PCh 002: Występowanie publiczne tak dobre jak na TEDx. Wywiad z Michałem Kasprzykiem

Z KIM I O CZYM JEST PODCAST

 
Charyzma to rozwój, a ten podcast to podważanie powszechnego przekonania, że z charyzmą trzeba się urodzić i droga do tego jak się jej nauczyć.
 
Gościem drugiego odcinka jest Michał Kasprzyk, który opowie o występowaniu publicznym. Z tego odcinka dowiesz się w jaki sposób przygotować się do wystąpienia, jakie są najczęściej popełniane błędy, jak sobie radzić ze stresem w trakcie prezentacji (i dlaczego alkohol nie jest najlepszym rozwiązaniem 😀 ) oraz co zrobić, żeby wystąpić na TEDx.
 
Michał to ekspert w dziedzinie występowania publicznego - występuje sam i uczy tego innych. Jest przedsiębiorcą, założycielem i właścicielem biura mówców Spice, który jest ciekawym pomysłem wynajmowania mówców na różne wydarzenia. Jako pierwszy sprowadził do Wrocławia i rozkręcił wydarzenia typu TEDx.

NOTATKI Z NASZEJ ROZMOWY

  • Blog Michała oraz jego strona

  • Rozgrzewka głosu, którą robiliśmy przed wywiadem

  • Wpływ mowy ciała na hormony. TEDx

  • 13-latek, który stworzył sprawnie działający system odstraszający lwy. TEDx

  • O TEDx Wrocław w Capitolu

  • O wytwarzania ogniw słonecznych na bazie perowskitów.

  • Książka "TED Talks. Oficjalny poradnik TED"

  • Książka "Resonate", "Iluminate"

  • Garr Reynolds i jego strona (wersja EN)

Transkrypcja

Dawid Straszak (DS): Cześć. Ja nazywam się Dawid Straszak i mam przyjemność gościć Was w kolejnym odcinku podcastu "Charyzmatyczny", który powstaje po to, żeby udowodnić, iż charyzmy można się nauczyć, ponieważ mitem jest to, że trzeba się z nią urodzić. A dzisiaj pomoże mi w tym Michał Kasprzyk, którzy opowie o występowaniu publicznym. Dowiecie się z tego odcinka, w jaki sposób przygotować się do wystąpienia, jakie są najczęściej popełniane błędy, jak sobie radzić ze stresem w trakcie wystąpienia i dlaczego alkohol nie jest najlepszym rozwiązaniem w tym przypadku oraz co zrobić żeby wystąpić na TEDx-ie. Michał profesjonalnie zajmuje się wystąpieniami publicznymi. Wchodzi na scenę sam i szkoli innych do tej roli. Jest właścicielem wrocławskiego biura mówców "Spice", na którym możecie wynająć wykwalifikowanych mówców na różnego rodzaju wydarzenia. Michał, jako pierwszy sprowadził do Wrocławia i rozkręcił wydarzenia typu TEDx. Ale bez niepotrzebnych wstępów zapraszam do tego żebyście wysłuchali, czym Michał się ze mną podzielił. Miłego podcastu.

Cześć Michał. Witam serdecznie w podcaście.

Michał Kasprzyk (MK): Cześć Dawid, cześć.

DS: Zawodowo zajmujesz się wystąpieniami publicznymi, zarówno Ty występujesz, jak i przygotowujesz ludzi do tej roli.

MK: Zgadza się.

DS: I właśnie o tym chciałem z Tobą porozmawiać, żebyś uchylił rąbka tajemnicy tego, przed czym wszyscy czują obawę, ludzie bardzo często tego się boją, więc może zacznijmy od pytania, które zazwyczaj pada na początku, czyli: Czym w ogóle występowanie publiczne jest dla Ciebie?

MK: Występowanie publiczne jest właściwie wszystkim, prawie że. Dlatego, że ja uważam, że umiejętności prezentacyjnych używamy w każdej sytuacji życia. No może, jeżeli jesteś sam w pomieszczeniu, nie masz lustra, nie nagrywasz się, to może wtedy nie używasz umiejętności prezentacyjnych, ale kiedy masz jakąkolwiek publiczność i możesz to być ty sam, to wtedy najprawdopodobniej tych umiejętności używasz, więc występujesz publicznie.

DS: Czyli w momencie, kiedy jestem na piwku ze znajomymi to też występuję publicznie?

MK: Jak najbardziej.

DS: No właśnie fajnie, że na to zwróciłeś uwagę, bo bardzo często spotykam się z tym, że ludzie kojarzą występowanie publiczne tylko i wyłącznie ze sceną, z mikrofonem, z prezentacją, a to jakby mówisz, że wygląda to zupełnie inaczej.

MK: No ja też bardzo często się spotykam z takim podejściem, no ale, no myślę, że tych umiejętności używamy dużo szerzej.

DS: No dobra, no to w takim razie, w jaki sposób się tego uczyć? W jaki sposób uczyć się występowania publicznego? I czy jakoś kategoryzujesz to wszystko, skoro to jest takie szerokie pojęcie?

MK: Wiesz co, no sposobów jest bardzo dużo i jest też dużo różnych umiejętności, które się składają na te umiejętności prezentacyjne. Bo to nie jest tylko to, jak mówimy na scenie, jak się poruszamy na scenie, czy jakiego głosu używamy, tylko może się na to składać bardzo dużo rzeczy, no już sama charyzma też jest elementem, który jak najbardziej nam pomaga. No a tych umiejętności możemy się uczyć naprawdę w przeróżnych sytuacjach, bo to może być szkolenie, mogą być konsultacje bezpośrednio z trenerem, ale równie dobrze może być po prostu spotkanie w firmie, w trakcie którego będziemy występować i po prostu praktyka jest najlepsza.

DS: A możesz uchylić rąbka tajemnicy, w jaki sposób Ty przygotowujesz ludzi do wystąpień? Jakiego programu używasz?

MK: Wiesz co, to zależy od osoby, bo mi zależy też zawsze na tym żeby ta osoba była sobą przed innymi, żeby to nie było tak, że wyuczy się jakichś technik i będzie później je stosować, tylko że po prostu będzie sobą, będzie wykorzystywać swoje umiejętności, będzie te umiejętności oczywiście szlifować, ale nie zatraci w tym siebie. Więc proces, który ja stosuję jest dostosowany po prostu do danej osoby i do tego, na jakim poziomie akurat teraz ta osoba jest, i czego konkretnie potrzebuje.

DS: No to wyobraźmy sobie, że przychodzi do Ciebie ktoś, kto totalnie nie ma doświadczenia w występowaniu publicznym, pomijając to, że robi to jakby cały czas nie zdając sobie z tego sprawy. Znaczy mam na myśli, że nie ma doświadczenia w takich wystąpieniach formalnych. Załóżmy, że to jest prezentacja w firmie, zaprezentowanie 15-minutowe swojego pomysłu. I w jaki sposób zaczynasz pracę z taką osobą?

MK: Dobrze jest, jeżeli ta osoba ma jakieś nagranie siebie, żebym mógł zobaczyć. Dlatego, że…

DS: W sensie siebie na video na jak występuje?

MK: Tak. To jest wtedy bardzo dobre. Dlatego, że teoretycznie moglibyśmy stworzyć sztuczną sytuację, w trakcie której ta osoba pokazuje mi co potrafi, natomiast najczęściej to będzie wtedy niekomfortowe i sztuczne, więc ciężko jest wyciągnąć te prawdziwe umiejętności, czy prawdziwy poziom danej osoby. Więc video jest idealne. Natomiast, jeżeli tego video nie ma, to po prostu rozmawiamy o tym, czego ta osoba potrzebuje, z czym czuje się komfortowo, z czym nie, z czym wie, że czuje się komfortowo, a z czym nie wie. Bo to też często jest kwestia tego, że dana osoba nie wie, czego tak właściwie jej trzeba i jakie umiejętności powinna podszlifować.

DS: Masz jakieś konkretne przykłady na myśli, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, czego im brakuje?

MK: Wiesz co, są osoby, które mi się wydaje, że przemówienia to przede wszystkim język ciała i ton głosu, natomiast najważniejsze jednak na scenie jest to, co mówimy. Owszem nie jest bez znaczenia też głos i język ciała, one są bardzo ważne, natomiast, jeżeli będziemy mówić bzdury, no to nawet przy genialnym języku ciała i genialnym tonie głosu ludzie później wyjdą i stwierdzą, że, no dobra, świetnie opowiadał, ale właściwie o czym on mówił?

DS: Czyli klasyka: Jak było? Super, super. A o czym to było?

MK: No właśnie. No to jest dokładnie to. Dlatego treść jest najważniejsza, natomiast trzeba też się szkolić, jeśli chodzi o język ciała i ton głosu.

DS: No właśnie, ale samo przekazywanie treści to też nie jest prosta sprawa. Czyli jak to robić żeby do ludzi to docierało, żeby zostało na dłużej, a nie tak, że wychodzę z prezentacji i konferencji, i myślę: okej, było super, fajny show, ale w momencie, kiedy ktoś mnie zapyta: czego się nauczyłem, to nie jestem w stanie tak naprawdę udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

MK: Dokładnie, zdarza się tak. Więc żeby temu zapobiec, że publiczność nie będzie wiedziała o co chodzi trzeba przede wszystkim się dowiedzieć, kim ta publiczność jest i zadbać o to żeby to, co mówimy było do nich dostosowane. To jest bardzo ważne, o ile nie najważniejsze. Dlatego, że nie występujemy na scenie dla siebie, nie występujemy żeby połechtać swojego ego, chociaż może niektórzy mają taki cel…

DS: No właśnie.

