeś się, jak powiedziałem: a z matematyki historycznej co miałeś?

DS: No ja wiem.

TB: No nie miałeś nic, tak, ale śmiech, mówię okej, no ale to jest zaskakujące.

DS: Nie, bo teraz, jak sobie pomyślę o odniesieniu tego rzeczywiście do pracowania w firmach, to nawet nakazuje się żeby myśleć pozostając w pudełkach.

TB: Tak.

DS: Bo mówi się: okej, my zajmujemy się tym projektem ze strony logistycznej, ale, no to już resztę zostawiamy sprzedawcom, tak.

TB: Broń Boże nie dotykać.

DS: Tak, broń Boże nie dotykać, a jakbyś poradził albo zapytał tamtych, znaczy zapytał, to może ci odpowiedzą, ale rady na pewno nie przyjmą, no przecież to nie jest twoja broszka, nie.

TB: Tak. I masz rację, i to jest bardzo potrzebne, bo specjaliści muszą być, no bo ktoś musi się na czymś znać bardzo dogłębnie. Ale to już dzisiaj nie wystarcza, gdzie powtarzalne instrukcje będą się sprawdzać, ty potrzebujesz nowego sposobu myślenia, nowego sposobu kolaboracji i myślenia pomiędzy tymi dziedzinami. Dlatego my, gdy robimy projekty to robimy zespoły cross-funkcyjne.

DS: Co to znaczy?

TB: Na przykład, gdy robiliśmy sesję kreatywną dla logistyki, to w zespole był oczywiście ludzie, którzy pracują w spedycji, oczywiście ludzie, którzy tam zajmują się rzeczami związanymi z warunkami, był kierowca, który na co dzień rzuca niewybrednymi żartami przez CB, tak, więc też sobie żarty postroiliśmy. I firma zgodziła się na to żeby był też dostawca i też był klient, dla którego oni pracują. Więc to jest cross-funkcyjne. Zespół gdzie, jeżeli masz jakiś proces albo projekt i różni ludzie na różnym etapie mają z nim styczność, to ty bierzesz wszystkich. Po pierwsze żeby mieć punkty widzenia różne, a po drugie żeby mieć różne dziedziny i z każdej dziedziny żeby coś wziąć fajnego.

DS: Czyli każdy wtedy wypowiada się, w jaki sposób on widziałby to, jak to będzie zaprojektowane, jak to będzie funkcjonować. I to nie jest na zasadzie, że wypuszczamy produkt, który stworzony w laboratorium i nie miał styczności z takim prawdziwym doświadczeniem tego.

TB: Tak. Absolutnie. I siła leży w falsyfikacji, w moderacji takiego zespołu. Bo oni na co dzień ze sobą nie współpracują, oni tych swoich pudełek nie dotykają. Gdzie logistyka sprzedaż ci dotknie, zapomnij.

DS: No tak.

TB: Więc siła leży w tym, w facylitacji, w uwolnieniu tego żeby oni ze sobą pracowali. I tym też się właśnie zajmuję, to jest bardzo ciekawe. Gdzie 8 lat temu, jak zaczynałem, to ludzie się w głowę pukają, a dzisiaj, gdy wracam z konferencji na WPT powstaje Nokia Garaż, gdzie oni mówią: my nie chcemy uczyć ludzi tego, co my robili, tylko żeby wpadli do nas żebyśmy mogli zderzyć się z zewnątrz.

DS: No i jakie są największe wyzwania w takiej pracy facylitatora?

TB: Wiesz co, nie ma żadnych wyzwań tak naprawdę, nie wiem, mi to jakoś idzie naturalnie.

DS: Może nie tyle wyzwania z Twojej strony, tylko ze strony ludzi, którzy tworzą. Bo domyślam się, że… no sam powiedziałeś, zaczyna się już w podstawówce…

TB: Tak.

DS: … od tych pudełek nazywanych przedmiotami, potem w pracy tak naprawdę cały czas propagujemy ten system, więc jak to zrobić żeby wyzbyć się tego poczucia, że my musimy siedzieć w swoich pudełkach i właśnie dążyć do takiego połączenia poza schematami?

TB: Dobre pytanie. Muszę się zastanowić w ogóle, jak ja to robię, że to tak wychodzi. A trochę nieskromny jestem, ale co tam, zaprosiłeś mnie do podcastu.

DS: Śmiało.

TB: Wiesz co, to co mi się sprawdza, to wrzucanie ludzi w głębokie doświadczenia. Więc na przykład, gdy… A mogę powiedzieć. Pracowaliśmy z zespołem designu w Amareście, oni mają między innymi Starbucks i KFC, tam byli z wszystkich tych marek, to odwróciłem warsztaty i sesję kreatywną, zamiast tłumaczyć ludziom po co to jest, po prostu dałem im zadanie do rozwiązania żeby wyciągnęli wnioski. No i wyciągnęli wnioski pod tytułem, że muszą spojrzeć z wielu punktów widzenia. Jeżeli ktoś sam dorosły dochodzi do takich wniosków, to on szuka rozwiązań, bo wie, że mu to będzie pomagać. Więc później już wystarczy tylko historia o pudełkach, uświadomieniu tego i oni nawet bawią się potem, mówią: słuchaj, zajrzyjmy do twojego pudełka, a co ty powiesz, co ty masz w tym swoim pudełku, bo w moim to ja wszystko wiem, co jest. Więc doświadczenie, bo dużo się ludzie uczą przez konfrontację własnego doświadczenia z tym nowym, co poznają, z czego wyciągają wnioski, plus jednak podejście do tematu na luzie. Bardzo fajne takie, takie normalne, tak, że każdy jest trochę inny i czerpmy z tych innych pudełek. Bo faktycznie masz rację, gdybyśmy tego elementu nie robili, no to ludzie by się kolokwialnie mówiąc zaciukali, pozamykali w tych pudełkach i koniec.

DS: No właśnie, bo to jest prostsze żeby zostać w pudełku i nie kontaktować się z innymi. Bo domyślam się, że to jest pewien wysiłek poznawczy.

TB: Tak, bolesny czasami.

DS: Właśnie, bolesny, nie?

TB: Tak.

DS: I w jaki sposób to zachęcać ludzi do tego wysiłku?

TB: Wiesz co, zabawa. Bo często ludzie myślą, że myślenie kreatywne, innowacyjne, że to jest wejdziemy na stół i będziemy tańczyć, i jeszcze nie daj Boże spożywać napoje rozluźniające.

DS: I dzięki temu pojawią się rozwiązania z kosmosu, które będą super.

TB: Tak. Co jest po części prawdą, ale nie chodzi o zabawę, jako efekt, tylko o odpowiedni nastrój, który powoduje u ciebie relaks, podnosi też dopływ tlenu - śmiech, tak, bo umysł pracuje na tlen, cukier i wodę. I tym trzeba odpowiednio sterować. Więc bardziej taki klimat rozluźnienia, ale jednak pracy, że my się tu dobrze bawimy, ale dla efektu. Więc połączenie tych dwóch rzeczy. I na tym właśnie polega facylitacja, żeby tego pilnować. Z jednej strony nastroju Nencka profesor nazywa to nastrojem ludycznym, a ja mówię po prostu rozluźnieniem i stanem skupienia. Można to jeszcze nazwać Flow+, skupienia jednak na tym efekcie.

DS: Czyli nie ma możliwości żeby dochodzić do rozwiązań kreatywnych w momencie, kiedy czujemy presję, staramy się być profesjonalni i za wszelką cenę wymyślić coś zmieniającego świat?

TB: To znaczy tak, są dwa sposoby i każdy naprawdę powinien wybrać swój, a moim zdaniem nawet stosować jeden i drugi. Bo tak, jak ja opowiadam o facylitacji, ona polega bardziej na tym żeby okej, w danej jednostce czasu ludzie dobrze się bawili, w cudzysłowie, pracowali nad konkretnym efektem. To jest raz, drugie rozwiązanie jest Nakamatsu, taki wynalazca, może sobie wrzucić na YouTube albo też wejść na stronę.

DS: Będą notatki pod podcastem.

TB: Którego metoda polega na tym, że… I tylko jeszcze kontekst rzucę. To jest starszy pan, teraz będzie miał koło 90 lat, firmy go wynajmują do tego, żeby wymyślał nowe produkty. On się chwali tym, że on wymyślił CD i on wymyślił na przykład karaoke. No niesamowity gość.

DS: Bogaty?

TB: Jest bogaty, rozpoznawalny. Jego metoda polega na tym, że on skacze basenu w swoim domu, on nurkuje tak długo aż nie zacznie mu brakować tlenu, aż doprowadza swój umysł do blisko do śmierci klinicznej i wtedy zapisuje sobie pod wodą na notesiku, który też mówi, że wynalazł najlepsze pomysły. Że wtedy jego umysł przyparty do muru generuje najlepsze pomysły. Próbowałem. Bo ja wszystkiego muszę spróbować.

DS: Okej. Nie wiedziałem, że masz basen u siebie.

TB: Tak, mam.

DS: No to opowiadaj, no teraz musisz opowiedzieć, jak to wyglądało?

TB: I to jest też kwestia treningu, więc ja wtedy po prostu kilka razy spróbowałem. Nie musieli mnie odławiać, ale mi pomysły…

DS: Ale rzeczywiście korzystałeś w basenie, nurkowałeś do takiej granicy?

TB: Normalnie w aquaparku, tak. Bo chciałem zobaczyć czy to zadziała, czy nie. No ale to X-dziesiąt lat już robi, więc jest w tym weteranem. Dlatego ja mówię, każdy musi mieć swoją metodę. Więc mi się udało nie utonąć, i to był mój sukces.

DS: Dobra. No.

TB: I często też ludzie pod presją czasu skupiają się i wymyślają naprawdę bardzo dobre rozwiązania, na przykład na treningu, gdzie zespoły albo na sesjach kreatywnych, które mówią, ale my nie mamy czasu i jeszcze mówią nam klienci, że to ma być dobrze, tanio i szybko. Ja mówię, no ale wiecie, że to jest niemożliwe. Oni mówią: no wiemy, no to nam nic nowego nie powiedziałeś. Ale ja mówię: ale na koniec warsztatów ja wam zrobię takie serie szukania rozwiązań, że się zdziwicie, jak szybko wy jesteście w stanie znaleźć rozwiązanie. I naprawdę, jeżeli da się odpowiednią metodę, odpowiedni framework, odpowiednio się postymuluje nastrojem ludzi, to oni wpadają na genialne rozwiązania. Bo chodzi też o szybkie zmiany. Jeżeli coś nam nie działa, to musimy wykombinować coś nowego. I takie iteracje. Więc to funkcjonuje. W 15 minut są w stanie wykombinować taką koncepcję, że się nawet im nie śniło. I to pod presją czasu.

DS: Powiedziałbyś, że praca grupowa sprzyja tutaj generowaniu lepszych pomysłów, czy raczej indywidualna?

TB: To też zależy od charakteru. Ja osobiście wolę zespołowo, a nawet, jeżeli nie zespołowo, to szukać tych rozwiązań gdzieś na zewnątrz, szukać inspiracji. Są osoby, które nie tak, jak ja żeby coś pomyśleć to muszą powiedzieć, tylko żeby coś powiedzieć to muszą pomyśleć najpierw. I wtedy się stosuje na przykład indywidualne formy rozwiązywania problemu, na przykład jak pisemna burza mózgów, gdzie każdy generuje indywidualnie rozwiązania, a potem je zderzamy na forum. To bardzo zależy od osobowości i od charakteru. Mam masę przykładów, gdzie ludzie się nie odzywali przez całą burzę mózgów, a palnęli jednym takim pomysłem, że wszyscy wymiękali. Bo on akumulował, on robił burzę mózgów u siebie w głowie.

DS: Dobra. A powiedz mi jeszcze, jak już jesteśmy przy burzy mózgów, to jak ją robić, żeby robić ją prawidłowo?

TB: Nie robić.

DS: Nie robić?

TB: Nie robić. Nie nazwę tego w ogóle burzą mózgów, bo to ma skojarzenia takie, że przyjdziemy, powymyślamy i nic z tego nie będzie. Jeżeli ja w firmie mówię: no okej, zrobimy burzę mózgów, to osoba decyzyjna już się napina i mówi, no okej, czyli będą się wygłupiać, śmiać i nic z tego nie będzie. Bo przeważnie tak to wygląda. Nie prowadziłem badań, ale moim zdaniem 90… jak ktoś mi mówi, jakich metod stosuje, jak ja się pytam, jakich ty metod stosujecie w firmie rozwiązując problemy, ktoś mówi, że burzę mózgów, to ja mówię, to 90% tych waszych burz mózgów nie wnosi żadnych efektów. Z bardzo prostej przyczyny, że burza mózgów to jest tylko i wyłącznie narzędzie do szybkiego generowania dużej liczby pomysłów, a jest coś ważniejszego od pomysłów.