MK: … ale występujemy przede wszystkim po to, żeby przekazać coś ludziom, którzy nas słuchają. To dla nich to robimy, więc na nich trzeba się skupić i w związku z tym trzeba się dowiedzieć po prostu kim oni są.

DS: W jaki sposób ludzie najczęściej się dowiadują? Bo wiesz, czasami nie mamy możliwości wcześniej dowiedzieć się, przed kim występujemy. Bo zakładam, że w momencie, kiedy jest to przypuśćmy konferencja, no to ma jakiś temat przewodni, więc wiemy, że to będą na przykład marketingowcy albo biolodzy, a co w momencie, kiedy mamy małe pojęcie o tym, kto się może pojawić?

MK: No to już trochę trudniej oczywiście, ale nie jest to sytuacja beznadziejna, tak że na pewno można się do niej też przygotować. Warto się przygotować merytorycznie i w zależności od tego, jak publiczność reaguje odpowiednio kierować przemówieniem. To mogą być nawet drobne rzeczy, bo to kwestia tego żeby jakieś drobne informacje dodawać tam, gdzie warto. Jeżeli publiczność gdzieś bije brawo, to warto powielać rodzaj informacji, które podajemy. Albo, jeżeli gdzieś widać, że publiczność na przykład powiedzieliśmy jakiś żart, publiczność absolutnie się nie śmieje, no to może lepiej pominąć kolejne żarty, albo spróbować innego rodzaju żartów. Tak że adaptować się do reakcji publiczność też jak najbardziej można i trzeba nawet. Nawet, jeżeli publiczność znamy, to warto się do nich adoptować.

DS: No dobra, a w sytuacji, kiedy zdajemy sobie sprawę, przed kim będziemy występować i znamy tą publiczność, to skąd wiedzieć, w jaki sposób dopasować język, czy treść prezentacji do danego rodzaju publiczności?

MK: Inaczej będziemy mówić do na przykład informatyków, a inaczej będziemy mówić do dzieci w podstawówce. Jesteśmy mniej więcej w stanie ocenić, na jakim poziomie wiedzy oni są. Jeżeli są to informatycy faktycznie, to możemy używać na przykład skomplikowanych pojęć, które wiadomo, że oni zrozumieją. Może też nie wszystkie, jeżeli są to naprawdę takie super specjalistyczne, to może też warto je wyjaśnić, bo informatycy też są na różnym poziomie zaawansowania oczywiście. Ale tych samych pojęć najpewniej nie użyjemy występując w szkole podstawowej, albo nawet występując przed dorosłymi, ale z zupełnie innej grupy.

DS: Dobra. Ale wróćmy jeszcze do kwestii przed prezentacją, jakby już na samym początku. Bo parę razy na Twoim blogu pojawiła się informacja o tym, że ludzie boją się bardziej występowania publicznego niż śmierci.

MK: No zgadza się, aczkolwiek muszę się przyznać, że te dane już nie są prawdziwe, dlatego że one…

DS: Znaczy już przeszło im?

MK: Tak. One były bazowane na badaniach, które były prowadzone kiedyś. Do 2016 roku to się zgadzało. Natomiast Uniwersytet Czapmana, który co roku robi takie właśnie badanie tego, czego ludzie się boją w 2017, jak zrobili badanie wyszło, że już ta statystyka się trochę odwróciła. Tam różnica była naprawdę niewielka, bo chyba 0,03% między… w sensie ludzie bardziej się bali śmierci niż przemówień. Natomiast, no trochę się to już odwróciło. Tylko, że to badanie też jest prowadzone tylko na Amerykanach, więc myślę, że w Polsce może być też trochę inaczej.

DS: Ale skąd ten strach? Bo ja jakby z własnego doświadczenia jestem w stanie stwierdzić, jak często ludzie reagują obawą przed tym, że mają występować publicznie. Więc w momencie, kiedy nie są do tego w jakikolwiek sposób zmuszeni, no to po prostu tego nie robią. I teraz pytanie, czy Ty doszedłeś do tego, skąd to w ogóle się bierze, ta obawa przed wystąpieniem publicznym?

MK: Bardzo dużo ludzi boi się oceny innych ludzi - to jest chyba główny taki czynnik. Natomiast, no najczęściej jest tak, że my sami jesteśmy największymi krytykami nas samych, więc ta obawa nie do końca jest racjonalna. Owszem, jeżeli pójdzie nam tragicznie, to pewnie ludzie będą sobie myśleć różne rzeczy, typu: "Ale on przynudza", ale, no raczej nie będzie tak, że ludzie będą nas wytykać palcami. No chyba, że, nie wiem, już ktoś się wywali na scenie, zrobi trzy salda spadając z niej i jeszcze w dodatku rozedrze sobie spodnie, no to może wtedy, ale umówmy się, takie rzeczy się nie zdarzają, albo zdarzają się ekstremalnie rzadko.

DS: No ale to już wtedy najgorsze za nim.

MK: No, to prawda. Więc wystarczy się podnieść, otrzepać i heja, ruszyć z materiałem.

DS: Nic gorszego się nie stanie już.

MK: No właśnie.

DS: No dobra, a jak byś ośmielił ludzi do tego żeby przezwyciężyć ten strach przed oceną?

MK: Wiesz co, jest mnóstwo różnych technik, które można stosować żeby pozbyć się tego lęku albo go okiełznać. Bo też dużo ludzi pyta mnie: Jak się pozbyć stresu przed przemawianiem? I to ja myślę, że nie do końca chodzi o to żeby tego stresu się pozbyć, tylko żeby być z nim okej. Bo ja mając już doświadczenie, jak wychodzę na scenę to nie jest tak, że ja się nie stresuję. Czy może inaczej, może nie jest tak, że nie mam objawów tych stresowych. Czyli wychodzę na scenę i mam przyspieszone bicie serca, ścisk w żołądku, czasami trochę zaschnięte gardło, pocące dłonie, czasami jakieś lekkie drgawki takie. Wiesz, to się zdarza u niektórych osób. Ale ja zupełnie inaczej na to patrzę. Dlatego, że te symptomy, które mamy wychodząc na scenę, one są bardzo podobne albo nawet takie same w momencie, kiedy się ekscytujemy. Więc ja mogę się albo stresować, czyli wywoływać negatywne odczucie, albo ekscytować, czyli podejść do tego pozytywnie. Zestaw symptomów mam ten sam. I większość ludzi decyduje się jednak na tą negatywną ścieżkę, czyli na stres. A jednak można się ekscytować. I to nie jest też takie proste, bo to nie będzie tak, że przy następnej okazji ktoś wyjdzie na scenę i o, ekscytuję się, ale super w ogóle przemówienie, rewelacja.

DS: Zamieniam strach na ekscytację i teraz będzie ekstra.

MK: No, dokładnie. Nie, tak na pewno nie będzie, no. Przy kolejnej okazji ktoś może pomyśli, że a, coś ten koleś w podcaście gadał, że można się ekscytować, ale bzdura, no ale spróbuję. No i nie wyjdzie. Za drugim razem - no może się trochę bardziej przyłożę. I też nie wyjdzie. Ale tak za trzecim, czwartym, piątym razem, jak się już do tego odpowiednio podejdzie, bo to jest też kwestia właśnie podejścia, to już będzie lepiej, zdecydowanie lepiej. Więc tego też trzeba się nauczyć, tego odpowiedniego podejścia do wystąpień. No ale technik jest naprawdę całe mnóstwo, bo są takie, które działają psychologicznie, tak jak na przykład właśnie ta, o której przed chwilą rozmawialiśmy. Są takie, które są związane z przygotowaniem przed przemówieniem i są takie, które są związane z, jakby to nazwać, postawą, czy z fizyką, można by powiedzieć. Bo postawa, którą przyjmujemy czy na scenie, czy przed wejściem na scenę też będzie miała znaczenia. I na przykład Amy Cudddy, która jest profesorem na Uwierzycie Harwarda zrobiła takie badanie, w którym udowodniła, że, jeżeli osoba przed wejściem na scenę przez dwie minuty postoi w pozie Supermana, czy też Wonder Woman, czyli wyprostowana z rękami na biodrach, to to pomoże i wzmocni pewność siebie tej osoby. I rzeczywiście na mnie to działa. Natomiast ktoś inny zrobił to samo badanie i tej osobie wyszło, że to jest bujda. Więc teraz mamy naukowców, którzy się ze sobą będą kłócić, czy to działa, czy nie działa. Natomiast ja z mojego doświadczenia wiem, że to jest skuteczne, na mnie przynajmniej działa. Może to jest też kwestia mojego podejścia. I ja faktycznie przed wyjściem na scenę albo siedzę wyprostowany i w ten sposób staram się być pewny siebie, albo stoję w odpowiedniej pozie. Nie warto w takiej pozie natomiast stać na samej scenie, bo można wydać się publiczności trochę aroganckim.

DS: Może być dziwnie.

MK: Tak. Z rękami na biodrach, to taka poza… no nie chcemy na ludzi takich patrzeć.

DS: No Wonder Woman.