DS: Działanie.

TB: A wcześniej? No, bardzo ciekawa sprawa.

DS: Przemyślenie tego?

TB: Można tak powiedzieć. Patent leży w tym, że… Może opowiem taką historię. Mieliśmy kiedyś… to też opowiadałem na TEDxie, ale może nie każdy widział.

DS: Zachęcamy, no.

TB: Tam są na razie tylko 4 wyświetlenia, z czego 3 moje.

DS: To jedno jest moje w takim razie, jak się przygotowywałem.

TB: Jedno jest Twoje, więc faktycznie, może powtórzę tą historię. Mieliśmy człowieka w hotelu, który był odpowiedzialny za marketing. Problem tego hotelu leżał w tym, że stara część była bardzo niskodochodowa, bo musieli też bardzo niskie stawki stosować, w związku z czym, no mieli problem z rentownością. Ta osoba od marketingu, ten szef marketingu na pytanie nasze, tak, konsultantów: okej, co pan z tym zrobi albo jaki pan ma pomysł, no to on powiedział: no potrzebuję pieniędzy żeby to wyremontować. My tak na niego patrzymy: a ile pan potrzebuje? No mówi: gdzieś tak około miliona złotych. Jesteście tacy mądrzy, to mi załatwcie tą kasę. A ja mówię tak: co to za gość od marketingu w ogóle jest, tak, skoro, no kasę to może załatwić każdy. Ale ja mówię: nikt panu nie da takiego kredytu przy takiej rentowności, jak państwo wykazujecie. To zejdźmy na ziemię. Niech pan nas tam zabierze. Wchodzimy, a tam oczywiście stare czasy. Żartowałem sobie, że tam jest szafa, w której Niemcy pewnie broń trzymali metalowa.

DS: Jeszcze przed PRL-owa, tak?

TB: Jeszcze przed, jeszcze. Radio jakieś marki Kasprzak, kafelki, które, no pamiętają niejedną na pewno imprezę pokolenia moich rodziców. Ale wszystko świetnie zachowane i utrzymane. To było mega ciekawe. I pierwsza rzecz, jaka nam przyszła do głowy z Grześkiem wtedy, mówię: Grzesiu, przecież to po prostu tylko oferta sprzedaż i kreatywność, sprzedajesz wakacje w PRL-u. Nawet Nyskę mieli, wystarczyło omalować policyjną i zrobić z tego po prostu ofertę. Na co my do tego gościa mówimy: wie pan co panie dyrektorze, że, no sprawa wygląda tak, że można to zrobić tańszym kosztem. No ale co? Ja mówię, no a jakbyśmy spróbowali na tym zarobić bez remontu? Mówi: panie, nikt tu nie przyjedzie. Myśmy oczywiście zamieszkali potem w tej starej części żeby też doświadczyć, żeby też zaobserwować i tak dalej. Ale kluczem było to pytanie. On zadawał sobie pytanie, jak zdobyć kasę żeby to wyremontować? A my zadaliśmy inne pytanie: jak na tym zarobić, co już jest? I on nie był w stanie tego pytania zmienić, więc bez większych skrupułów napisałem w rekomendacjach, w strategii, że ten gość jest do zwolnienia. Bo albo zmieni pytanie w głowie, albo my jego zmienimy. I przed burzą mózgów wracając do sedna, dlaczego nie robić burzy mózgu, najpierw zrobić burzę pytań, zastanowić się, czy my zadajemy prawidłowe pytanie. Bo jak będziemy cały czas to samo pytanie zadawać, to burza mózgów nic nam nie da.

DS: Ale wiesz co, że to jest bardzo podobna sytuacja do tej, którą ja przechodziłem. Bo pamiętasz, jak pytałem Cię o to, w jaki sposób połączyć charyzmę i wywiady z ludźmi? To było na Twoich warsztatach. I też się zastanawialiśmy nad tym. Jakby to długo mi zajęło żeby odpowiedzieć sobie na to pyt… żeby zmienić pytanie. Zapytałem się: co łączy ludzi, z którymi ja chciałbym robić wywiady i charyzmę? I potem doszło do mnie, że oni są ekspertami w jakichś dziedzinach. I dzięki temu my jesteśmy tutaj, tak, i rozmawiamy o tym żeby wzmacniać charyzmę ludzi przez to, że ktoś wysłucha eksperckiej wiedzy z zupełnie różnych podejść.

TB: Zobacz, kompletnie inny punkt widzenia na początku, byśmy mogli wygenerować… ja wtedy pamiętam, że ja Ci mogę wygenerować tysiące pomysłów na to, ale to chyba nie o to chodzi.

DS: No właśnie.

TB: Bo jak masz nie to pytanie, to wchodzisz nie do tego pokoju i nie otwierasz te drzwi, o które chodzi. Więc najpierw jest burza pytań. I tutaj mówimy o takich metodach, jak Sześciu uczciwych sprzedawców, jak analiza ukrytych założeń, jak Fenix Checklist, o której mówisz, że lubisz i Ci się najbardziej podoba.

DS: Możemy przejść przez tą metodę, żebyśmy sprawdzili jej zastosowanie. Dobra, masz jakiegoś case'a, przez którego moglibyśmy przejść z Fenixem?

TB: Wiesz co, mam bardzo ciekawego case'a, który mówi…

DS: To już widzę po Twoim spojrzeniu, że to będzie coś super.

TB: Skąd ja tą metodę w ogóle poznałem i jak poznałem autora tej metody? Ja się tą metodą też bardzo często posługuję, bo ona co do zasady Michael tego nigdy nie potwierdzi, autor, ale ona została opracowana dla agentów CIA. I oni z niej korzystają, agencja wywiadowcza bardzo…

DS: Jesteś pewien, że możemy z tego korzystać?

TB: No ja myślę, że, no… mam nadzieję, że tak. A jak nie, to zawsze było miło porozmawiać.

DS: Ja również dziękuję.

TB: No i patent w tej metodzie leży w tym, że ona jest bardzo szybka i bardzo sprawna, bo dzięki innym pytaniom ty automatycznie zmieniasz punkt widzenia i znajdujesz nowy obszar rozwiązań, których na co dzień nie widzisz. I ona jest bardzo punktowa. Jak się stało, że dotarłem do tej metody? Szukałem praktyków. I Michael, Michał po polsku, Majczelko po angielsku przez lata pracował i dla NATO, i właśnie, czego on też nie potwierdzi, dla CIA, właśnie rozwiązując kreatywnie problemy. I zgromadził metody, z których korzystał w kilku swoich książkach. A do samej metody ona… jej siła leży w tym, że po kolei zadajesz sobie pytania z tej listy i po kolei te pytania mogą Ci otworzyć nowe możliwości. Z takich fajniejszych, ciekawszych case'ów była sytuacja taka, że osoba na webinarze mówi, no, że boryka się z wdrożeniem ISO u siebie w organizacji, w ogóle z podejściem do tego tematu, że ludzie mają to gdzieś i tak dalej. Ja już teraz dokładnie nie pamiętam, musiałbym spojrzeć na to nagranie, bo to było jakiś czas temu, ale ja wtedy powiedziałem: słuchajcie, nie ważne, jaki macie problem, czy on wymaga kreatywnego podejścia, czy nie, bo są też problemy, które można bardzo szybko rozwiązać i nie trzeba wcale kreatywnych metod, to ta lista jest bardzo dobra do tego żeby indywidualnie się odblokować i to bardzo szybko. I mówię: słuchajcie, przeanalizujemy sobie 2-3 pytania, a potem dam wam 2 minuty i zadawajcie sobie po kolei te pytania i piszcie obok notatkę co wam przychodzi do głowy. Dosłownie 3 minuty, 2-3 minuty, tak. Po czym napisałem na chacie, tak, okej, powiedzcie, jakie są rezultaty i które pytanie najbardziej rezonuje z waszym problemem, bo tych pytań jest sporo. No i dziewczyna odpisuje, mówi: poprzez zadanie odpowiedniego pytania problem się sam rozwiązał, nie potrzebuję żadnych burz i tak dalej. Nie pamiętam dokładnie, które ona pytanie zadawała. Ale to samo było na warsztatach właśnie w zespole design, chyba Starbucks, czy Pizza Hut. Oni mówią: niepotrzebna była w ogóle burza mózgów, wystarczy, że odpowiednio zadaliśmy pytania. Oni akurat pracowali Sześcioma Uczciwymi Sprzedawcami, to też jest metoda. Więc zadawanie nowych pytań. A metody kreatywne mają to do tego, że przyspieszają ten proces, bo są ustrukturyzowane. Nie błądzisz, tylko w sposób działasz uporządkowany. I to jest ciekawe, bo działasz schematycznie, żeby myśleć kreatywnie.

DS: No właśnie, to też jest ciekawa sprawa, bo w momencie, kiedy ja się pojawiłem na Twoich warsztatach to, no gdzieś tam miałem przekonanie, że ta kreatywność to jest właśnie tańczenie po stołach i, wiesz, i szamaństwo pewnego rodzaju, który stworzy rozwiązanie nie wiadomo skąd. Okazuje się, że kurczę, to są konkretne schematy, konkretne narzędzia, które stosujesz do życia, jak matematyka, no.

TB: Dokładnie.

DS: Podstawiasz do wzoru i otrzymujesz jakieś rozwiązanie. Tylko, że może nie tyle, jak w matematyce jedno konkretne, tylko możesz sobie jakieś wybrać.

TB: Dużo alternatywy, to jest też racja. I dokładnie tak jest. Oczywiście są metody kreatywne, które puszczają bardziej wodzę fantazji, tylko, no wtedy te metody sprawdzają się bardziej w rzeczach koncepcyjnych, gdzie ja muszę wymyślić X na przykład rozwiązań na to, jak zareklamować nowy program Polsatu w ramówce bez mówienia, jaki to będzie program i bez podawania nazwy.

DS: Dobra, zaraz do koncepcyjnych pomysłów dojdziemy, zostańmy przy checkliście.

TB: Dobra.

DS: Przychodzi Ci jakiś… Bo ja mam w zanadrzu jeden case…

TB: Okej, no to lecimy.

DS: … który może przydać się każdemu, czyli jak to zrobić żeby zarabiać więcej pieniędzy wykonując tę samą pracę? Myślisz, że możemy przejść przez takiego case'a?

TB: Bez problemu.

DS: Dobra.

TB: Tylko patent leży w tym, ja też muszę troszeczkę zrozumieć kontekst.

DS: No właśnie zastanawiam się…

TB: Jaki zawód?

DS: Jaki zawód? No to barman.

TB: Barman. Okej.

DS: Pracuje w określonym miejscu, zarabia za mało, chce zarabiać więcej i załóżmy, że nie chce zmieniać tej lokalizacji, w której jest, w sensie, że chce pracować w tym miejscu, w którym…

TB: A ile godzin pracuje tygodniowo?

DS: 12 godzin od wtorku do soboty, po 12 godzin dziennie czy tam noc.

TB: Okej. Dobra, wszystko rozumiem.

DS: Mamy to?

TB: Mamy. I teraz tak, jeżeli zaczynasz rozwiązywać jakikolwiek problem, nawet ten, to na świecie jest setki tysięcy, jak nie miliony ludzi, którzy mieli taki problem i już go rozwiązali. Więc pierwszą rzeczą, jaką musisz zrobić, ja zrobiłem taki autorski algorytm, musisz zrobić dokładny research już gotowych, sprawdzonych rozwiązań, jak to ktoś rozwiązał.

DS: Czyli nie wymyślać koła na nowo.

TB: Nie wymyślać koła na nowo, broń Boże.

DS: Bo i tak dojdziesz pewnie do jednego z tych rozwiązań, które już ktoś stworzył.

TB: Z dużym prawdopodobieństwem na początku, że to będą jednak powtarzalne rozwiązania. Żeby oszczędzić czas, zrób duży research i popatrz, poszukaj, jak oni, jak barmani zarabiają inaczej, tak. Poszukaj. Zaaplikuj to rozwiązanie, jeżeli będzie działać, problem masz rozwiązany. Jeżeli nie, szukasz dalej. I to jest po prostu pętla. Druga rzecz - pytanie, czy to rozwiązanie się sprawdza, czy spełnia twoje oczekiwania? Jeżeli nie, no to wtedy podejdźmy do tego tematu kreatywnie, ale w pierwszej kolejności zrób dobry research. Jak podchodzimy kreatywnie? Załóżmy, że sprawdziłeś wszytko już, tak…

DS: Nie ma, nic nie ma.