MK: No tak, tylko Wonder Woman nam się będzie pozytywnie kojarzyć, natomiast jak tak staniesz na scenie, to ludzie popatrzą, ale ten gościu jest arogancki. Więc na samej scenie nie. Ale na samej scenie na pewno też trzeba być wyprostowanym. Wyprostowanym, wzrok może nie tyle uniesiony, ale wzrok skierowany na publiczność, ogarnąć wzrokiem ludzi, którzy siedzą na publiczności, żeby oni wiedzieli, że to do nich się mówi. No jest trochę takich rzeczy. I na pewno warto je stosować. Plus to działa trochę tak, jak u zwierząt, czyli na przykład mamy taką rybę, która się napompowuje jak widzi drapieżnika, nie, albo mamy goryle, które jak widzą swoich rywali, to stają na dwóch nogach, wypinają klaty do przodu i walą się po tych klatach pięściami. To trochę ma na celu odstraszyć drapieżniki, jakkolwiek dziwnie to brzmi, ale z drugiej strony to właśnie dodaje pewności siebie. Więc takie rzeczy związane z postawą na pewno pomagają. No i są też rzeczy związane z przygotowaniem. I myślę, że one są właściwie najważniejsze, dlatego że zdarza mi się często, że słyszę kogoś, kto mówi: No ja przygotowałem prezentację w Power Poincie, co najczęściej oznacza wrzucenie ściany tekstu na slajdy, no i ja w sumie wiem, co mam mówić, więc wyjdę po prostu na scenę i będę opowiadał o tym, co mam na slajdach. Kończy się to tak, że ktoś wychodzi na scenę, odwraca się w stronę slajdów i czyta te slajdy, więc to z przemówieniem ma niewiele wspólnego. Natomiast to przygotowanie, ono powinno być dużo bardziej kompleksowe. I trzeba się naprawdę zastanowić nad tym, kto jest publicznością, ustalić sobie cel dla tej publiczności, jaki chce się osiągnąć, określić różne zabiegi językowe, które można zastosować, zrobić brainstorming treści, wybrać odpowiednią treść, przygotować slajdy, dopiero wtedy przygotować slajdy, jak już mamy tę główną treść. Potem zrobić próby, na podstawie prób wprowadzić poprawki, zrobić kolejne próby. I dopiero tak naprawdę jest się gotowym na to, żeby wyjść na scenę i wygłosić to przemówienie. Wiadomo, że w zależności od tego, ile ktoś ma doświadczenia, jak często to robił, to może przejść przez wszystkie kroki, a może tylko przez część, natomiast dla osób początkujących raczej bym polecał przejść przez wszystkie.

DS: No to brzmi jakby przygotowanie było takim ogromnym przedsięwzięciem.

MK: No bo trochę jest. Wiesz, mówi się, że na każdą minutę przemówienia powinno się przygotowywać przez godzinę. To z jednej strony tak mówią, z drugiej strony mamy na przykład cytat, który jest przypisywany różnym osobom, ale tam powiedzmy, że Churchill to powiedział. Nie, to Woodrow Wilson to powiedział chyba - to był prezydent Stanów Zjednoczonych. Powiedział, że jak mam wygłosić przemówienie, które trwa 10 minut, to potrzebuję 3 tygodni na przygotowanie. Jak mam mówić przez pół godziny, to potrzebuję tygodnia. A jak może mówić ile mu się podoba, to może zacząć w tej chwili. I coś w tym jest, że im krótsze jest wystąpienie, tym ciężej je przygotować, bo naprawdę bardzo ciężko jest dobrać odpowiedni materiał.

DS: No ja się całkowicie zgadzam z tym, że przygotowanie do jakiegokolwiek wystąpienia to nie jest pięć minut, właśnie wrzucenie slajdów, tak, jak ludzie to postrzegają. A mam wrażenie, że to bardzo często wynika jakby z dwóch kwestii - Pierwsza jest taka, że obserwujemy na uczelniach wyższych, że prezentacje, czy wykłady wyglądają dokładnie w taki sposób, jak opisałeś, czyli jest prezentacja, ściana tekstu i wykładowca czyta. No bo z drugiej strony my potem dostajemy te slajdy i bazując na nich zdajemy egzamin, więc to jest łatwiejsze dla nas. A z drugiej strony często ludzie mówią, że do wystąpień publicznych trzeba mieć talent, no więc skoro masz talent do tego, to nie musisz się przygotowywać.

MK: To nie jest prawda. Nie trzeba mieć talentu, absolutnie, tego można się nauczyć, tak jak większości umiejętności można się nauczyć, tylko trzeba poświęcić czas i energię na to, żeby to zrobić.

DS: No właśnie. A co sądzisz o prezentacjach i wykorzystywaniu ich podczas wystąpień publicznych?

MK: Ja jestem fanem i sam zawsze wykorzystuję slajdy w swoich wystąpieniach. Natomiast nie jest to niezbędne, absolutnie.

DS: A jakiego programu używasz?

MK: Ja używam Power Pointa. I uważam, że ludzie raz, że nie potrafią używać Power Pointa, a dwa, że błędnie go oceniają. Bo Power Point jest obwiniany za całe zło w przemówieniach, tak, czyli ta wcześniej wspomniana ściana tekstu na slajdach i czytanie tych slajdów. Ludzie zrzucają winę na Power Pointa, no a to nie Power Point jest problemem, tylko to, że ludzie nie potrafią z niego korzystać. Bo to jest naprawdę potężne narzędzie i można cuda w nim robić. I ludzie są zachwyceni często slajdami zrobionymi w Power Poincie właśnie.

DS: Chciałbym jeszcze wrócić do kwestii radzenia sobie ze stresem, bo to najczęściej ludzi interesuje, czyli jak to zrobić żeby zniwelować te objawy, które wymieniłeś, czyli drżący głos, drżące ręce. Drgawki tam się pojawiły, w pewnym momencie nawet mówiłeś?

MK: No drżące ręce, no.

DS: No dobra. To jak sobie radzić z takimi oznakami? Bo w momencie, kiedy już jesteśmy świa… Ludzie najczęściej wiedzą, w jaki sposób się zachowują w tej sytuacji stresowej. A więc wiedzą, że załamują im się głos albo właśnie, że trzęsą się ręce. I teraz jak Ty byś poradził, jak sobie dawać z tym radę właśnie?

MK: Na pewno najlepsza jest praktyka. Im więcej przemawiamy, tym później jest nam łatwiej. Natomiast tak, jak mówiłem tych technik jest sporo.

DS: To może po kolei. Jeżeli ktoś ma problem z głosem, w momencie, kiedy załamuje mu się albo właśnie… nie wiem czy można powiedzieć, że głos drży, ale słychać, że to jest spowodowane strachem, albo komuś zasycha całkowicie w ustach. Czy jakieś rady dla takich ludzi?

MK: Można przed wystąpieniem zrobić rozgrzewkę głosową i zrobić kilka ćwiczeń, które ten głos rozgrzewają. To jest tak samo jak…

DS: Taką jak robiliśmy?

MK: Tak, jak robiliśmy na samym początku. Z głosem jest tak, jak z mięśniami, kiedy idziemy na przykład biegać. Nie poszedłbyś biegać maratonu, jeżeli byś najpierw nie zrobił rozgrzewki, więc robisz rozgrzewkę. I z głosem tak samo można robić rozgrzewkę, a nawet powinno się robić rozgrzewkę, jeżeli wiesz, że będziesz mówił coś więcej albo wiesz, że może być jakaś sytuacja nazwijmy to krytyczna, tak, bo zaschnie Ci szybciej w gardle, bo się stresujesz na przykład. Więc taka rozgrzewka jest wartościowa wtedy. A inna rzecz jest taka, że można po prostu mieć szklankę wody albo butelkę z wodą dostępną na scenie, co w ogóle jest bardzo fajną techniką jak zapomnimy tekstu, która pomaga. Bo jeżeli jest na scenie jakiś stolik na boku, na którym jest szklanka wody, to na tym samym stoliku może być też kartka z naszymi notatkami, na przykład z planem przemówienia. I w momencie, kiedy osoba na scenie ma totalne zaćmienie, nie wie co powiedzieć dalej, no to robi krótką przerwę teoretycznie na to żeby się napić, a w praktyce odkręca butelkę, bierze łyk, ale kątem oka zerka na kartkę, która leży na stole i zerka po prostu na swoje notatki. Potem wraca z powrotem na środek i kontynuuje swoje przemówienie. Więc bardzo fajnie można to zastosować, bo nikt nie będzie się czepiał z publiczności, że chcesz się napić wody. Ale zupełnie inaczej potraktowaliby jakbyś powiedział a, zapomniałem co miałem mówić, tylko zerknę w notatki.

MK: To też jest różnie, wiesz, bo wydaje mi się, że większość ludzi jest wyrozumiała, jeśli chodzi o wystąpienia na scenie. To też zależy od konferencji czy od rodzaju wystąpienia, bo rzeczywiście od niektórych oczekuje się tego, że nie będą zapominać, a przy innych sytuacjach to będzie zupełnie normalne. I można mieć też kartkę z notatkami przy sobie i tak długo, jak nie będziesz z tej kartki czytał, to powinno to być okej. I jeżeli nie będzie się to zdarzać non stop, tak, czyli co piąte zdanie ty musisz sobie przeczytać, bo zapominasz. Jeżeli to jest raz na całe przemówienie spoko, najprawdopodobniej ludzie i tak nie będą tego pamiętać.

DS: No dobra, a załóżmy, że trzęsą mi się ręce. Jakieś triki?

MK: Co z tym zrobić? Pompki przed wejściem na scenę. Chris Anderson, który jest szefem TED-a był kiedyś w takiej sytuacji, że zrobił na TED-zie wywiad z Edwardem Snowdenem na żywo. Oczywiście Snowden nie był na scenie, tylko był zdalnie przez tam, nie wiem, Skype czy coś. I po tym wywiadzie Chris Anderson powiedział okej, NSA, jeżeli wy chcecie dać jakąś odpowiedź, jakoś się do tego odnieść, to zapraszam. I rzeczywiście na następny dzień zapowiedział się Richard Leget, który był szefem NSA i…

DS: Możesz rozwinąć, czym jest NSA?

MK: National Security Agency, tak, dobrze? Nie wiem czy dobrze to rozwinąłem, ale to jest…

DS: Znaczy wystarczy mi, jeżeli powiesz po prostu czym się zajmują, bo nie jestem pewien czy wszyscy są zaznajomieni ze sprawą.