TB: Znaczy nie, jest, ale zarabiasz na przykład o 5% więcej, 10% więcej, a w ogóle znalazłeś rozwiązanie, które jest w Stanach, a tam jest inne prawo, no a w Polsce poszukałeś, popatrzyłeś, no i nie ma czegoś takiego, co by ci odpowiadało. Oczywiście są, ale to nie działa tak, jak byś chciał. No więc można podejść do pytań teraz, jak ty sobie zadajesz, czyli jak bez zmiany pracy zarabiać więcej? No i zobacz, pierwsze pytanie… znaczy jeszcze jest jedno dobre pytanie, które tu pewnie gdzieś dalej jest, ale ja je znam od… ono jest pierwsze - dlaczego chcesz ten problem rozwiązać?

DS: I tutaj rozumiem, że nie chodzi Ci o odpowiedź prostą, bo chcę mieć więcej pieniędzy, tylko…

TB: Może być. I zadajesz następne pytanie: okej, dlaczego potrzebujesz więcej pieniędzy.

DS: Czyli chodzi o to żeby dojść… Okej.

TB: Do sedna.

DS: Dobra. Załóżmy, że mam teraz dzieci i muszę więcej zarabiać, w sensie one generują większe koszta.

TB: Generują większe koszta. Dlaczego? I za daleko nie można pójść, nie, ale jeszcze…

DS: No.

TB: … można by z dwa takie pytania zadać.

DS: Z tego względu, że pampersy są drogie, w sensie, że zakupy.

TB: Dziecię…

DS: Tak, jakiekolwiek dziecięce… asortyment, który jest potrzebny dla dzieci jest dosyć drogi.

TB: I zobacz teraz, możemy od tego pytania, do którego doszliśmy, że są drogie zakupy na potrzeby dzieciaków zmienić od tego "muszę więcej zarabiać", tak, tylko na przykład "jak zrobić żeby mnie było stać albo jak uzyskać te materiały z obecnych pieniędzy". I jakie Ci pomysły przychodzą do głowy?

DS: Szukać tańszych zamienników o tej samej jakości.

TB: Na przykład tak.

DS: Kupować hurtowo, żeby było taniej. Używane rzeczy.

TB: Na przykład zrzucić się z kimś, nie.

DS: Tak, zrzucić się z kimś. Kupować używane rzeczy w miarę możliwości.

TB: Okej. No mi na przykład przychodzi wprost zaciągnąć kredyt u babci i dziadka na pampersy, i tyle.

DS: Okej.

TB: Coś takiego, nie. I zobacz, jaka tu jest siła, że poprzez dwa pytania Ty doszedłeś do jakiegoś punktu, w którym, no nie musisz zmieniać pracy, możesz znaleźć odpowiedź "out of box" bycia barmanem. Więc o to chodzi. To jest pierwsze pytanie, które szuka prawdziwego sedna.

DS: Czyli problem, który my widzimy nie zawsze jest tym, który w rzeczywistości nam doskwiera?

TB: Tak. I możemy go rozwiązać w inny sposób, tylko musimy wejść, zawodowo mówiąc, na wyższy poziom abstrakcji poprzez pytanie: dlaczego, tak, a później wejść na niższy poziom rozwiązania poprzez pytanie: dobra, to teraz jak to zrobić. Metoda drabiny, tak zwana. Ale zobacz inne pytania, bo pytanie, czy to jest jedno rozwiązanie? No ono otwiera gdzieś jakieś możliwości. Zobacz to: co jest tym, czego nie rozumiem w tym problemie? Czyli tego, że zarabiasz za mało? Czego nie rozumiesz? No i tu jest najlepsze to, że jeżeli osoba…

DS: Czego nie rozumiem?

TB: Tak.

DS: Dlaczego przy moich kwalifikacjach zarabiam wciąż te same pieniądze?

TB: No właśnie. Dlaczego przy Twoich kwalifikacjach…? Tego nie rozumiesz, nie. I teraz zobacz, jak byś to zrozumiał, tak, otworzyłoby Ci to [00:39:22]…

DS: Czyli załóżmy, że odnoszę się do tego, że moi koledzy barmani zarabiają więcej.

TB: Na przykład.

DS: Czyli możemy dojść, że to problematycznym jest akurat ten człowiek, u którego pracuję.

TB: No na przykład, tak. I zobacz, tu nie ma jakichś przełomowych rozwiązań, ja też o tym mówię, ale pytania Ci strukturyzują, punktują, tak, i selekcjonują te różne powody, różne obszary, gdzie możesz uderzyć. Szukajmy dalej. Co nie jest problemem dla Ciebie w tym wypadku? To jest jedno z lepszych pytań.

DS: No to właśnie dla mnie jest najbardziej problematyczne, bo nie za bardzo rozumiem, co nie jest problemem.

TB: Zobacz, pracujesz w barze po 12 godzin, tak, chcesz więcej zarabiać.

DS: Czyli skupiam się na tych pozytywnych aspektach tej pracy?

TB: No, właśnie nie, skupiasz się na tym, co w znalezieniu dodatkowego dochodu, tak, czy innego dochodu nie jest dla Ciebie problemem. No, co nie jest?

DS: No dobra, pracowanie więcej jest problemem.

TB: Okej.

DS: Zmiana środowiska jest problemem, w sensie zmiana pracodawcy.

TB: Jasne.

DS: Nie jest problemem zmiana stanowiska.

TB: Okej.

DS: Czyli gdzieś tam widocznie…

TB: U tego pracodawcy.

DS: U tego samego pracodawcy.

TB: U tego samego pracodawcy, nie.

DS: Czyli załóżmy, że to będzie jakiś awans.

TB: O, szefie, zostanę menedżerem, albo szefie zrobię jeszcze dodatkowo, nie wiem, jakiś tu zrobimy występ, ale załóżmy, że ja marżę od tego zgarnę. Nie? Co jeszcze nie jest problemem?

DS: Kurczę, nic więcej nie przychodzi mi do głowy.

TB: Wystarczy jedno, wystarczy na początek, nie, bo to o to chodzi, że nie skupiamy się na tym, z czym walczymy, tylko patrzymy na to okej, co ja mogę zrobić łatwo, szybko i o czym nie myślałem, że mogę zrobić, co jest bezproblemowe dla mnie. Które elementy są stałe, niezmienne i które mogą być zmienione? Co jest niezmienne?

DS: Godziny pracy, pracodawca. Wiesz co, to wydaje mi się, że to mocno jest związane z tym, co powiedziałem przed chwilą, czyli właśnie możliwość zmiany obowiązków.

TB: Okej, co jeszcze?

DS: Może zmiana funkcjonowania samego lokalu żeby przychodziło więcej ludzi, bo wtedy będę miał więcej pieniędzy z napiwków.

TB: Na przykład. Co nie jest też problemem. Przepraszam, teraz jesteśmy?

DS: Co może…

TB: Co może ulec zmianie?

DS: Co może ulec zmianie? No tyle. Wiesz, ciężko też mi się jakby ustosunkować do tego.

TB: No. Pytanie jest jeszcze następujące: Co może ulec zmianie? Może na przykład ulec zmianie czas, jaki wykorzystuję po pracy. Nie? Może, nie wiem, na przykład są takie stoiska na wesele, że sobie możesz zamówić z barmanem noc.

DS: Okej.

TB: Coś takiego, nie.

DS: Czyli jakby wyjście poza kwestie samych obowiązków, stania za barem w tym danym miejscu.

TB: Na przykład, tak. Tylko tutaj tak faktycznie, jak widzisz, osobie, która jakby z tym case’em przychodzi czasami jest trudno odpowiedzieć na te pytania, bo potrzebna jest dodatkowa facylitacja, nie. Czasami trzeba to troszeczkę tak upłynnić. I to jest ważne. Czy widziałeś kiedyś podobny problem? Czy znasz kogoś, kto już taki problem rozwiązał? Czy możesz zastosować jego rozwiązanie? To jest też pytanie o research, ale ono jest tu bardziej konkretne. Czy znasz kogoś, kto miał podobny problem?

DS: No sądzę, że całkiem sporo ludzi.

TB: Tak. Jak nie znasz, to zadzwoń do mnie, bo ja bardzo dużo ludzi znam i spróbujemy kogoś znaleźć. Okej.

DS: Tak. Czyli numer do Tomka też będzie podany w notatkach.

TB: Zdecydowanie tak. Czy widziałeś kiedyś analogiczny problem w innej firmie? To jest bardzo dobre pytanie, to jest…

DS: To mi się najbardziej podoba.

TB: … też element synektyki. Czyli ja szukam korproblemu, ale w innym, analogicznym świecie. Tutaj kor polega na tym, że ja mam ograniczony czas pracy, nie mogę już więcej z niego zarobić, bo mam stawkę za godzinę. Czy jest też gdzieś indziej taki problem, w jakimś innym, analogicznym, nie wiem, zawodzie, świecie, że mam ograniczony czas i ograniczoną stawkę za godzinę i nie mogę nic zmienić.

DS: Wydaje mi się, że kurczę, mnóstwo jest takich miejsc pracy, w których właśnie to to jest ograniczeniem.

TB: No moja praca na przykład jest bardzo ograniczająca, bo ja mam tyle godzin, a nie więcej, tyle mogę zrobić sesji, tyle mogę zrobić projektów i jestem jeden. Więc jak to mogę rozwiązać? No na przykład poprzez działania online, że ja w danym…

DS: Zatrudniając kogoś.

TB: Albo zatrudniając kogoś, tak, dokładnie. Więc tutaj się też widzisz zmieniają o tyle punkty widzenia, że jak ja zobaczę analogiczny sposób, na przykład okej, konsultant też ma taki sam problem, bo ma tyle samo godzin, ale może robić te same rzeczy online. On nie może online serwować rzeczy, ale może wymyślić coś innego może online, na czym może zarabiać.

DS: Filmy na YouTube ze szkoleniami barmańskimi.

TB: Na przykład, tak. Albo wręcz dla klientów, no nie wiem, jakieś zniżki może promować online i tak dalej. A może rozkręcić w ogóle online część…

DS: Albo robienie jakby menu z drinkami na wesela, o których już wspomniałeś.

TB: Na przykład, tak. Więc zadając te pytania pojawiają się różne rzeczy, które są nie stricte związane z Twoim pierwszym pytaniem i rozszerzają Ci pole widzenia.

DS: No właśnie, bo jakby mam wrażenie, że ja chcę zarabiać więcej na samym początku, a końcówka jest zupełnie inna, w sensie, że okazuje się, że są inne sposoby… jakby, że obchodzimy to z zupełnie innej strony i dochodzimy do tych… jakby to pytanie, dlaczego ja chcę zarabiać więcej jest głównym, bo to dopiero pozwoli dość do tego, wiesz, czy przypadkiem ta praca nie jest prostą rzeczą do zmienienia.

TB: No, na przykład, tak. Może moje założenia są błędne u podstawy. I pytania z Fenix Checklist pozwalają tą podstawę zweryfikować, nie. No jak ja sobie zadaję pytanie: Ile ja mogę więcej zarabiać w tej pracy, to w pewnym momencie dotykasz ściany, czy tam szklanego sufitu i dopóki nie zmieniasz pytania, nie zmieniasz swojego myślenia, no to nie znajdziesz odpowiedzi, bo będziesz się odbijał od ściany. Możemy trenować, Fenix Checklist jest ekstra.

DS: Zmęczyłeś mnie tymi pytaniami.