MK: To jest amerykańska agencja bezpieczeństwa wewnętrznego, o ile dobrze kojarzę. Więc ogólnie ludzi, którzy Snowdena ścigali, można by powiedzieć. I rzeczywiście następnego dnia Chris Anderson miał mieć wywiad w tej samej formule, też przez Skype z Richardem Legetem z NSA. I przed tym wywiadem był tak zestresowany, że myślał, że tego nie zrobi. I właśnie miał olbrzymią adrenalinę i prawdopodobnie też właśnie drżały mu ręce, mógł mu drżeć głos. I tuż przed wystąpieniem poszedł na backstage, na tył sceny i zaczął robić pompki. Pobił swój rekord. Podejrzewam, że zmienił koszulę i wrócił później na scenę i poprowadził ten wywiad bez problemu. I to może się wydawać śmieszne, że robił pompki, natomiast to działa na kilka sposobów. Pierwszy sposób jest taki, że wysiłek fizyczny pozwala rozładować adrenalinę, więc jeżeli faktycznie tej adrenaliny jest bardzo dużo i czujemy takie spięcie, czy nawet właśnie drżenie, to wysiłek fizyczny to rozładuje. Nie mówię, że od razu trzeba pobijać swój rekord w pompkach, ale trochę poćwiczyć i to powinno pomóc. Dodatkowo to działa na rozluźnienie mięśni, no bo najlepiej rozluźnia mięśnie to, jeżeli najpierw je zepniemy jak najmocniej. Więc w momencie tego wysiłku fizycznego rzeczywiście te mięśnie się spinają, a później się rozluźniają. Więc to pomaga. No i to działa też w drugą stronę. Jeżeli ktoś jest zaspany i zupełnie nie ma energii, to jak się rozrusza, krew szybciej zaczyna krążyć w organizmie i będzie bardziej pobudzony, a dzięki temu będzie miał więcej energii do tego żeby faktycznie na scenie wystąpić.

DS: Nie zawsze jest miejsce na to żeby zrobić pompki. Bo jeszcze wracając już…

MK: To pajacyki.

DS: O właśnie, nie. Czyli czy to można zastąpić jakimkolwiek ćwiczeniem fizycznym?

MK: Chodzi o wysiłek fizyczny ogólnie. Wiadomo, że jeżeli drżą ci ręce, to lepiej jak użyjesz ich też w tym ćwiczeniu, ale pompki można robić na przykład opierając się o ścianę.

DS: Okej. Super. No właśnie, jeszcze w kwestiach miejsca do przygotowania, jak wspominałeś Amy Cuddy, to ja też wykorzystuję ten sposób, czyli stanie w pozycji Wonder Woman, z tym, że najczęściej robię to we wszystkich toaletach, w których… Jakby przygotowując się do wystąpienia, no to właśnie idę do toalety, staję, wiem, że wtedy nikt mi nie przeszkadza, nie będzie mnie zaczepiał, nie pojawią się pytania: Ej, co robisz. I na mnie to działa. W moim przypadku to się super sprawdza. Ja też się wielokrotnie spotkałem z tym, że ktoś mi mówił, że siedzenie w pozycjach takich otwartych i właśnie z Amerykańską Czwórką pozwala im na to, że oni czują się śmielej w tym żeby zabierać głos na jakichś spotkaniach.

MK: No tak, bo to chodzi o to żeby zwiększyć swoją objętość. Tak, jak mówiłem o tych zwierzętach, nie. I faktycznie jak siedzisz w otwartej pozycji, możesz na przykład założyć też rękę na siedzenie obok, najlepiej, jeżeli jest wolne, to zwiększasz po prostu swoją objętość. I, no rzeczywiście pomaga to zbudować swoją pewność siebie, wzmocnić ją. A co do toalet, no to rzeczywiście dobrze jest korzystać właśnie w taki sposób z tych ćwiczeń żeby stosować je na osobności. Natomiast czasami też na konferencjach są dostępne tak zwane green roomy, czyli pomieszczenia dedykowane prelegentom tylko. I wtedy jesteś w takim pomieszczeniu tylko z innymi prelegentami i myślę, że oni albo nie zwrócą na to uwagi, bo wiedzą co ty robisz, a jeżeli cię zapytają, to w sumie chyba warto się podzielić taką informacją, jeżeli to są inni prelegenci to…

DS: To raczej będą cię naśladować.

MK: Tak, tak. Bardziej zapytają cię w kontekście tego, że wow, robisz coś, co ci chyba pomaga, więc też chciałbym wiedzieć co to jest, bo może mi też pomoże. Więc zdecydowanie wtedy w takim pomieszczeniu można to robić. Plus w takim pomieszczeniu można sobie robić próbę i powtarzać swoje przemówienie, bo to jest też bardzo mocna technika, jeśli chodzi o budowanie pewności siebie żeby znać swój materiał. I to jest tak, że warto przed przemówieniem wyeliminować jak najwięcej niewiadomych. I teraz co to znaczy? Niewiadomą jest na pewno treść twojego przemówienia. Więc jeżeli ty tylko stworzysz slajdy ze ścianą tekstu i stwierdzisz, a ja wiem, co mówić, to to nie wyjdzie za dobrze, bo ty tak naprawdę nie wiesz co mówić. Nie wiesz jak sformułować swoje myśli, które masz. Natomiast jak zbudujesz treść swojego przemówienia, możesz ją albo spisać słowo w słowo, albo po prostu zrobić kilka prób, to będzie ci łatwiej. Więc to jest jedna z niewiadomych. Drugą niewiadomą są slajdy. Jak je stworzysz, no to ograniczysz niewiadomą. I te są takie bardziej oczywiste, ale wśród tych mniej oczywistych niewiadomych to jest na przykład to, czy na scenie będzie szklanka wody. Bo nie ma nic gorszego, jak wychodzisz na scenę i nagle czujesz, że oj, chyba będzie źle. Więc warto dowiedzieć się wcześniej. Bo będziesz się mniej tym stresował. Albo rzeczy takie, jak czy Twoja prezentacja będzie puszczana ze sprzętu organizatora, czy masz mieć swojego laptopa - to też jest niewiadoma. Jak dowiesz się na ostatnią chwilę, że miałeś przynieść swój sprzęt, to będziesz się stresował. Albo, jeżeli to jest z komputera organizatora, to jakiego używają oprogramowania. Czy to jest Power Point, czy to jest coś innego. Nawet system operacyjny ma znaczenie, dlatego że na przykład, jeżeli w Power Poincie na Windowsie załączymy czcionkę w dokumencie, w sensie w prezentacji da się ją zagnieździć jakby, to na Macu to nie będzie działało. Niestety. I wtedy czcionki nam się wykrzaczą, a to też będzie stresujące, bo nagle…

DS: Zapisać w PDF-ie i koniec, no.

MK: No tak, tylko że PDF nie zawsze jest rozwiązaniem, bo czasami, tak jak na przykład… Moje prezentacje są mocno wizualne i stosuję animacje, oczywiście stosuję animacje w bardzo przemyślany sposób, ale jeżeli tych animacji nie będzie, to po prostu ta prezentacja będzie trochę uboższa. I ja wolę korzystać z Power Pointa. I w każdej sytuacji, w której mogę korzystam z Power Pointa. Natomiast, jeżeli się okazuje, że organizator używa jakiejś antycznej wersji oprogramowania, i to jeszcze na komputerze, który ledwo wyrabia z otwarciem programu, no to nie będę się wtedy ścierał i oczywiście, że skorzystam z PDF-u. Tak że sytuacje są różne. I tych niewiadomych jest dużo więcej, bo ten green room jest też pewną niewiadomą, to, czy ktoś będzie się tobą opiekował na konferencji jest niewiadomą, publiczność jest niewiadomą. I im więcej z tych niewiadomych wyeliminujesz, tym będzie ci łatwiej już w trakcie samego przemówienia. Tak że warto poświęcić czas na to żeby się tego wszystkiego dowiedzieć po prostu wcześniej. I jeżeli to jest konferencja, to po prostu trzeba wypytać organizatorów o wszystko. Jeżeli to jest przemówienie, które sam organizujesz, bo na przykład występujesz w firmie i masz spotkanie projektowe, no to albo ty dużo już z tych rzeczy wiesz, albo łatwo możesz się dowiedzieć. Tak że ta eliminacja niewiadomych może bardzo…

DS: Ułatwić nam życie.

MK: … ułatwić życie i powstrzymać ten strach.

DS: Wiesz co, ja zawsze robię tak, że dowiaduję się, a i tak ile się da biorę ze sobą. Czyli w odniesieniu do szklanki wody, zawsze mam ze sobą butelkę wody. Bo przekonałem się wielokrotnie, że mimo tego, że byłem zapewniany o tym, że wszystko będzie, to nie pojawiały się niektóre rzeczy albo - ja bardzo często właśnie korzystam z Flipchartu - są markery, ale nie piszą. I w takich sytuacjach nie ma nic gorszego niż ten stres, który ci się podnosi w sytuacji, kiedy masz pięć minut do wystąpienia, bo nawala taka drobnostka jak właśnie marker. Więc jakby nauczony doświadczeniem i też wszystkim radzę w odniesieniu do tego, co Ty powiedziałeś, przygotować się jak najbardziej i jak najwięcej też brać na siebie żeby być przygotowanym na awaryjne wyjście.

MK: Oczywiście, trzeba mieć zawsze plan B. Ja też ostatnio na konferencji byłem zapewniany, że będzie Power Point w najnowszej wersji, a okazało się, że jest chyba 2010 i to jeszcze kompletnie nie był w stanie udźwignąć mojej prezentacji. Więc, no oczywiście skorzystałem z PDF-a, no trudno. Ważniejsze jest to żeby prezentacja bezproblemowo działała, a PDF jest po prostu najbezpieczniejszą opcją niż to żeby absolutnie na pewno była moja prezentacja, bo inaczej nie wystąpię. Też nie przesadzam, powiedzmy, w taki sposób, nie. Tak że plan B jest bardzo ważny. I to też na przykład dla użytkowników Apple'a warto mieć wszystkie przełączki i te tak zwane dongle ze sobą żeby jak trzeba się podłączyć gdzieś, no to żeby mieć tę przejściówkę. Albo, jeżeli nie ma się w laptopie VGA, ja na przykład jestem użytkownikiem Windowsa, ale nie mam w laptopie złącza VGA i tylko mam HDMI, więc też muszę mieć przełączkę. Bo czasami się zdarza, że projektory, z których korzystają firmy mają tylko VGA. Tak że na to wszystko warto się przygotować. No i to jest pewien problem, pewien wysiłek, który trzeba włożyć, to są dodatkowe minuty, czy nawet godziny przygotowań. Ale to później procentuje, bo im lepsze jest wystąpienie, tym publiczność jest bardziej zadowolona, a jak publiczność jest zadowolona, no to, no wiadomo, w zależności od tego, co chcemy osiągnąć. Jeżeli chcemy wystąpić na kolejnych eventach, no to będziemy zapraszani na kolejne eventy. A jak coś pójdzie źle, to publiczność najpewniej będzie może nie tyle winić nas, ale, no my będziemy twarzą tego, co się stało. I nawet, jeżeli wina będzie leżeć po strona organizatorów, co się zdarza i ludzie wiedzą, że to jest strona organizatorów, no to mimo wszystko to było nasze wystąpienie i my będziemy kojarzeni z tym, co się, nie wiem, popsuło na przykład.

DS: Jakby wracając jeszcze do kwestii przygotowania, ja bardzo byłem zaskoczony kiedyś, kiedy zostałem poproszony o przeprowadzenie takiego szkolenia z występowania publicznego i w ogóle nie wspomniałem kwestii przygotowania się takiej najzwyczajniej, że po prostu masz tekst, masz slajdy i mówisz to do siebie do lustra. I ludzie potem w momencie, kiedy…

MK: Próbie.

DS: O właśnie, dokładnie, o próbie. I wspomniałem jakoś mimochodem o tym, w jaki sposób ja to robię. I usłyszałem taki, wiesz, szmer po prostu na sali, że ludzie byli zdziwieni jak to, jakieś próby? Przecież to trwa tylko 15 minut. I potem zacząłem jakby drążyć temat i okazuje się, że bardzo dużo ludzi właśnie podchodzi do tego w ten sposób, że próba to jest zupełnie niepotrzebna rzecz, że tak naprawdę wiesz co masz mówić, no bo to ty mówisz.

MK: No tak, bo jesteś ekspertem w tym temacie. No a prawda jest taka, że próby są bardzo wartościowe, to jest bardzo ważny element przygotowania. Bo może ci się wydawać, że wiesz jak o czymś opowiedzieć, ale jeżeli opowiadasz o tym w ten sposób pierwszy raz, to nie wiesz, jakich konkretnie słów użyjesz. I w trakcie wystąpienia zaczniesz po prostu kombinować, a jak to powiedzieć właściwie? Jak to powiedzieć żeby to było ciekawe. A wtedy już nie ma czasu na to zastanawianie się. I zaczynasz lać wodę. I to nie wychodzi wtedy dobrze.

DS: I to zawsze słychać.

MK: Tak, i to słychać wtedy. Dlatego lepiej zrobić próbę wcześniej. Ja najczęściej polecam w ogóle zrobić sobie kilka prób i za każdym razem inaczej mówić treść swojego wystąpienia. Znaczy inaczej w sensie takim żeby używać innych słów, bo sens oczywiście ma być ten sam, czy kolejność, czy historia, którą opowiadasz powinna być ta sama, natomiast słowa mogą być inne. I dajmy na to, że masz w przemówieniu użyć słowa samochód. I teraz nie zrobisz sobie tak prób, wychodzisz na scenę, masz powiedzieć słowo samochód, zapominasz, zacinasz się i jest tak, jak w podstawówce, jak się wygłaszało wiersze, gdzie zapomniałeś jednego słowa i nagle yy… yy…

DS: Ciach.

MK: Burak na twarzy, nie wiesz co zrobić, stresujesz się, wszyscy się patrzą i jest najgorzej. Więc lepiej sobie popróbować na różne sposoby. I raz w trakcie próby mówisz samochód, innym razem mówisz pojazd, trzecim razem mówisz auto. I w momencie, kiedy na scenie zapominasz słowa samochód, to po prostu mówisz auto, i nikt nic nie zauważa, nie masz żadnego problemu z tym. Więc budujesz w pewien sposób słownik swojego przemówienia. I to warto robić. Żeby nie dać się zaskoczyć sytuacjom, w których wylatują ci z głowy pojedyncze słowa. A to się zdarza, szczególnie, jeżeli się stresujesz, to faktycznie pojedyncze słowo, nieważne jak proste, może ci wylecieć z głowy. Dlatego też nie warto uczyć się przemówienia na pamięć, lepiej wiedzieć, co chce się powiedzieć, znać kolejność tych elementów, ale konkretnych słów na pamięć nie warto się uczyć, warto za każdym razem po prostu inaczej to powtarzać, chyba że jest coś kluczowego, takiego, że to na pewno muszą być te słowa, bo one mają olbrzymie znaczenie albo najlepiej będą rezonować z publicznością.

DS: Ja zazwyczaj uczę się na pamięć, tylko że u mnie to działa w drugą stronę. Bo w momencie, kiedy ja nauczę się na pamięć, to buduję tą moją pewność siebie, że ja jestem dobrze przygotowany. Oczywiście to nie jest wkuwanie czterech godzin słowo w słowo, tylko staram się jak najwięcej przyswoić i dopiero wtedy, kiedy ja jestem, wiesz, obudzony w nocy byłbym w stanie to recytować, to dopiero wtedy sobie pozwalam na to żeby móc tworzyć, jak Ty to nazwałeś, taki słownik wystąpienia. I dla mnie to jest super w momencie, kiedy… Ja też często prowadzę szkolenia, na których dużo się dzieje, jest dużo ćwiczeń, więc często jakieś elementy są zamieniane. I mi jest ogromnie łatwo wracać do tego głównego wątku, bo ja go znam na pamięć, i ja dokładnie wiem, gdzie powinniśmy być. Więc w momencie, kiedy pojawi się jakieś pytanie albo, nie wiem, ktoś wejdzie spóźniony o dwie godziny, to mnie to nie wybija, bo ja dokładnie wiem co ma być dalej. I to jest fajne, że dopiero wtedy sobie jestem w stanie pozwalać na taki rodzaj improwizacji to, o czym Ty mówiłeś, czyli sprawdzanie, które dowcipy łapią, które nie. Często też właśnie uczę się dowcipów na pamięć. I to się u mnie świetnie sprawdza.

MK: Ale widzisz, sprowadza się to do tego, że nawet mimo, że nauczyłeś się na pamięć, to nie wygłaszasz tego z pamięci tak słowo w słowo, tylko rzeczywiście pozwalasz sobie na tę dozę improwizacji.

DS: I to jest najciekawsze, że dopiero w momencie, kiedy jestem nauczony całkowicie na pamięć, to dopiero wtedy czuję jakbym, wiesz, nonszalancko opowiadał, to ja teraz wam opowiem jak to wygląda. I wtedy najczęściej pojawia się: Stary, masz dar do tego, masz talent do występowania. Robiłeś to tak, wiesz, ja… Przygotowywałeś się w ogóle? I wtedy nigdy nie wiem czy odczarowywać to, czy powiedzieć… Nie wiem.

MK: Wiesz, to się sprowadza do tego, że okej, nauczyłeś się na pamięć, ale ostatecznie trochę improwizujesz i masz właśnie ten wentyl bezpieczeństwa taki, że okej, jak zapomnę, to będę wiedział gdzie będę. Natomiast, jeżeli nauczysz się na pamięć i z pamięci będziesz próbował słowo w słowo wygłosić to przemówienie i zapomnisz tego jednego słowa, no to wtedy masz przerąbane.

DS: A jak nie, [00:45:03] podsłuchu.

MK: Więc to wszystko sprowadza się, ja myślę, do tego żeby po prostu bardzo dobrze znać swój materiał i nie konkretnie słowa znać, tylko wiedzieć, co chce się powiedzieć.

DS: No to może z innej strony, takie powszechne błędy, które Ty obserwujesz u innych mówców, których nie powinno być?

MK: Takie powszechne błędy? No to już te wspomniane slajdy ze ścianą tekstu, odwrócenie plecami, czytanie z tych slajdów. To są takie najczęściej spotykane bym powiedział. Są też takie, że bardzo często ludzie prezentują swoją firmę, opowiadają o swojej firmie, zamiast rzeczywiście opowiadać coś merytorycznego o temacie. No chyba, że to jest prezentacja firmy tak od początku zapowiadana, ale to się rzadko zdarza w tych wypadkach. Więc nie warto opowiadać o swojej firmie. Też często ludzie pomijają wstęp i zakończenie, przechodzą od razu do rozwinięcia, a wstęp ma taką ważną funkcję, że ma złapać uwagę publiczności i zachęcić ich do tego żeby w ogóle słuchać. Więc, jeżeli ktoś zaczyna od tego, że: Część, jestem Michał i zajmuję się tym i tym, i od tylu lat to robię, i coś tam, i tamto, siamto, i pracuje w firmie XYZ, która zajmuje się tym i tym, i powstała w roku 1950 i w ogóle ma bogatą tradycję. To jest nudne.