TB: A to kto tu kogo miał pytać. Dobra. I teraz tak, jeżeli chodzi o metody kreatywne, to znowu wracamy do pojęcia samej kreatywności, czyli one uwalniają Ci sposób myślenia, sam sposób myślenia, że ja widząc problem wpadam na inne pomysły. Czyli podnoszą Twoją zdolność do znajdowania rozwiązań, szybciej i trafniejszych - to jest bardzo ważne. Bo w pracy menedżera, przeważnie, z którymi działam albo przedsiębiorcami, problem leży w tym, że ja mam problemów bardzo dużo i muszę je bardzo szybko rozwiązywać, i nie ma czasu. I biznes, i zarządzanie polega na tym żeby podejmować decyzje, rozwiązywać problemy. I teraz korzystając z metod możesz ten proces sobie przyspieszyć, tylko musisz wiedzieć, z jakim case’em masz do czynienia i jaką metodę zastosować. Jeżeli ja mam tych metod teraz w portfolio około tam 39, teraz jest troszeczkę więcej, bo dwie takie fajne znalazłem nowe, nurkowanie w basenie odejmuję, bo jest niebezpieczne, to musisz wiedzieć, którą metodę kiedy zastosować. I pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to zadać sobie pytanie, czy to jest problem, w którym muszę znaleźć sedno i rozwikłać, dotrzeć do sedna, czy to jest problem koncepcyjny, gdzie ja muszę zrobić wodotryski, fontanny i konfetti żeby ludziom szczeny opadły. I zobacz, burza mózgów nie jest ani do jednego, ani do drugiego, ona jest po prostu do generowania rozwiązań czy w jednym, czy w drugim. To nie jest metoda rozwiązywania problemu, to jest metoda generowania rozwiązań. I z problemów takich stricte, gdzie było trzeba znaleźć sedno przytaczam to, bo to jest bardzo fajny przykład - ratowanie życia górników w kopalni, a wręcz zapobieganie niebezpieczeństwom. Pytam się Głównego Instytutu Górnictwa na warsztatach, od ilu lat nie możecie tego rozwiązać? Od samego początku, cały czas to trwa. Ja mówię, to znaczy, że coś jest nie tak, gdzieś sedno jest. Tam nie możemy zrobić kampanie…

DS: Ale jaki był ich problem, jeszcze raz?

TB: Problem był taki, że jest duże zagrożenie życia górników, generalnie. No pytanie, jak to zagrożenie obniżyć? Jak ratować ich sprawniej, tak? I teraz…

DS: To są chyba dwie różne rzeczy, nie, czyli jak obniżyć niebezpieczeństwo, w jakim oni się znajdują, a jak ich ratować sprawnie.

TB: Wiesz co tak, dokładnie. Tylko na tym etapie warsztatowym to nie ma aż takiego dużego znaczenia, gdybyśmy zespołowo podchodzili do tego tematu już tak żeby rozwiązać ten case, czyli zlecone działania pod kątem rozwiązania, sesja kreatywna, wdrażanie i tak dalej, to wtedy byśmy się rozdrobnili na takie elementy. A to, co ja im chciałem pokazać wtedy na warsztacie to to, że po pierwsze - do tego musicie mieć odpowiednie metody. No bo gdybyśmy tu zrobili burzę mózgów i powiedzieli: słuchajcie, zróbmy kampanię, że górnikom będą świecić hełmy i będzie grać muzyka i tak dalej, no to to przecież nie rozwiąże żadnego problemu. To będą wodotryski, konfetti i fontanny, i nie wiem co tam jeszcze, i lasery. Nie te metody. Tutaj są metody potrzebne, które pozwalają ludziom, którzy borykają się najczęściej z tym problemem spojrzeć na niego z innej perspektywy i podzielić go na elementy. Cały problem jest bardzo duży. I bardzo fajną metodą jest Sześciu Uczciwych Sprzedawców, gdzie po kolei zadajesz pytania: kto, co, kiedy, gdzie, dlaczego i jakimi sposobami, i potem budujesz nowe pytania z tych elementów. I ta metoda przeważnie robi takie wrażenie na ludziach, że mówią: nigdy w życiu nie patrzyłem na to w ten sposób.

DS: Mam wrażenie, że ogólnie te metody kreatywne powodują, że ludzie myślą sobie: nigdy nie spojrzałem na to w ten sposób.

TB: Tak.

DS: I właśnie to jest jakby największą wartością tych rozwiązań, że to spojrzenie z zupełnie innej perspektywy pozwala dojść do rozwiązania. No ale dobra, i co wypracowaliście?

TB: Tam sytuacja skończyła się na tym, że powstało pytanie, w jaki sposób osoby decyzyjne, czytaj zarząd, może podejmować lepsze decyzje, w sytuacjach, gdy podejmują te decyzje, dzięki którym górnicy będą bezpieczniejsi. I było poprzez alarmowanie. No pytanie takie z czapy, ale ktoś powiedział, mówi: Zróbmy tak, że ten alarm, który wyje tam na dole podciągnijmy do biura zarządu, niech oni zobaczą, że on potrafi kilka razy dziennie wyć i że jest takie zagrożenie, żeby nie zapomnieli, że tam na dole są ludzie.

DS: Mocne.

TB: No mega mocne.

DS: Zrobiliście to?

TB: Za każdym razem… Zaraz dokończę, bo to jest kluczowe pytanie, od razu przychodzi na myśl, za każdym razem, gdy tą historię opowiadam, to mam ciarki na plecach albo łzy mi się cisną na oczy. Bo gdy ci ludzie wychodzili z tych warsztatów, ja się zapytałem dobra, kiedy to robimy, bo to jest banalne, tam nie trzeba żadnych nakładów i tak dalej, poklepali mnie po plecach i powiedzieli: nie, panie Tomku, to jest za odważne, nie zrobimy tego. I mnie tak to wkurzyło wtedy, że powiedziałem, mówię: no przecież, co to ma być? Gdzie macie jaja, gdzie macie odwagę? Rozwiązanie jest. Nie idealne, ale trafia w sedno, oni będą lepsze decyzje podejmować, będzie… Tam leżał problem, nie w technologii, nie w edukacji. Oczywiście to są jakieś elementy, ale Sześciu Uczciwych Sprzedawców odkrywa sedno, nie da się nic pod dywan zamieść. I się tak wkurzyłem, że powiedziałem, że już nie będę takich rzeczy robił i że zajmę się projektami bardziej wdrożeniowymi, żeby widzieć te efekty. A tamto nie zostało zrealizowane. Ale chętnie bym tam wjechał i jeszcze raz to zrobił, żeby im przypomnieć żebyśmy to zrobili. I to jest przykład zadania problematycznego, gdzie chodziło o sedno.

DS: Czyli jakby można powiedzieć, że problemem, do którego doszliście było to, że decyzje podejmowane przez zarząd nie uwzględniały jakby w całości zwracania uwagi na bezpieczeństwo górników. I ten dzwonek miałby im cały czas o tym przypominać.

TB: Dokładnie tak. Oni podejmowali decyzje, ale na akceptowalnym stopniu ryzyka, jaki był zawsze.

DS: No nieźle.

TB: Bardzo ciekawe zadanie.

DS: Ciekawa historia.

TB: W tym rozwiązywaliśmy również problem bezdomności w Pradze.

DS: A to jest bardzo ciekawy case, no opowiedz, jak to wyglądało.

TB: On jest mega. To było akurat tak, że w Lipsku na warsztatach podczas światowej konferencji takiej organizacji dzisiaj GSI zostałem zaproszony żeby warsztaty poprowadzić, super w ogóle wyróżnienie, ludzie z całego świata. I ktoś zgłosił case, mówi okej, no to problem ludzi bezdomnych. Jesteś tam jakąś fundacją w Pradze. Ja mówię dobra, jedziemy, tak. No i chodzi o to, że jeżeli sobie zadasz te pytania, ustalisz fakty, czyli kiedy problem z bezdomnymi jest największy w Pradze? No w okolicy świąt, zimą, tak. Kto może cierpieć na tym problemie? No tam wyszło, że na przykład rodziny tych bezdomnych, tak. Co to znaczy pomóc bezdomnym? Na przykład, wiesz, dać jeść i tak dalej. Poprzez co? No poprzez, nie wiem, spotkanie, zaakceptowanie ich. I było takie pytanie, pamiętam, też mi ciarki przechodzą, w jaki sposób rodziny osób bezdomnych blisko przed świętami, w trakcie Wigilii mogłyby im pomóc tak, aby nie czuli się samotni i tak, aby wzbudzić w innych ludziach też chęć pomocy? Jakoś to było dokładnie tak, mam to też rozpisane, więc jeżeli będzie potrzeba, to kiedyś to pokażę. No i finał… A, i tam było jeszcze gdzie jest największy problem? Największy problem był na dworcu wtedy. No ktoś wpadł na pomysł: słuchajcie, ustawimy przez cały dworzec taki wielki stół i to nie będzie stół dla bezdomnych, tylko znajdziemy rodziny tych bezdomnych i ich posadzimy i poszukamy potem tych bezdomnych żeby razem z tymi rodzinami mogli usiąść i zrobimy z tego kampanie. No mega mocne, nie?

DS: I zrobili to?

TB: Nie wiem, bo to były tylko warsztaty. Tego nie wiem. Tam ich nie cisnąłem i tak dalej, to były warsztaty. Też nie ma żadnej filozofii, tylko i wyłącznie logistyka, ale to pokazało… i oni wtedy mówili, że to rozwiązanie ono nie jest super kreatywne, ono nie ma wodotrysków. Ja mówię: bo ono nie ma mieć, tylko ono ma trafiać tak w sedno, żebyś ty czuł ciary po prostu na samą myśl o tym rozwiązaniu. Bo ono tak stawia problem, jest tak nagi ten problem, że już bardziej się nie da po prostu. I walisz centralnie w samo sedno, o którym wcześniej, no nie pomyślałeś.

DS: No właśnie, bo ludzie kojarzą te rozwiązania kreatywne właśnie z wysłaniem Tesli w kosmos albo właśnie z konfetti, o którym wspominałeś, więc, no właśnie i chciałbym pokazać, że to nie do końca tak jest, że to właśnie te zasoby, które my już mamy dostępne wykorzystujemy po to żeby dojść do jakichś określonych rozwiązań.

TB: Dokładnie tak.

DS: Właśnie, bo sam kiedyś mi powiedziałeś, że najważniejsze jest działanie.

TB: Tak.

DS: Że wymyślenie tego jakiegoś nowego rozwiązania to jest tak absolutnie nic, przy tym, że to wszystko i tak musisz wdrożyć, a w momencie, kiedy wdrożysz, to i tak będziesz zmieniał.

TB: Dokładnie. 1% to jest pomysł, ale bez tego 1% to jest lipa, bez początku. Ale potem i tak 70-90% będzie się zmieniać w trakcie, więc na papierze zawsze wszystko ładnie wygląda.

DS: No właśnie, to co robić w momencie, kiedy nie ma takiego facylitatora, jak Ty, czyli człowieka, który gdzieś tam stoi i czuwa nad projektem, a w momencie, kiedy ja chcę sam podejmować działania, bo na pewno spotkałeś się z ludźmi, którzy gdzieś tam generują problemy i nie wychodzi, i mimo wszystko chcą działać na własną rękę. To jak to zrobić żeby nie mieć tego słomianego zapału, który, wiesz, wygasa w momencie, kiedy pojawia się pomysł, ja powiem wszystkim okej, zrobię tak, tak i tak, ale dwa tygodnie później już nic się tam nie dzieje.

TB: Znaczy tak, pytanie czy rozmawiamy o jakiejś strukturze organizacyjnej?

DS: Nie, załóżmy o takich totalnie pojedynczych osobach. W momencie, kiedy…

TB: Czyli ja sam sobie jestem szefem.

DS: Tak. Załóżmy, że przykładowy słuchacz prowadzi własną firmę.

TB: Najgorzej.

DS: Najgorzej?

TB: Własnej działalności. Gdzieś taki fajny cytat ostatnio czytałem, nie znam niestety autora, jeżeli sobie przypomni, to niech się podpisze i go powiem, bo to nie jest mój cytat. Że własnej działalności najlepsze jest to, że się nie ma szefa i najgorsze jest to, że się nie ma szefa. No bo musisz się samodyscyplinować. I teraz, jeżeli chodzi o realizację, przeważnie ludzie kreatywni, którzy czerpią radość i energię z tego, że wymyślają, nie czerpią tej radości i tej energii z tego, że to realizują. I pojawia się coś takiego, że jak po górce, gdzie pojawiła się energia, przychodzi do realizacji, która jest mega kreatywna, bo wtedy się musisz wykazać w tych drobnych elementach, nie w tych wielkich koncepcjach, tylko w tych drobnych elementach, gdzie diabeł pochował tam te szczegóły, tak, i tam tkwi wartość, to oni się demotywują, mówią o matko, znowu trzeba robić, znowu jakiś problem, znowu coś, no w głowie w koncepcji to wyglądało pięknie. I chcą jak najszybciej uciec znowu do tego stanu, uciec w górę, gdzie mieli wysokie emocje. Więc porzucają tamten projekt, wracają do początku, wymyślają nowy, bo wtedy ich to uzależnia.

DS: Czyli oni jakby nagradzają się samym wymyślaniem koncepcji, a praca już nie przynosi im takiej satysfakcji, dlatego pozostają na samym tym kreowaniu.

TB: Tak. Dokładnie tak. Ja często robię taki webinary darmowe, na których tłumaczę błędy największej kreatywności, żeby ludzie od tego w ogóle zaczęli, bo to jest jeden z błędów. Ja jestem zbyt kreatywny, tak, i czerpię radość z tego, że wymyślam. Drugi błąd i problem polega na tym, że są osoby, które tylko chcą realizować. I to wypikasz, ja mam w d… pomysł, jak wykombinujecie dajcie mi to, ja to zrobię. I oni siedzą i nic nie wymyślą, ale jakby taki gość, który coś wykombinował powiedział: ty, a to byś zrobił? On przejmie po nim ten projekt albo z nim będzie robił, wytrzyma tą dolinę projektu, gdzie te emocje opadają, bo on się wtedy rajcuje, tak, że przyszedł, a tu wezwanie z urzędu skarbowego, mówi zarąbiście, w końcu coś się dzieje, jadę do urzędu. A kreatywny by powiedział: no o co im chodzi? I chodzi o to, że…

DS: A to nie można ich połączyć w parę po prostu?

TB: Dokładnie. Świetnie wykombinowałeś to. Tandemy - to jest fajne rozwiązanie. Firmy modowe są tak zarządzane, bo tam co pół roku musisz mieć we wszystkich sklepach kompletnie nową kolekcję, teraz to nawet przyśpiesza, bo masz tam meet sezon i tak dalej jakieś. I to musi być mega szybka i mega kreatywna firma. Więc one są zarządzane przez dyrektora kreatywnego i dyrektora takiego operacyjnego.

DS: No dobra, ale widzisz, powiedzieliśmy sobie, że mamy tą kreatywność, która też objawia się w momencie, kiedy my zaczynamy wdrażać ten projekt.

TB: Tak.

DS: No i właśnie, co w momencie, kiedy mamy tego pana albo panią, która wymyśla ten pomysł na samym początku i on mówi: dobra, ja tylko jestem tutaj od tworzenia wielkich koncepcji, a wy to róbcie. I te osoby, które zaczynają jakby wdrażać te rozwiązania, no to to ewoluuje, to nie będzie takie samo, w jaki sposób on albo ona sobie to założyli.

TB: Dokładnie tak.

DS: Więc pytanie, czy on powinien być zaangażowany i tylko kręcić nosem na rozwiązania, jak to połączyć na przykładzie tych tandemów?

TB: Bardzo dobre pytanie. Bo teraz tak, jeżeli oni ten projekt zrealizują i na tym zostaną, nic nie usprawnią, nie dokombinują, nie wiem, nowych funkcji, nowych kolekcji i tak dalej, to ta firma umrze. Więc ta osoba, która jest kreatywna w firmie, wszyscy są kreatywni, tylko ta przez duże K, którą jarają wielkie koncepcje, no to ona powinna raczej dostarczać pomysłów na nowe rzeczy, na wdrożenia, na szukanie nowych możliwości, na nowe rynki, na tą część taką, nie wiem, strzelam, może mówię takimi bardzo uogólnieniami, marketingową, sprzedażową i tak dalej. A osoby, które bardziej są kreatywne w tych detalach w realizacji szukają rozwiązań już w trakcie realizacji i prowadzą tą realizację. Problem jest z tymi osobami kreatywnymi przez duże K tak zwane, że one są niekonsekwentne, nie dbają o szczegóły i je nudzi ta realizacja, i nie wytrzymają, nie dociągną tego do końca. A z osobami, które dociągną to bez problemu problem jest taki, że one się boją większych wizji i boją się zaryzykować, bo wiedzą, jaką to będzie się wiązało realizacją. A osoby kreatywne przez duże K nie wiedzą, one nie mają bladego pojęcia i w ogóle tego nie rozpatrują.

DS: Bo nie mają doświadczenia w realizacji.

TB: No bo nawet nie realizowały, tak. Więc to są bardzo fajne połączenia tandemów. Ja też pokazywałem na webinariach darmowych, jeżeli jesteś w one army person, nie masz tandemu, no to jak sobie radzić?

DS: Ja jestem.

TB: No tak, nie.

DS: Znaczy ja trochę nie wierzę w one army person, w ludzi, którzy dochodzą do wszystkiego sami. Bo jak ja się zastanowię nad wszystkimi projektami, w których pracowałem, mimo tego, że, wiesz, gdzieś tam byłem ich pomysłodawcą, to nie ma opcji żeby dojść do czegokolwiek sam, bez pomocy innych, zawsze korzystasz. Czy rodzajem pomocy jest to, że znajdziesz film na YouTube jak coś zrobić, czy po prostu kogoś zapytasz z większym doświadczeniem.

TB: Masz rację, ja tutaj też bardziej miałem na myśli mówiąc one person army, że jesteś osobą jedną, jedną odpowiedzialną za cały projekt i nie masz pracowników. Zawsze się możesz podeprzeć outsourcingiem, to nie jest problem, tak, dajmy do zmontowania filmy i tak dalej, i tak dalej. Musisz zarządzić to i wyłączyć od siebie rzeczy, których nie będziesz robił. Ale ja tu też mówię o osobach, które chcą jedno i drugie. Czyli chcą i realizować, i wymyślać. I tutaj musisz sobie zbadać osobowość i zadać parę pytań, czy jestem bardziej jak ta osoba kreatywna? Ja nadałem persony na przykład w webinarze, to to jest łatwiej, opisuję te persony i mówię: jesteś bardziej jak Weronika kreatywna, czy Wiktoria, już chyba tak to było, czy bardziej jak Robert, który realizuje, który jest sprawnym menagerem. I ktoś tam mówi a ja to Robert, a ja to Wiktoria. Ja mówię: słuchaj, to teraz część dla Wiktorii, tu, tu masz zagrożenia, zastosuj takie i takie metody, żeby się nie poddać w dolinie projektu. Bardzo prosta metoda tagowania swoich myśli. Ale to o szczegółach myślę, że nie wiem czy nam czasu starczy. A na przykład dla Roberta, stricte dla osoby, która lubi realizację, ale może utknąć na czymś, bo nie ma tej wielkiej wizji, bo widzi ryzyka i bardziej jest realistą, na przykład prosta metoda jak Fenix Checklist, gdy ja utykam. Zadaj kilka pytań, zobacz, otwórz sobie głowę.

DS: No, zwłaszcza, że to samemu możesz wykonać, nie.

TB: Dokładnie. Więc tu chodzi o to żeby się przełączać pomiędzy tymi osobowościami metodami.

DS: A dla kogo jest kreatywność? Bo, no właśnie to hasło, o którym dyskutowaliśmy jeszcze wcześniej w kuchni, czyli w pracy inżyniera nie ma miejsca na kreatywność. No właśnie, bo często pojawiają się takie, moim zdaniem, mity i wiesz, i błędne założenia, że są określone prace, w których kreatywność… no nie ma miejsca na rozwiązania kreatywne.

TB: I tak, i tak. Bo w każdej pracy albo możesz działać schematycznie i wiesz, wykonywać dokładnie według instrukcji jeden do jednego, tak. Ten filmik bardzo fajny, który ja zrobiłem na fanpage'u na Brainworx Innovation Consulting mówi, że jesteśmy nauczeni wykonywania instrukcji w szkole. Tak? Nie rozmawiaj, otwórz książkę na tej stronie, tak, zamknij zeszyt, zgłoś się, wstań. I możesz wszystko wykonywać według instrukcji, wtedy nie musisz myśleć w sposób twórczy w ogóle, bo ktoś za ciebie myśli w sposób twórczy. Tylko wtedy nie wnosisz żadnej wartości dodanej. Jesteś zastępowalnym elementem, którego kwestia jest tylko dostępności i ceny. Bo czy ja wstawię ciebie, czy wstawię kogoś innego, to on i tak będzie moje instrukcje wykonywał. Pytanie czy lepiej, czy gorzej? I ile mnie to będzie kosztować? Więc to jest zawsze do twojej decyzji, czy wnosisz wartość dodaną, poprzez drobne usprawnienia, tak, a ten śrubokręt to będziemy jednak kłaść tutaj a nie tutaj, bo jest o pół milimetra dłużej, kłania się sigsigma, [01:04:30] i tak dalej. Więc, no to jest element kreatywności, przejaw jakiejś innowacyjności. Tylko ludzie faktycznie, tak jak mówisz, są przyzwyczajeni do słowa, że jak ktoś jest kreatywny, to napisał Szekspira albo napisał jakąś piosenkę, tam „Gangnam Style” na przykład, nie, albo na przykład namalował piękny obraz, albo jest jobsem.

DS: Czyli z takimi metatwróczymi i bardziej artystycznymi zawodami wiąże się tą kreatywność.

TB: I ja przy tych osobach jestem nikim. Ale to jest ta kreatywność taka przez duże K, która składa się z tych malutkich kreatywności, z malutkich rozwiązań, ze szczegółów. Więc pytanie, jak ty jesteś inżynierem, to pytanie, czy chcesz być łatwo zastępowalny? I ktoś powie, a tam jest jakiś taki gościu, ale odszedł. - A, nie ma problemu, co… i tak mamy następnego. Tak? Czyli jednak wnosisz wartość dodaną, tak, czyli wykorzystujesz myślenie swoje niestandardowe i usprawniasz drobne elementy, które składają się na wielką całość. Więc w każdej pracy jest miejsce na kreatywność. W jednych jest wymagana ta keratynowość od siebie, w innych nie aż tak bardzo. Tylko to od ciebie zależy, czy chcesz być łatwo zastępowalny, czy trudniej.

DS: No dobra. Ja już sobie odpowiem na pytanie, że nie chcę być łatwo zastępowalny.

TB: Dokładnie.

DS: Chcę być wyjątkową osobą, a przynajmniej żeby nie było tak łatwo znaleźć kogoś na moje miejsce w pracy, to jak to robić? Jakie kroki ktoś może, wiesz, stawiać na co dzień żeby być bardziej kreatywnym? No to też nie mam na myśli tego, żeby, wiesz, nagle stać się wow, super, jakby kreatywnym przez te duże K, o którym wspominałeś, tylko taka metoda małych kroków, jak dochodzić do tej kreatywności w codziennym życiu.

TB: Oczywiście każdy robi to tylko i wyłącznie dla siebie, bo ta umiejętność zostaje. Jak ty teraz się zajmujesz tym, no leci dziewiąty rok, to dzięki uczeniu innych, dzięki treningom, dzięki rozwiązywanym problemom mam umysł tak elastyczny, że ktoś czasami do mnie przychodzi, rzuci jakiegoś case'a, a ja mu walnę pytaniem ot tak, a on mówi: kurka, nie myślałem tak, a ja mówię: pięć koła, a on mówi: za co? A ja mówię: no co? Zrobiłem? Zrobiłem.

DS: Wiesz co, to jest też ciekawe, bo ostatnim moim gościem był Sławek Jarmuż i on opowiedział o intuicji menadżerskiej. I mówił o tym, że po pewnym czasie rozwiązywania pewnych problemów twój umysł jest w stanie w sytuacji, kiedy spotykasz się absolutnie z czymś nowym, wygenerować poprawne rozwiązanie w momencie, kiedy ty nawet nie zapoznajesz się, jakoś nie zagłębiasz się w szczegóły. Można powiedzieć, że już jesteś ekspertem.

TB: Bo tak działa umysł, on się uczy nowego sposobu myślenia. A im więcej różnych sposobów myślenia się nauczył, tym jest bardziej elastyczny. Więc jeżeli cały czas powtarzasz ten sam sposób myślenia, no to utwardzasz umysł. A dużo ćwiczeń, dużo różnych case'ów, powoduje, że on jest bardziej elastyczny. O czym to rozmawialiśmy? O tych krokach. Więc po pierwsze - Trening dla siebie. To jest pierwsza rzecz. Zawsze wszystko robisz tylko i wyłącznie dla siebie. Po drugie - Znajduj problemy, kolce, które są w tyłku osób, które decydują o Tobie w tej organizacji. Przykład: Co wkurza najbardziej twojego szefa? Znajdź rozwiązanie, rozwiąż mu ten problem. Co wkurza najbardziej, wiesz, ludzi w organizacji.

DS: Kurde, ale wiesz przychodzą mi takie…

TB: Drobny detal.

DS: … odpowiedzi bardzo, no pytania, która dotyczą całej organizacji, nie.

TB: Ale nie ma problemu. Problemem na przykład jest słuchaj, ty zatrudniasz, tak jak Ci mówiłem, z Piotrkiem, z którym rozmawiałem, zatrudnia, problem jest to, że weszła na rynek nowa generacja. I co, i wszyscy mają z tym problem. I co będziesz działał w taki sposób, jak cię nauczyli, według instrukcji, no to oni ci będą odchodzić co miesiąc.

DS: Znaczy masz na myśli, że nowa generacja i nowe pokolenie?