DS: Przepraszam, ja nawet odpłynąłem jak zacząłeś o tym mówić.

MK: No właśnie. To jest mega nudne. I najczęściej w ogóle powinno się to może nie tyle pominąć, ale skrócić do absolutnego minimum, a w niektórych przemówieniach też pominąć. No bo na przykład na TED-zie w ogóle się tego nie wykorzystuje, no ale umówmy się, no TED jest też dosyć specyficzną konferencją. Najczęściej, jeżeli to jest konferencja to ktoś nas będzie zapowiadał i to rolą tej osoby jest powiedzieć kim ty jesteś, z jakiej firmy, co robisz i tak dalej, i tak dalej. A najpewniej to w ogóle uczestnicy już o tobie czytali, bo dostali albo jakiś informator, albo były informacje na stronie, w social mediach i tak dalej, i tak dalej. Więc powtarzanie tych informacji jeszcze na samym początku to jest nuda. I najlepiej powiedzieć coś ciekawego na początek. Coś, co zainteresuje ludzi tematem, coś, co zachęci ich do tego żeby chcieli słuchać dalej. Albo można zbudować z publicznością więź albo przez żarty, albo przez pokazanie tego, że macie wspólne doświadczenie jakieś, wspólne punkty. Tych sposobów na to żeby zacząć jest naprawdę bardzo dużo, a lepiej nie zaczynać od razu od tematu. To zresztą też zależy od publiczności. Więc nie ma złotych zasad, są pewne wskazówki, którymi się warto kierować. No ale miałem mówić jeszcze o błędach. Więc tych błędów jeszcze trochę jest. Na przykład to, że ludzie sprzedają ze sceny, tak. No bo jedno jest to, że opowiadają o firmie, a drugie jest to, że opowiadają, że: No, i my produkujemy coś takiego, i to możecie kupić za tyle i tyle. W ogóle jakbyście chcieli kupić, to my to mamy tutaj na konferencji, więc od razu możecie kupić. No i pewnie znajdą się osoby, które kupią, owszem, ale w większości przypadków to nie będzie tak działało. Ludzie są w dzisiejszych czasach są bardzo uczuleni na sprzedaż ze sceny. Ludzie na konferencję nie chodzą po to żeby ktoś im coś sprzedawał, wciskał, nawet jeżeli to jest prezentacja partnera, która jest wprost oznaczona, jako prezentacja partnera wydarzenia czy też sponsora wydarzenia, to trzeba to trochę inaczej opakować. I moim zdaniem nie warto sprzedawać ze sceny. Oczywiście tutaj też mogą być wyjątki, jak najbardziej, jak od wszystkiego, ale nie, nie, nie, to sprzedawać ze sceny bym nie polecał. Na pewno nie, jeżeli ktoś jest na poziomie takim podstawowym, początkowym.

DS: Dobra. Coś jeszcze przychodzi Ci do głowy? Mamy nie zaczynać o sobie w taki rozwlekły sposób, nie mówić o firmie, nie sprzedawać ze sceny i nie robić slajdów ze ścianą tekstu, które są odczytywane.

MK: Zdarza się też niedopasowanie prezentacji czy przemówienia do publiczności, to też jest nagminne dosyć. I tu chodzi przede wszystkim o merytorykę, że publiczność już albo to wie, albo to zupełnie nie tyczy się tej branży, w której publiczność jest.

DS: Jesteśmy przed prezentacją i czy są jakieś rzeczy, których nie należy spożywać, w sensie pić albo jeść przed prezentacją? Znaczy wiadomo, oczywiście odnoszę się też do alkoholu, bo jak stres, to też ludzie mówią walnąć kielicha i z głowy.

MK: A to nie jest dobry sposób.

DS: No i właśnie, co polecasz jeść, pić przed prezentacjami, przed wystąpieniami, a czego absolutnie unikać?

MK: No to tak, jak mówiłeś, alkohol nie jest dobry. Alkohol nie jest dobry dlatego, że wysusza struny głosowe - to raz, a dwa - jak się przesadzi z nim, to można mieć efekt odwrócony do zamierzonego i trochę za bardzo się rozluźnić na scenie, czego raczej nikt nie chce. No ale oprócz tej oczywistości w postaci alkoholu, no to nie warto pić też czegokolwiek, co ma cukier, czegokolwiek, co ma bąbelki, czegokolwiek, co jest zimne, czegokolwiek, co jest gorące. Więc to wszystko sprowadza się do tego…

DS: Czyli wodę najlepiej.

MK: … najlepiej pić wodę w temperaturze pokojowej, i to jeszcze wodę, która jest niegazowana. To jest najlepiej. No wiadomo, że w praktyce jest różnie, bo jeżeli faktycznie ktoś przysypia, no to dobrze żeby tę kawę wypił. Tylko też wiadomo, że kawy nie wypijesz tuż przed wystąpieniem, bo ona i tak ci od razu nic nie da, więc tę kawę pijesz tam, nie wiem, godzinę, dwie wcześniej. Ale tuż przed samym wystąpieniem lepiej ograniczyć się tylko do wody. I właściwie to dzień przed też powinno się nie spożywać tych wszystkich rzeczy, czy nie pić tych wszystkich rzeczy. Jeśli chodzi o jedzenie, no to dieta lekko strawna, bo głupio będzie jak na scenie zacznie cię brzuch boleć.

DS: Albo burczeć.

MK: Albo burczeć, tak, a więc trzeba być też najedzonym, nie przejedzonym, ale najedzonym żeby uniknąć burczenia w brzuchu. Jeśli chodzi o jedzenie jeszcze, to nie warto jeść nabiału, dlatego że nabiał zawiera kazeinę i to jest takie białko, które skleja struny głoso… właściwie skleja tak, ale ośluzowuje nadmiernie struny głosowe i one wtedy też nie są idealne do użycia.

DS: Dobra. A to jeszcze o czym chciałem porozmawiać to trudna publiczność, czyli tacy, którzy wiedzą lepiej albo nie słuchają, są totalnie niezaangażowani. Czy zdarzyło Ci się takich mieć? Jak sobie wtedy radziłeś?

MK: Znaczy z trudną publicznością to jest różnie. Wiadomo, że czasami jest tak, że cała publiczność jest trudna, to wtedy jest przerąbane, ale najczęściej jest tak, że to nam się wydaje, że ta publiczność jest trudna, bo widzimy jakąś jedną osobę, która czyta coś w telefonie, jedną osobę, która ziewa, jeszcze inną, która wychodzi. I zaraz się zaczynamy zastanawiać, że Jezu, ale moje wystąpienie musi być nudne, już siedzą w telefonach, ziewają, wychodzą, no przerąbane. Ale nie myślimy o tym, że to zupełnie inna sytuacja może być. Bo ten gość, który czyta coś w telefonie może czeka na bardzo ważnego maila, osoba, która ziewa może ma małe dziecko w domu i pół nocy nie przespała, a ktoś, kto wychodzi może już totalnie nie może wytrzymać i musi iść do toalety. Więc to mogą być zupełnie inne sytuacje. A poza tym trzeba zwrócić uwagę na wszystkich pozostałych. Jeżeli to są 3 osoby ze 100, to znaczy, że 97 osób nas słucha i to na nich trzeba się skupić, a nie na tych pojedynczych, które właściwie nie wiadomo czy słuchają, czy nie, tak. Bo słyszałem o takich sytuacjach, w których… mój znajomy miał tak, że wygłaszał przemówienie i widział w jednym z pierwszych rzędów siedziała osoba, która wyglądała totalnie tak, jakby miała zaraz go zabić, albo, wiesz, no jakby nie słuchała, jakby ją to nudziło i tak… nie. A po wystąpieniu okazało się, że ta osoba do niego podeszła i powiedziała: Słuchaj, to było rewelacyjne, dziękuję ci, że to wygłosiłeś, tego potrzebowałem. Tak. Tylko akurat miała zły dzień na przykład, nie. Albo czasami się zdarzają osoby, które, no słuchają gdzieś tam jednym uchem, drugim im to wypada, ale to jest kwestia tego, że na przykład już o tym wiedzą. I to też jest jedna osoba na 100. Więc w większości przypadków ta trudna publiczność, to jest jednak publiczność, na którą my źle patrzymy.

DS: Takie jednostki ewentualnie.

MK: Tak. Źle w sensie my patrzymy na te jednostki, które nie słuchają. Gorzej, jeżeli nagle wszyscy wstają i wychodzą, no to trzeba się…

DS: Ale słyszałeś o takim przypadku?

MK: Nie, chyba nie. Chociaż zdarza się, że jednostki, czy dużo jednostek wychodzi dlatego, że przemówienie jest nudne. Mi samemu się zdarzało wychodzić z przemówień, których po prostu nie byłem w stanie słuchać, no niestety. No ale to się zdarza. No ale jeszcze wracając do tej trudnej publiczności, bo trudna publiczność raczej jest trudna w momencie, kiedy wchodzimy z nimi w interakcje. I to myślę, że przede wszystkim jak mamy sesję Q&A, czyli pytanie i odpowiedzi, i ktoś zadaje jakieś pytanie, które jest typowo takie żeby cię zagiąć, no to wtedy jakoś trzeba sobie z tym poradzić oczywiście i albo… Jeżeli się zna odpowiedź to idealnie, ale jeżeli to jest takie pytanie, gdzie i nie znasz odpowiedzi, i wiesz, że to jest pytanie na zagięcie to, no wiadomo, że są różne techniki, których można użyć. Można albo to pytanie przekierować do kogoś innego z publiczności, albo jeżeli to pytanie jest nie w temacie, to powiedzieć, że to pytanie nie dotyczyło wystąpienia, więc możemy porozmawiać w przerwie, albo wprost przyznać się do tego, że nie wiem, odpowiem… nie wiem, podaj mi maila, czy napisz do mnie na maila, to podam ci odpowiedź, a dowiem się w ciągu trzech dni, nie. Najgorszym rozwiązaniem, które można zastosować to jest lane wody i próba odpowiedzi, jeżeli tego nie wiesz.