TB: Tak. I tutaj jest na przykład problem, bo oni oczekują bardzo szybkich efektów. To jest pokolenie YouTube, tak, ja mogę wszystko wyłączyć po trzech sekundach, jak mi się nie podoba, pracodawcę też mogę wyłączyć po trzech sekundach. I to nie jest problem dla mnie, tylko dla niego. Oczywiście to jest dla mnie też problem, jako nowej generacji, bo gdzie ja tą pracę znajdę, ale oni tego nie czują. No i pytanie, jak się w takiej sytuacji zachować? No weź wykombinuj rozwiązanie bardzo drobne w tym obszarze, tak, i po prostu wdróż. I to już wystarczy. Nie musisz, wiesz, rozwiązać problemu całej generacji, ale weź to rozwiąż tutaj, teraz.

DS: Czyli takie lokalne działanie na rzecz siebie, przez rozwiązywanie problemów twoich przełożonych?

TB: Tak. Ja mogę używać tutaj słowa na D, czyli znajdź kolec w dupie, który najbardziej kłuje i powiedz: ty, ja ci ten kolec wyciągnę, bo tak i tak, i tak wykombinuję. Zobaczysz, jak cię od razu będą słuchać. Szefie, jaki masz największy problem, bo tutaj podcast słuchałem o kreatywności i gość Bukowski, nie Bąkowski, pewnie pomyli, mówił żebym się ciebie zapytał, jaki masz problem i ja bym ci go spróbował rozwiązać. To on powie tak: ty, no ale dobra, bo widziałeś, co tu się dzieje u nas w firmie, nie, że się ludzie spóźniają cały czas, i wiesz, walczę, walczę, deleguję i tak dalej, a tu nic nie ma. No i możesz coś wykombinować organizacyjnego prostego. Możesz? Możesz. Zobaczysz, jak inaczej będzie z tobą gadał. To kogo potem przyjdzie, jak się zapyta, tu jakiś problem trzeba rozwiązać? Do ciebie, bo cię kojarzy, że jesteś nie generatorem problemów, tylko rozwiązywaczem.

DS: Rozwiązujesz.

TB: No i to jest ta wartość, dzięki której, no tą kreatywność, którą, tak jak mówisz mitologicznie trochę rozumieją ludzie, możesz wnieść prostą wartość, która da ci korzyść, dla siebie na przyszłość, no i też w tym momencie w pracy.

DS: Okej, to jedna rzecz. Co jeszcze? Coś jeszcze przychodzi Ci do głowy?

TB: Niech zrobią jedną na początek. To jest raz, ale druga rzecz to też usprawnianie swojej pracy i oszczędność czasu. Ja jestem maniakiem pod tym względem. Często ludzie mnie prosili, okej, no to zrób jakiegoś Excela, który to ułatwi. I ja mówiłem: ale nikomu nie mów, bo jak się ludzie dowiedzą, to będą coś ode mnie chcieli. A to się wzięło z tego, że jak byłem na praktykach w Stuttgarcie, to robiliśmy nowe arkusze kalkulacyjne do planów marketingowych na Europę. Wiesz, też mnie wyłowili, jako takiego gościa, który zawsze szukał usprawnień i tak dalej, i wzięli nas z kolegą z Hiszpanem i zróbcie takie arkusze. A ja tak mówię: szefie, ale wie szef, że to są plany marketingowe na Europę? On mówi: no wiem. Ja mówię: to czemu wy tego nie zrobicie? A oni mówią: by my już nic nowego nie wymyślimy. A wy jesteście świezi, nowi, kumacie i szukacie rozwiązań - wymyślicie. Więc w swojej pracy nawet, jak widzisz, że możesz zrobić lepiej, to to wykombinuj. Poświęć czas, usiądź pół godziny, godzinę, nie powtarzaj cały czas tych czynności bezsensownych, tylko weź to usprawnij. No nie wiem, tak jak skanujesz faktury, tak, mówisz: kurka, można by to robić szybciej, sprawniej i dokładniej. Tak. Jak na przykład? No tak. A można by pominąć jakiś krok w tym procesie? Można by coś wyjąć, żeby to było sprawniej? No można. To zrób to, kurka.

DS: Czyli to jest to, o czym wcześniej wspominałeś, czyli nie podążanie za instrukcją, tylko dodawanie czegoś od siebie?

TB: Tak, dokładnie tak. Żeby się tego nauczyć, że ja mogę usprawnić, coś poprawić o jakiś drobny detal i faktycznie ktoś ci powie: a, weź się nie wygłupiaj, tak, narobiłeś się, narobiłeś się, a i tak tam, wiesz, dalej musimy skanować. I ci powiedzą takie bufony, haterzy, tak, ale ty powiesz…

DS: To moi ulubieni.

TB: A ty powiesz: co cię to. Ja sobie robię tak i oszczędzam trochę. Jesteś zadowolony.

DS: Po co będziesz się wymądrzał, rób tak, jak robiliśmy do tej pory.

TB: Tak. No taka jest prawda, bo to tak działa, że ludzie nie lubią zmian. A zmiana to jest coś normalnego i permanentnego teraz, szczególnie, że to bardzo szybko przyspiesza. Więc takie drobne detale, wiesz, masz jedno drobne usprawnienie i możesz iść z tym: szefie, a tu zrobiłem, skróciłem proces i teraz on o 30 sekund trwa mniej skanowanie jednej faktury, a mamy 400 000 faktur rocznie. A szef powie: ty, ale fajne. A mógłbyś to jeszcze trochę usprawnić? Czyli najpierw swoje, żeby, co ciebie wkurza najbardziej. Mnie na przykład bardzo wkurzało, że nie mogłem odnaleźć jednych danych w takim projekcie, w którym robiłem całe wdrożenie, plus te dane były w takiej formie, że nic z nich nie wychodziło, bo trzeba zrobić najlepiej wykres jakiś. Mówię, dobra, bo już mnie to tak wkurzyło, tak, że zamknąłem się w salce na klucz, na dwie godziny usiadłem, mówię: nie wyjdę stąd, dopóki tego nie zrobię. Zrobiłem po godzinie, bo to nie okazało się takie trudne, poszedłem do zarządu, mówię: słuchajcie chłopaki, fajne? On mówi: jak ty to zrobiłeś? Ja mówię: nie powiem wam. Fajne? - Zarąbiste - mówi - Czemu żeś tego wcześniej nie zrobił? Ja mówię: bo myślałem, że nie mam czasu. Mówi: ale nam to przyspieszy w ogóle… I już wołają dekla z przodu: widziałeś Tomek? Chodź zobacz. - Co to jest? - No to są nasze dane z aktywności użytkowników. - Tak? I to się samo robi, rysuje? Oczywiście do tego musisz mieć trochę umiejętności jakichś technicznych, ale samo postanowienie nie robię znowu głupiej roboty, tylko sobie ją usprawnię w jakiś drobny sposób już wystarczy.

DS: No często też jest tak, że ludziom wydaje się, że nie będą marnować czasu, bo czasami wdrożenie jakiegoś usprawnienia zajmuje czas i energię, więc nie opłaca im się tego robić, tylko będą robić tak, jak do tej pory, no bo po co się przemęczać.

TB: I czasami mają racje. Przytoczę przykład mojego ojca, tak, jeżeli będzie nas słuchał to pozdrawiam tatę Henryka bardzo serdecznie.

DS: Pozdrawiamy.

TB: Sytuacja bardzo prosta: do zładowania węgiel, tak, w sensie masz małą hałdkę węgla i musisz to wrzucić do kotłowni. Ja mówię ojcu zawsze: ojciec - mówię - a może byśmy tu wykuli taką dziurę i taki zsyp zrobili, że jak gość przyjeżdża z przyczepą, to z tej przyczepy by już do tego leciało, byśmy nie musieli tego nosić. A on na mnie patrzy i mówi tak: ty, ale tu są trzy tony i zaczyna padać. Możesz wziąć sipę i zacząć ładować? Sipa w Wielkopolsce to jest taka szufla do tego ładowania - też wyjaśnię, bo to nie każdy może wiedzieć.

DS: Okej.

TB: I ma rację, chłop, bo bym siedział, kombinował, myślał, a tak naprawdę jest do zładowania, więc te rzeczy musisz robić nie w tym momencie, jak masz zasuw, jak pada i musisz się spieszyć, to znaleźć, zaplanować godzinkę w tygodniu, dobra, siadam na godzinę i usprawniam coś.

DS: I też żeby nie wpaść w taką pułapkę, że jeżeli ten węgiel przyjeżdża tylko raz na 10 lat, to żeby nie robić usprawnienia na taką jednorazową akcję.

TB: Tak. Dokładnie. Absolutnie masz rację, żeby sztuka nie przerosła tej formy. Bo ja też czasami mam coś takiego, że przekombinuję, że zrobię takie rozwiązanie, że to tak chodzi, że tam nic nie trzeba robić, a ktoś mówi: no dobra, no ale to my aż takiego nie potrzebujemy. Masz rację.

DS: No ja też ostatnio miałem taką sytuację, że jeden znajomy, który jest świetny w pisaniu makr i, wiesz, przerabianiu plików, i usprawnianiu wszystkiego stworzył takie usprawnienia, że w ogóle nie było mi to potrzebne, wręcz dłużej zajmowało mi się uczenie korzystania z pliku, niżeli jakby usprawnienie, które było dla mnie użyteczne. Więc stwierdziłem, że on zmarnował swój czas, mój czas i tak koniec końców bardziej opłacało mi się skopiować starą wersję i jej używać.

TB: Tak. I teraz zobacz, bardzo ciekawa sprawa. Często ludzie, którzy myślą o jakimś biznesie, pomyśle i tak dalej, oni tak długo siedzą i tak długo dłubią, żeby rozwiązanie było idealne, potem idą z nim do klienta, a klient mówi: ale ja nie potrzebuję takiej funkcjonalności. Więc tutaj się kłania właśnie czy to lean canvas czy lean startup, żeby robić jak najprostszą wersję i od razu iść i się pytać: co działa? No bo inaczej będziesz siedział przy tym komputerze 4 miesiące, zrobisz coś, co jest w ogóle niepotrzebne. Nie?

DS: No ja też właśnie na początku, jak zakładałem swoją pierwszą stronę, to wpadłem w taką pułapkę, że chciałem mieć wszystko dopieszczone tak, że po prostu ekstra i pamiętam, że największym problemem dla mnie było to, że w momencie, kiedy już wypuściłem ją w świat i ludzie zaczęli mówić: ej, to mi się nie podoba, tu mi to nie działa, to ja odbierałem to personalnie.

TB: No tak.

DS: I mówiłem, Boże, przecież tyle się napracowałem. Zamiast dojść do tego w taki sposób, o jakim Ty mówisz, czyli wypuścić wersję, jaka by była i ludzie ci powiedzą. To jest dokładnie tak samo, jak z chodnikami, które buduje się w nowych osiedlach, że buduje się dopiero w momencie, kiedy ludzie wydepczą…

TB: Wydepczą ścieżki.

DS: Tak. Wydepczą ścieżkę, nie.

TB: To jest fajne.

DS: I to jest moje ulubione jakby porównanie do tego, w jaki sposób można stosować w biznesie, żeby ludzie wytyczali te ścieżki w rzeczach, które ty robisz. Czyli zobaczysz, jak im najłatwiej to wykonywać i dopiero wtedy…

TB: Tak. I to jest takie podejście iteracyjne, bym powiedział, polegające na badaniu potrzeb. A jest jeszcze drugie podejście, bardziej przełomowe. I tu w tym pierwszym podejściu na przykład design thinking, to jest taki framework, tylko on znowu jest dziurawy, bo musisz się podeprzeć jakimiś metodami kreatywnymi, żeby fajne pomysły tam mieć. Ale drugie podejście jest na przykład podejście bardziej rewolucyjne, przełomowe. Znaczy ja nie robię żadnych badań, nie patrzę jak ludzie korzystają z tego, jak sobie rozwiązują problem, tylko zmieniam znaczenie danego słowa, danego urządzenia, nie wiem, danego obszaru danej usługi. I to jest bardzo fajna metoda Design-driven Innovation z kolei. Gdzie my bierzemy bardzo fajną sprawę z Concordia Design pani przedstawiała - też bardzo fajna firma z Poznania - jak oni zmienili znaczenie łóżka. Że nie patrzyli, co ludziom w łóżku przeszkadza, tylko powiedzieli: łóżko jest postrzegane, jak miejsce do tego żeby się wyspać, no i umówmy się, że jeszcze tylko wyleżeć, gdy jestem chory. Tak? No są jeszcze inne rzeczy, które można w łóżku robić, ale te inne rzeczy można robić też również poza łóżkiem. A oni zmienili znaczenie - że łóżko jest do spędzania czasu. No i dołożyli tam projektor i tak dalej, taki fajny mebel z tego zrobili. Zmienili znaczenie. Oczywiście potem to testują, czy to się przyjmie i tak dalej, ale samo wyjście nie było od potrzeb użytkownika, tylko od zmiany znaczenia danego przedmiotu w myśleniu, gdzie masz przełomową bardziej… na początku wychodzisz bardziej od przełomu, od znaczenia. A to się wzięło od tego, żeby mimo wszystko jak najszybciej tą twoją koncepcję jednak zderzać, czy podchodzisz przełomowo, czy iteracyjnie w oparciu o potrzeby klientów, to żeby jak najszybciej jakąś koncepcję zderzyć.

DS: A powiedz mi, jeszcze wracając do tego stawania się bardziej kreatywnym w codziennym życiu, to takie podstawowe rzeczy, jak ludzie, którymi się otaczasz, dieta i taka higiena życia, to co wpływa dobrze, a co nie najlepiej na kreatywność?

TB: Znaczy zacznę od higieny. Tak, warto brać prysznice. Bo część osób, łącznie ze mną, pod prysznicem wpada na dobre pomysły. Ale to jest związane z procesem inkubacji, który u różnych ludzi wygląda inaczej. Czasami mi na autostradzie przychodzą fajne pomysły do głowy, a mojemu koledze Jakubowi, którego też serdecznie pozdrawiam, na przykład przy zmywaniu naczyń, gdy to testowaliśmy, na co jego narzeczona…

DS: Ja mam tak, że w Polskim Busie mam najlepsze.

TB: Na przykład, tak. Na co jego narzeczona wtedy, teraz żona powiedziała: Kubuś, weź coś pozmywaj, może ci przyjdzie fajny pomysł do głowy. Więc to a propos higieny troszeczkę tak żartobliwie. A propos jedzenia. Wiesz co, wszystko, co wpływa pozytywnie na twoją witalność i co wpływa pozytywnie na pracę umysłu.

DS: Nie wiem, używasz jakichś suplementów diety, które wpływają, jakby poprawiają koncentrację, czy…?

TB: Wiesz co, nie. Ja wiem na pewno na mnie co działa - dużo wody, dużo tlenu, dużo cukru.

DS: Ale cukier, w jakiej postaci?

TB: Wiesz co, może być coś słodkiego. Bo umysł… bo mózg na to pracuje. Mózg to jest mięsień. Nie będę tam dyskutował z ludźmi, którzy się znają, którzy widzieli mózg od środka, ja nie widziałem, więc znowu muszę wierzyć w coś, czego nie widziałem u siebie, ale mi te rzeczy na przykład pomagają. Plus, to co powiedziałeś też, otoczenie i ludzie. Bardzo fajną sprawą są te think tanki. To jest tak, że pewnie masz wokół siebie takich ludzi, że jak z nimi chwilę pogadasz, to potem ci jest łatwiej jakieś rzeczy robić, bo zderzysz. Tak? Szczególnie przedsiębiorcy tak mają, no że fajnie jest z kimś pogadać, kto ma podobne problemy.

DS: Zwłaszcza, że, no jakby odnosząc się do tej koncepcji myślenia poza schematami, to też mówiłeś kiedyś o tym, że warto mieć dosyć szeroką wiedzę, nie mówię, że dogłębną, ale znać się po trosze na wszystkim, z tego względu, że można potem kopiować rozwiązania, tak jak też omawialiśmy jedno z pytań, w którym było pytanie, czy gdzieś indziej to już było rozwiązane.

TB: Tak.

DS: No więc, w jaki sposób nad tym też pracować?

TB: Ja mam zrobione w ten sposób, że aplikacji Evernote robię sobie dużo notatek. Jak widzę coś ciekawego - robię zdjęcie, jak jestem na fajnej konferencji - robię zdjęcie. I później na przykład, tak jak dzisiaj, tak, mówię: ej, słuchaj, a był taki fajny filmik, który pokazało to i to. Czyli gromadzisz te odniesienia, te zasoby gdzieś. Nie musisz wszystkich pamiętać, ale zapisać, zgromadzić. Nagrywanie ekranu, o którym Ci mówiłem, że gdzieś usłyszałem, że jest opcja też, że ci robi od razu napisy pod tym.

DS: Tak, jeżeli ktoś by znał program, który robi automatyczną transkrypcję, to dajcie znać.

TB: Tak. I to się bierze z tego, że ja co do zasady może nie czytam aż dużo tak książek i tak dalej, ale bardzo śledzę nowinki i bardzo dużo ludzi ciekawych poznaję. I nie mam oporu przed tym, żeby zaprosić kogoś na studia podyplomowe na Wyższej Szkole Bankowej ze Stanów albo z Niemiec. I to super procentuje, bo patrzysz, co ci ludzie robią i patrzysz poza swoje pudełko bardzo mocno. I później też nie ma problemu. Teraz na przykład w jednym projekcie będziemy szukać tak zwanego teksavi, czyli kogoś takiego freaca od technologii. I kolega mówi: w Polsce to już może paręnaście, parędziesiąt osób jest. Ja mówię: a co za problem, znajdziemy. Tego znam, tamtego znam i tak dalej. Robisz te połączenia pomiędzy różnymi dziedzinami, aż w końcu trafisz. Tylko faktycznie, w to trzeba inwestować. Spotykać ludzi, poznawać ich głębiej niż tylko cześć, cześć, dużo czytać, jak ktoś lubi to książki, ale na pewno takich dużo nowinek. 10-15 minut dziennie poczytać i to potem się robi efekt w skali bardzo fajny.

DS: No właśnie, jakaś literatura, którą byś polecił?

TB: O tak, tak.

DS: To dawaj. Oprócz wszystkiego, co można przeczytać u Ciebie na blogu.

TB: Tak. Jak mnie zmotywujecie, to w końcu to spiszę w formie książki. Ale z literatury, ja bardzo, bardzo gorąco polecam książki Michaela, nie dlatego, że dostałem za darmo i mam z tego jakiś udział, ale dlatego, że one są mega praktyczne, jeżeli chodzi o metody kreatywne - "Thinker story" i "Creative thinking". Ta pierwsza jest stricte metodyczna, druga jest bardziej na temat tego, czym jest kreatywność, jak ją rozumieć w kontekście nawet samego siebie użytecznie. Jeżeli ktoś sobie lubi na przykład takie filozoficzne bardziej podejście, to Osho ma bardzo fajną książkę o kreatywności.

DS: Oszmo?

TB: Osho. Ten taki myśliciel, nie wiem czy pakistański czy indyjski.

DS: Okej.

TB: Osho.

DS: Ja bardzo lubię takie pytania: Zastanów się, kiedy wpadałeś na najlepsze pomysły, tak jak z robieniem… ze zmywaniem i podróżowaniem.

TB: Okej.

DS: I rób to po prostu częściej w sytuacjach, kiedy ty potrzebujesz generować te pomysły.

TB: Tak.

DS: I ja na przykład zauważyłem, że… Już gdzieś tam spotkałem się z badaniami, które wykazują, że niskie sufity bardziej powodują, że ludzie myślą analitycznie, a im wyższe, tym większe myślenie kreatywne. I zastanawiało mnie, jak to jest możliwe, że ja wpadam na najlepsze pomysły w bibliotekach z takimi wysokimi sufitami albo właśnie na spacerach i dotarło do mnie, że może być to związane może właśnie z tym. I zadanie sobie takiego pytania: gdzie te kreatywne rozwiązania przychodzą do ciebie najczęściej? Jak sobie odpowiesz na to pytanie, bo zaskakująco łatwo jest znaleźć te momenty.

TB: Tak.

DS: I po prostu rób to częściej w momencie, kiedy spotykasz się z czymś, z czym nie dajesz sobie rady albo do Ciebie napisać.

TB: Albo możecie do mnie napisać. Bardzo fajną metodą jest też pojechanie na urlop. I właśnie w Boschu bardzo ciężko było złapać, im wyższy menager, nie w sensie wzrostu, tylko rangi, tym go było trudniej złapać, tym więcej był na urlopie. No bo żeby rozwiązywać problemy, to umysł musi inkubować mimo wszystko. Polecam też odpocząć, pojechać na urlop, nic nie robić.

DS: A czy długość urlopu jakoś warunkuje?

TB: Wiesz co, dobre pytanie.

DS: Czyli rozumiem, że to jest tak, że urlop na zasadzie takiej, że nie bierzesz laptopa, nie bierzesz komórki, odłączasz się całkowicie od świata.

TB: No to jest urlop, podobno.

DS: Okej. No są ludzie, którzy, wiesz, nie wyobrażają sobie takiego odcięcia i chciałbym tutaj też wyklarować.

TB: No jeszcze do tej literatury muszę się zastanowić chwileczkę i ja podam oczywiście. Bardzo dobre są, bo też trochę zboczyliśmy, bardzo dobra książka jest profesora Nencki Edwarda "Trening kreatywności". On jest stricte do ćwiczenia umiejętności. "Twórcze rozwiązywanie problemów dla menagerów" Tony'ego Proctora. To jest stricte znowu metodyczna książka, gdzie masz technika z technika. I jeszcze pewnie parę, paręnaście bym znalazł. Edward de Bono ma doskonałe metody kreatywne i wszystkie jego książki. Aczkolwiek wyszedłbym z takiego założenia, jak Ty mówisz też, rób to, co działa i to powielaj. Bo trzeba tą swoją rozwijać kreatywność, odkryć ją i bardziej niż wpajać jakieś metody, to korzystać z tej swojej takiej naturalnej kreatywności. Chyba, że chcesz się nauczyć metod, to nie ma najmniejszego problemu, weź jedną, rozwiąż dziesiąt, set problemów i będziesz ją potrafił.

DS: Mamy rzeczy, które wzmagają, znaczy wpływają korzystnie na kreatywność, a czy jest coś takiego, co zabija kreatywność?

TB: Tak. Jedno zdanie, słowo…

DS: Nie da się.

TB: To raz, fakt. Jest jeszcze jedno mocniejsze. Bo nie da się, to jest bardziej na zasadzie, że a, nie chce mi się i tak dalej. Jest jedno stwierdzenie gorsze, które powoduje, że przestajesz szukać. Bo jak się nie da, no tam jeszcze szukasz jakichś sposobów. Jest jedno gorsze - "Ale ja to wiem".

DS: No musisz rozwinąć.

TB: Bo przestajesz szukać. Słuchaj, jak, nie wiem…

DS: Zwiększyć zasięg…

TB: Podcastu. Nie, ja już wszystko próbowałem, ja już to wiem. No to już nie ma dalszych alternatyw. Ja już to wiem. Ważniejsze jest kwestionowanie tego, co wiesz. Bo nie jesteś jedynym człowiekiem na świecie, jest, nie wiem, czy 8, czy 9 miliardów już, ale jest dużo więcej ludzi, którzy mieli te problemy, inne problemy i twoja racja, która kończy się pod tytułem "Ja już to wiem", no to jest koniec twoich poszukiwań.

DS: Czyli taki brak otwartości.

TB: Tak. I pamiętaj, że jak sobie powiesz: dobra, ale ja już to wiem, to to jest stop dla kreatywności twojej. Nie? Bo już więcej nie szukasz, [01:28:21].

DS: Czyli powinna się zapalić czerwona lampka w momencie, kiedy sami sobie coś takiego mówimy.

TB: Tak.

DS: Albo ktoś nam to mówi, że coś wie.

TB: Ale ja już to wiem, nie. Ale to tak powinno być. Bo to tak działa.

DS: No już próbowałem.

TB: Ja już próbowałem. Kiedyś miałem taki [01:28:30] żeby wykombinować lokalizator rowerowy dla człowieka, który zajmuje się tą branżą już dosyć długo z Wrocławia. No i ja mówię: słuchajcie, macie jakiegoś eksperta od tej dziedziny? - Mamy - To dajcie jednego, bo jeden taki jest potrzebny. Nie za dużo, bo was zagadają. Wzięli jednego i gościu przyszedł, i mówi: ale ja wiem, to musi być tak i tak. A ja w końcu… To była jedyna sesja, na której wywaliłem kogoś z sesji i powiedziałem, mówię: no to, ale jak to wiesz, to czemu tego nie robisz? No bo to nie jest takie proste, tutaj ten… Ja mówię: o, i teraz zobacz, nawet lepsze jest powiedzenie, że to nie jest takie proste i tu się nie da, bo szukasz sposobów, a jak mówisz, że ja już to wiem, to jest odcięcie totalne.

DS: Tak, odcinasz rozwiązania.