DS: Czy książka może być oceniana po okładce w przypadku osoby występującej? Czyli co myślisz o tym, jak powinni się ubierać prezentujący?

MK: To jest temat, który jest dosyć trudny. To znaczy najlepiej, jeżeli ubiór mówcy jest jak najlepiej dopasowany do ubioru publiczności, tak, czyli jeżeli jest na tym samym poziomie, ale nie ma reguły. Dlatego, że jeżeli występujesz przed prezesami banków, a jesteś wyluzowanym gościem, który, wiesz, jest w branży kreatywnej, to jak ubierzesz się w garnitur też to będziesz sztuczny. Więc…

DS: Zwłaszcza, że to zawsze widać jak ktoś nie chodzi na co dzień w garniturze.

MK: No to inna sprawa, nie. Więc ogólnie powinieneś się ubrać tak żeby czuć się swobodnie. Najlepiej jak najbliżej dopasować się do publiczności, ale nie kosztem swojej naturalności, to na pewno. No i ubranie powinno być schludne, tak. To można bardzo ogólnie rozumieć, nie da się tego tak w szczegółach wytłumaczyć, no ale musi być czyste, powinno być wyprasowane. Najlepiej, jeżeli kolory nie są jakieś tam krzyczące, jaskrawe. No i nie ma jakichś takich konkretnych zasad, którymi absolutnie trzeba się kierować. No trzeba się dostosować do publiczności, trzeba się dostosować do warunków technicznych, czyli jeżeli to jest nagrywane, to nie powinieneś nosić drobnych wzorków, tak, jakieś prążki, drobne krateczki, to wszystko będzie się później dziwnie zaginać na video. Jeżeli tło jest na przykład czarne i nie ma światła, które jest taką kontrą, to też nie powinieneś się na czarno ubierać, bo wtedy zginiesz w tle, nie. Więc trzeba się ubrać tak żeby się od tego tła wyróżnić. No a poza tym niech to ubranie będzie też dopasowane do sylwetki, ale nie ma jakichś takich super konkretnych zasadach.

DS: Słyszałem też jeszcze taką ciekawą radę żeby schować swoją seksualność.

MK: To tak, to… Bo wiadomo, no seksualność może rozproszyć. I na przykład kobieta, która miałaby głęboki dekolt, no to jest szansa, że duża część publiczności będzie zwracać uwagę właśnie na ten dekolt, a nie na merytorykę. I tutaj mówię nie tylko o facetach, ale kobiety mogą być na przykład oburzone tym, że ta osoba się tak ubrała, więc nie warto, tak. Sukienka czy spódnica nie powinna być za krótka, facet nie powinien mieć rozpiętych zbyt wiele guzików w koszuli.

DS: Czterech guzików górnych.

MK: Tak, na przykład, nie. Więc, no zdecydowanie, no to faktycznie, to chowanie swojej seksualności jest taką wskazówką. Ale też będzie różnie w zależności od tego, jaki to jest event, jaka to jest publiczność. My na TEDx-ie mieliśmy osobę, która jest sexcoachem, była ubrana dosyć wyzywająco, ale tu z racji swojego zawodu. I to było spójne po prostu.

DS: Wiesz co, bo ja pamiętam, że kiedyś nawet nie byłem na warsztatach, tylko przechodziłem w takie… to było w Hali Stulecia, gdzie warsztaty były jakby w tych bocznych salach i można było sobie zobaczyć jak to wszystko wygląda, tak przechodząc obok. I pamiętam właśnie kobietę, która była niby biznesowo ubrana, ale strasznie wyzywająco w takich ostrych kolorach, które zwracają mocno uwagę z dekoltem, z krótką, opinającą spódniczką. Nigdy nie wiem czy spódniczka jest czy sukienka. Spódniczka.

MK: Spódniczka - to ta, co jest tylko na spód, a sukienka - ta, co ma też górę, w sensie łączoną.

DS: Dobra. Nie, to spódniczka. I pamiętam, że pomyślałem, pierwsza moja myśl była dokładnie taka, że nawet, jeżeli bym siedział na widowni, to w ogóle nie zwróciłbym uwagi na to, o czym ona mówi. Zwłaszcza, że wiesz, teraz mam ogromną łatwość w tym żeby przywołać sobie jej obraz, ale na przykład co było napisane na tablicy za nią nawet chyba nie zająłbym się tym żeby to zobaczyć.

MK: No jest takie ryzyko właśnie. Ale to też kwestia tego, co ona chciała osiągnąć. Może chciała być bardziej zapamiętana.

DS: Może [01:01:19].

MK: Nie mam pojęcia. To raczej bym w to nie szedł, w sensie tak, jak wspominałeś, schowałbym seksualność, ale sytuacje też są różne i cele osób prezentujących też są różne. Nie wszystkie… Jakby niekoniecznie wszystkie cele są szlachetne i nie wszystkie cele bym pochwalił, ale, no różni są ludzie, różni są mówcy, różne rzeczy chcą osiągnąć, więc to jest inna sprawa. A niektórzy po prostu lubią być w centrum uwagi, jak ludzie na nich patrzą - i tu mógł być ten przypadek.

DS: Czyli jeszcze się spóźnić 5 minut.

MK: O tak, idealnie w ogóle, no.

DS: No właśnie, a parę razy wspomniałeś TED-a. No można powiedzieć, że wrocławskim panem TED-em jesteś Ty. Więc zakładam, że większość słuchaczy tutaj będzie wiedziała, o czym jest TED, ale żeby mieć pewność całkowitą, to jakbyś mógł opowiedzieć co to jest tak naprawdę. Czym jest TED?

MK: TED to jest konferencja, która się wywodzi ze Stanów Zjednoczonych i polega na tym, że mówcy, którzy na niej występują mają maksymalnie 18 minut na to żeby przekazać jakąś inspirującą ideę albo porcję tajemnej wiedzy, jakąś inspirację. W ogóle hasłem przewodnim TED-a jest „Ideas Worth Spreading”, czyli pomysły warte rozpowszechniania i to rzeczywiście o te pomysły chodzi, tak. Bo na TED-a nie zaprasza się osób, nie zaprasza się konkretnych mówców, tylko zaprasza się osoby, które mają świetne pomysły. Więc można by powiedzieć, że zaprasza się pomysłów.

DS: I dopiero wtedy robi się z nich mówców.

MK: Tak, i dopiero wtedy robi się z nich mówców. Znaczy zdarza się też, że niektórzy z nich już natural… znaczy nie naturalnie, ale już po prostu są wyćwiczeni, już są świetnymi mówcami, natomiast rzeczywiście TED też pomaga się przygotować swoim prelegentom. I faktycznie żeby jakby udowodnić, że to się zaprasza pomysły, to oprócz osób, które faktycznie są nazwiskami światowego kalibru, jak Bill Gates, Stephen Hawking, zapraszane są też osoby, które są kompletnie nieznane. Richard Turere, którego TED znalazł dzięki castingom organizowanym na całym świecie. I to jest chłopiec, który wynalazł system odstraszania lwów od gospodarstwa. No i on o tym opowiadał, jak to wymyślił na TED-zie faktycznie, a nikt wcześniej o nim nie słyszał. Tak że na TED-zie występują pomysły. No i ten TED jest konferencją, która od ponad 30 lat odbywa się w Ameryce Północnej. W tej chwili głównym ośrodkiem jest Vancouver w Kanadzie. Natomiast TED stworzył mnóstwo inicjatyw pobocznych. I jedną z takich inicjatyw jest program TEDx, i ten x w nazwie to jest niezależnie zorganizowane wydarzenie TED. I ja takie wydarzenie TEDx Wrocław organizowałem właśnie we Wrocławiu przez 5 lat.

DS: Znaczy poza tym, że zastanawiam się, jak ten 14-latek odgania lwy cały czas, więc…

MK: I jest dostępne video w internecie, możesz obejrzeć.

DS: No tak, pewnie będzie w notatkach pod podcastem link do tego TED-a. To jak to wszystko się zaczęło? Jak związałeś się z TEDx?

MK: Zaczęło się od tego, że na jakimś szkoleniu jak byłem jeszcze w organizacji studenckiej trener pokazywał tam TED stoki, czyli przemówienia z TED-a. I ja potem sam zacząłem oglądać te przemówienia w domu, chłonąłem ich naprawdę bardzo dużo. I któregoś dnia stwierdziłem, a to zobaczę na ich stronie co oni jeszcze robią oprócz tych przemówień. I odkryłem właśnie program TEDx. No i okazało się, że mogę zaaplikować żeby samemu zorganizować takie wydarzenie. I oczywiście pierwsza moja myśl była: Nie, takiemu studentowi z Polski, z Wrocławia, czemu mieliby pozwolić coś takiego zorganizować. Ale jak się z tym przespałem, to na następny dzień stwierdziłem, no ale w sumie jak nie zapytam, to nie będę wiedział, no a w najgorszym wypadku powiedzą nie. No i okazało się, że tydzień później zostałem organizatorem TEDx Wrocław.

DS: Szybko poszło.