TB: Więc uważaj, jak sobie w głowie mówisz, ja też tak często mam, że kogoś słucham, mówię, ale ja już to przecież wiem, ja już przerabiałem. Nie, no słuchaj go dalej. I patrz, oczywiście na końcu ty masz wybór i możesz powiedzieć nie, dobra, nie myślę kreatywnie, bo już starczy, przechodzimy do realizacji. Wiem jak to zrobić, przechodzimy, to wtedy jest okej. Ale jak szukasz pomysłu i pojawi ci się w głowie myśl ja już wiem, to ona cię mocno zastopuje. I co jeszcze zabija kreatywność, co też taką ciekawą metaforę zawsze osobom zarządzającym pokazujemy, mówię: słuchajcie, wyobraźcie sobie, że tu jest taki wielki baniak do robienia wina. Kojarzysz? Mała tam…

DS: Gąsior.

TB: Gąsior, właśnie, dokładnie. Mała szyjka, duża butla. I teraz wyobraźcie sobie, że tam rzuciliście takie świeczki do podgrzewaczy, jak są na przykład w Ikei takie.

DS: [01:30:07] lighty?

TB: Tak. I nawrzucaliście tam tego dużo, i to sobie tam się świeci, tak. I teraz lekko przytkacie tego gąsiora. I one zaczynają gasnąć. Nie? Jak zdążysz otworzyć zanim zgasną, no to rozpłoną jeszcze. Ale jak już raz zgasną, no to weź je teraz zapal z góry przez tego gąsiora. No świeczki są do wyrzucenia. I tak samo jest z pracownikami, że jeżeli ty w nich raz, drugi, trzeci przydusisz ich inicjatywę do usprawniania, już nie będę mówił o kreatywności, tylko taką prostą rzecz, jak wykombinują wdrożenia, a ty powiesz: ty, ale to jest głupie, nie róbmy tego, jeden, trzeci, drugi raz…

DS: Albo nawet nie… po prostu nie pochwalisz, nie, rozwiązań.

TB: Albo nie pochwalisz, to oni już kolejny raz tego nie zrobią, bo po co, jak, wiesz, ani nie chcą tego zrobić, ani pochwały, a pieniędzy za to nie mam więcej, to po co ja się mam wysilać. I oni mówią: ale tak to nie jest. Ja mówię: jest. Jak mówisz, że twoja firma jest nieinnowacyjna, to ty jesteś, że palce wtykasz.

DS: Przestrzegasz ludzi, którzy mają do czynienia z zarządzaniem, że jeżeli niedocenione będzie wprowadzanie usprawnień na jakimkolwiek tak naprawdę stopniu, no to to po prostu umrze.

TB: Świeczki zgasną.

DS: Świeczki zgasną.

TB: No i trzeba nowe zrobić, bo one już nie zapłoną. I to jest ten problem. Więc ja często pracuję z ludźmi, którzy… zarząd wykombinował, dobra, żeby nasi pracownicy byli bardziej kreatywni. Mówię: no co jest nie tak, że oni są niekreatywni? No bo nie wymyślają.

DS: Czyli masz takie założenie, że ludzie są kreatywni sami z siebie?

TB: Tak. To jest… Nie wszyscy, bo są różne osobowości naprawdę, ale to jest założenie prawidłowe dla zarządzających, bo oni wtedy… Ludzie przeważnie przestają być kreatywni w firmie, bo ktoś im powiedział, że nie ma sensu. Tak?

DS: No zgadzam się, bo…

TB: I było wtedy tak z tym [01:32:05] żeby nasi ludzie byli bardziej kreatywni, nawet wymyśliliśmy taki program, że można zgłosić usprawnienia mailowo. Mówię: to fajne. Idę do gościa, który ma tego maila, mówię: ile tych usprawnień wpadło? On mówi: całe jedno. Ja mówię: no i jakie to było? - Ło, nie pamiętam, chyba nawet nie odpisałem. Więc co ta osoba, która włożyła swój czas, [01:32:23] zaangażowanie nawet nie dostała odpowiedzi.

DS: Ja uwielbiam takie historie, bo też słyszałem o takiej z zeszytem do usprawnień. Że, no właśnie, musimy coś wymyśleć takiego, żeby ludzie byli bardziej kreatywni, wiecie, wrócić do tych pomysłów, które były. Myślę sobie: do tych, które były i ich nie zrealizowaliście i teraz wymagacie żeby ktoś je powielił?

TB: Ja też robię takie projekty stricte już mające na celu rozwiązanie i wdrożenie konkretnych rzeczy, to umawiam się z osobami decyzyjnymi tak, mówię: słuchajcie, jak oni wykombinują 5 pomysłów i wy żadnego z tych pomysłów nie wdrożycie, to ci ludzie wam już nic nigdy w życiu nie wymyślą. I umówmy się wprost, czy zezwolicie, nawet, jeżeli ja zadbam o to, żeby to były dobre pomysły, dlatego też zbieram [01:33:10] i tak dalej, że to muszą trafić w osobę decyzyjną w jej wymagania. I mówię, jeżeli te pomysły spełnią twoje oczekiwania, które my teraz tu definiujemy, to czy ty pozwolisz na realizację, chociaż jednego, chociaż by mu miało się finalnie nie udać. Jeżeli odpowiada tak, to to robimy, jeżeli odpowiada nie, no to wtedy mówię: słuchaj, no to to będą tylko warsztaty, ale nie możemy ludziom powiedzieć, że jest szansa na wdrożenie. Ale to nie ma sensu, bo oni ci już nie będą nic wymieniać. Tylko jakby uświadamiam ich. A czasami mówię po prostu, no to nie, to nie ma sensu, ja tu jestem niepotrzebny. Żeby uświadomić też, żeby pokazać, tak, żeby dać trochę tą rękawicą w papę, żeby się ogarnął. Czasami dużo na tym tracę, ale tak to działa. Więc ludzie muszą realizować te swoje rzeczy i facylitatorów…

DS: Czyli znowu wracamy do tego, że działanie i wdrażanie tych pomysłów, o których mówisz…

TB: To jest największa zabawa. Będzie część ludzi, która lubi wymyślać, część, która wdrażać, ale generalnie rzeczy muszą się dziać. Dlatego masz facylitatorów w firmach, dlatego masz [01:34:10] coachów i tak dalej, i tak dalej, bo ktoś musi czuwać nad tym całym procesem. Nie wtykać rąk, tylko czasami dolać oliwki, czasami ująć. Więc przełożeni to jest główna przyczyna, dlaczego ludzie jakby tracą ochotę do kreatywności.

DS: Dobra, a jeżeli ktoś miałby dać jedną radę, co dana osoba może robić każdego dnia, tak jedną jedyną rzecz, żeby stać się super kreatywny.

TB: Czyli wujek dobra rada.

DS: Tak.

TB: Dobrze. Znaczy ja nie lubię udzielać rad, bo…

DS: Albo nawet lepiej, co dzisiaj już może zacząć robić.

TB: Tak. Nie lubię udzielać rad z jednej przyczyny, że każdy ma trochę inne usposobienie i powinien spróbować wielu różnych sposobów, żeby znaleźć swoje.

DS: To też jest rada.

TB: To też jest rada. Ale mnie wyczekał. Dobrze. Wiesz co, na Akademii Kreatywności swojego czasu w takim fajnym programie NGO, który robiliśmy na samym początku było takie ćwiczenie: buduj swoje nawyki w inny sposób. To jest takie bardzo osobiste doznanie, bo na przykład zacznij sobie uświadamiać, że jesteś maszyną, że działasz odruchowo. I tak samo jest z myśleniem. Jeżeli ktoś ci mówi: weź coś wymyśl, to ty działasz odruchowo i wyciągasz pomysły, które już znasz w pierwszej kolejności. I tak to działa. Robię takie ćwiczenia też dosyć mocne, ale to nie będę opowiadał, niech ktoś sobie przeżyje. I chodziło o to, że ważniejsze jest to, żeby te nawyki zacząć sobie uświadamiać i manualnie je zmieniać. Czyli bardzo prosta sprawa, mówiliśmy tak, i to robiliśmy, którą ręką myjesz zęby rano? Prawą. No to umyj co drugi dzień lewą.

DS: Już wspominałem o tym, że to u mnie się bardzo źle skończyło.

TB: U mnie też. Druga rzecz, droga do pracy. Nawet nie musisz chodzić inną drogą, tylko na przykład przejdź kawałek tyłem. To jest świetne doświadczenie, to jest doskonałe doświadczenie. Bo nagle widzisz inne rzeczy. I skoreluj te doświadczenia potem z twoim rozwiązywaniem problemów. Bo innego coś zobaczyłeś, jak po prostu zmieniłeś swój nawyk myślenia. I teraz to są wskazówki, które są takie bardziej ogólne i one nadają tak zwanego quickwin, czyli od razu efektu, bo nad nawykami trzeba pracować. Ale na przykład zrób sobie przy kolejnym case'ie, który masz do rozwiązania, wydrukuj Fenix Checklist, tak, wydrukuj metodę Sześciu uczciwych sprzedawców i zanim zaczniesz rozwiązywać przejdź te pytania. To ci zajmie 5 minut. I zrób to. I to jest jedna malutka prosta rzecz. 5 minut przejdź Fenix Checklist i zobacz, jakie będą inne efekty.

DS: A rezultaty są od razu.

TB: A tu będą rezultaty od razu. Bo trochę się będziesz musiał nachodzić tyłem, żeby nawyk zmienić, a tu masz rezultaty od razu, masz quickwin, nie. Więc dwie rzeczy, dla siebie osobiście zadaj sobie pytanie, jak mogę to zrobić inaczej? Którą ręką rano drapiesz się, jak wstajesz po głowie? Tak? Podrap się drugą, panuj nad swoimi nawykami. To jest bardzo fajne. I też polecam taki film "Siła spokoju i trenowanie uważności". To jest też bardzo fajne.

DS: Okej.

TB: A technicznie jutro wydrukuj Fenix Checklist albo napisz do mnie, albo umieścimy ją w ogóle pod podcastem.

DS: Ona będzie, no, zrobimy ją.

TB: Wydrukuj do jasnej cholery i przejdź zanim zaczniesz rozwiązywać case'a, trudnego, złożonego, tak.

DS: Okej. Dobra.

TB: Jak ma być jedna prosta metoda.

DS: Czym dla Ciebie jest charyzma?

TB: Trudnym słowem ortograficznym, bo jest przez ch. A tak naprawdę, czym dla mnie jest charyzma? To jest styl, który ktoś ma albo który sobie wypracował, który jest unikalny, który wpływa na innych ludzi i powiem szczerze, budzi szacunek albo podziw. Tak mi się wydaje, ale nie jestem ekspertem, więc…

DS: Nie, pytam po prostu wszystkich gości.

TB: A, okej.

DS: Co oni o tym sądzą, wiesz. Bo mam wrażenie, że charyzma jest definiowana przez każdą osobę w odrobinę inny sposób. Najczęściej pojawia się to właśnie wywieranie wpływu albo takie jakieś postawienie na piedestale, ale zazwyczaj ciężko jest wysnuć jeden element wspólny.

TB: Ciekawe. Chętnie bym się dowiedział, czym jest charyzma.

DS: No to słuchaj podcastu. Dobra. A powiedz mi, gdzie Cię mogą ludzie znaleźć, jeżeli ktoś chciałby się z Toba skontaktować?

TB: Wiesz co, zapraszam na BrainWorx.pl.

DS: [01:38:51] spokojnie.

TB: Tak, tylko ja się po trzech latach działalności skapnąłem, że mam bardzo trudną nazwę. Na Facebooku BrainWorx Innovation Consulting - tam najwięcej rzeczy wrzucam. I też zapraszam na Think tank online.

DS: Dobra. No to co, to dziękuję bardzo za ten wywiad.

TB: Dziękuję również. To co, śmieci wyrzucić idziemy?

DS: Idziemy. Zanim się pożegnamy, to zapraszam Was serdecznie do dzielenia się wszelkimi opiniami na temat podcastu w komentarzach. Co Wam się podoba, co warto zmienić, kogo chcielibyście posłuchać i jakie tematy jeszcze by Was interesowały. Jestem bardzo otwarty na wszelkie sugestie, zwłaszcza, że podcast jest robiony dla Was, więc chciałbym żeby był idealnie do Was dopasowany. Dzięki wielkie za poświęcony czas. Śledźcie mnie również na Facebooku i Instagramie. No i co, i do usłyszenia w następnym odcinku, w którym poliglota Bartek Czekała opowie o tym, jak uczyć się języków obcych będąc "miękka buła". Do usłyszenia. Cześć.