MK: Tak. Więc miałem problem, bo musiałem się zastanowić jak w ogóle zorganizować to wydarzenie, nie mając doświadczenia organizatorskiego prawie w ogóle. No ale jakoś tam się udało i z organizacją studencką BEST, do której wtedy należałem stworzyliśmy pierwszą edycję TEDx Wrocław. No i było fajnie, było poprawnie, patrząc z perspektywy czasu oczywiście było poprawnie, było okej, no ale dużo się nauczyłem i faktycznie rozwinąłem dzięki temu wydarzeniu. I w ogóle odkryłem to, co chcę w życiu robić, bo gdyby nie TED to nie zajmowałbym się przemówieniami.

DS: I ile się zajmowałeś TEDx Wrocławskim?

MK: 5 lat.

DS: I teraz na razie nie ma Twojego następcy, który by tym wszystkim pokierował dalej?

MK: Na razie nie ma, na razie jest cisza. Niewykluczone, że za jakiś czas wrócę, ale…

DS: Jest wolne miejsce. Za Warszawę.

MK: No to też nie jest takie proste, wiesz, bo…

DS: Ejże, przed chwilą zajęło Ci to tydzień.

MK: Tak, ale 5 lat temu czy 6 lat temu to było dużo prostsze, dlatego że jakoś… Ty, to już 7 lat temu prawie. Wtedy program TEDx był bardzo młody, miał 2 lata czy 3 i faktycznie zaaplikowałem, pokazałem trochę swojego doświadczenia i to wystarczyło. A teraz żeby zorganizować TEDx-a z nazwą miasta w nazwie, czyli tak, jak TEDx Wrocław trzeba mieć odpowiedni tym licencji, a żeby mieć odpowiedni typ licencji trzeba być na warsztatach, które TED organizuje. I niestety na razie przyjaznych budżetowo opcji żeby wziąć udział w tych warsztatach nie ma.

DS: A jakie to są ceny?

MK: No właśnie to jest tak, że same warsztaty są darmowe. Natomiast one zazwyczaj są przy okazji jakichś wydarzeń, które TED organizuje. I ja sam akurat byłem na opcji mocno budżetowej, bo byłem na wydarzeniu, które się nazywało TEDGlobal>Geneva. Odbywało się w Genewie w Szwajcarii, i to wydarzenie było darmowe. Więc ja musiałem sobie opłacić tylko lot, zakwaterowanie, wyżywienie na miejscu, ale tak to wszystko było za darmo. Natomiast… I ta opcja pewnie co jakiś czas będzie się powtarzać, już może nie w Genewie, ale gdzieś w Europie albo gdzieś na świecie to będzie się zdarzało, że będą darmowe wydarzenia, w których będzie można wziąć udział. Natomiast zawsze te warsztaty towarzyszą też TED-owi i drugiej konferencji takiej dużej TED Global. Tylko, że TED Global kosztuje chyba 7 500 dolarów. Ostatnio był w Tanzanii, więc do Tanzanii też trzeba dolecieć, trzeba tam zakwaterowanie sobie zapewnić. Tak że to jest opcja, która jest bardzo droga, nie. Chociaż podejrzewam, że TED mógłby się zgodzić na udział w samych warsztatach, może, nie wiem. Drugą opcją jest właśnie TED i TED Fest. To są dwie inicjatywy. TED - to jest właśnie ta główna konferencja, TED Fest - to jest konferencja tylko dla organizatorów TEDx, która towarzyszy TED-owi. TED Fest jest organizowany w Nowym Jorku, TED jest organizowany w Vancouver. I w trakcie TED Festu też są takie warsztaty. TED Fest kosztuje chyba 500 dolarów, plus przelot, plus zakwaterowanie. A TED, na którym te warsztaty chyba też się odbywają, TED kosztuje, o ile dobrze pamiętam, 10 000 dolarów. Więc ceny są mało przyjazne dla kogoś, kto by się chciał zaangażować w działania non profitowe. Więc ja akurat miałem farta, że dołączyłem do programu na tyle wcześniej, że skorzystałem z tych opcji, które były, no przyjazne dla kieszeni, tak.

DS: I jakie TEDx-y zapadły Ci w pamięć albo te, które najwięcej Cię nauczyły?

MK: Na pewno nasza ostatnia edycja - TEDxWroclaw The Musical: Break The Silence. Mieliśmy…

DS: Liczyłem właśnie, że o tym usłyszę.

MK: Słucham?

DS: Liczyłem, że o tym opowiesz.

MK: Tak. Zorganizowaliśmy TEDx w Teatrze Muzycznym Capitol, we współpracy z Teatrem Muzycznym Capitolu, więc tutaj duży ukłon do Konrada Imieli, który jest dyrektorem teatru. I zrobiliśmy TEDx-a w formie musicalu, w sensie takim, że przemówienia były normalnie przemówieniami, ale wszystkie zapowiedzi mówców były śpiewane i grane przez artystów Capitolu. No i atmosfera była niesamowita, bo to też odbyło się właśnie w teatrze i…

DS: Ale wspomniałeś też, że byłeś odpowiedzialny za dobór prelegentów.

MK: Tak.

DS: Czyli byłeś rekruterem?

MK: No, można by tak powiedzieć.

DS: W jaki sposób ludzie trafiają do TEDx-ów?

MK: Większość jest przez nas zapraszanych - są to osoby, które my albo znajdujemy gdzieś w mediach, albo są to osoby z na tyle silnymi markami, że po prostu się o nich słyszy, albo są to ludzie, których my gdzieś poznaliśmy, tak. My - w sensie organizatorzy. Zdarzają się też osoby, które się do nas zgłaszają same, ale bardzo rzadko mi się zdarzało przyjmować kogoś, kto się sam zgłosił. No tak, no to takie są sposoby.

DS: Czyli to najczęściej TEDx przychodzi do Ciebie, a nie Ty do TEDx-a?

MK: Tak.

DS: W momencie, kiedy chcesz być prelegentem.

MK: Tak. Bo niestety większość osób, które się zgłaszają wcale nie chce wystąpić żeby wygłosić ideę wartą rozpowszechniania, tylko chcą się promować.

DS: Chcą mieć fajny wpis w CV.

MK: Tak. Dlatego ja większość takich osób odrzucam. Być może popełniłem jakieś błędy i kogoś źle oceniłem, natomiast rozmawiam z tymi ludźmi, i słyszę po prostu, czego oni oczekują, dlaczego chcą wziąć udział w evencie. Czasami się też zdarza, że ludzie chcą wziąć udział, chcą wygłosić jakieś przemówienie, ale ich idea jest mało TEDx-owa, tak. Nie akceptowałem, wiesz, 50-tego wystąpienia o tym, jak się jeździ autostopem po Azji, no bo ludzie już o tym słyszeli. Że to też nie jest tak, że nie dawałem komuś szansy, bo zawsze jak ktoś się do mnie zgłaszał z takim tematem, to pytałem: no dobra, ale to, czego się nauczyłeś, co publiczność może z tego wynieść, nie. I ktoś mówił: a, że można spełniać swoje marzenia. I okej, no fajnie, no super, że ludzie takie rzeczy robią, że spełniają swoje marzenia, ale to jest trochę przeżarty temat, tak. Ludzie wiedzą, że mają spełniać swoje marzenia, nie trzeba im o tym… znaczy jest pewnie dużo ludzi, którym trzeba o tym mówić, bo dlatego rynek mówców motywacyjnych tak kwitnie, natomiast to nie jest temat, który jest na TEDx-a, bo to nie jest idea warta rozpowszechniania. Z perspektywy TEDx-a to jest oczywistość. I dużo też takich przemówień już po prostu na TEDx-ie było. Możemy wziąć ot, choćby przemówienie Jacka Walkiewicza z TEDx WSB, które przecież ma chyba 2,5 miliona wyświetleń, które jest bardzo dobrym przemówieniem. Ale z perspektywy TEDx-a, no to jest bardziej przemówienie motywacyjne. I TED wprost mówi organizatorom TEDx-ów żeby takich mówców już po prostu nie zapraszać, bo tego jest za dużo w internecie. Wystarczy wpisać przemówienie motywacyjne w YouTubie albo w Google i na pewno takie znajdziesz, więc nie potrzebne są kolejne. Lepiej posłuchać na przykład o perowskitach, czyli o ogniwach fotowoltaicznych, które są super cienkie, super tanie w produkcji i mogą zrewolucjonizować świat, tak. Mamy Olgę Malinkiewicz, która pracuje nad takimi tutaj we Wrocławiu. Lepiej posłuchać na przykład sexcoacha, który opowiada o relacjach między ludźmi. Więc te pomysły warte rozpowszechniania, no wiadomo, że to jest trochę subiektywne, co konkretnie się wybierze, ale, no ja starałem się zawsze wybierać takie rzeczy, które będą naprawdę wyjątkowe.

DS: To domyślam się, że grupa, jaką jest TED-owa czy TEDx-owa publiczność też jest dosyć specyficzna?

MK: No tak. To są ludzie, którzy są otwarci na świat, którzy są rządni nowej wiedz. Sporo z nich, owszem, też szuka motywacji, więc jakby takie przemówienie motywacyjne wcale nie byłoby źle odebrane pewnie na TEDx-ie przynajmniej w Polsce. No ale to ja wychodzę z założenia, że lepiej motywować ludzi pokazując im różne świetne pomysły, niż faktycznie mówiąc im: "Hej, zmotywuj się", nie.

DS: Zwłaszcza, że mam wrażenie, że tacy ludzie najczęściej już są na wyżynach swojej motywacji, oni są zmotywowani, tylko nie szukają jak zrobić to jeszcze lepiej, jeszcze więcej, jeszcze bardziej.

MK: To prawda. Ludzie, którzy są ambitni, ciekawi, którzy szukają nowych kontaktów, szukają nowych projektów, w które mogliby się zaangażować. Więc tak, to jest ta grupa.

DS: Ja bardzo często się z tym spotykam, a domyślam się, że Ty miałeś to przez długi czas na co dzień, czyli chcę wystąpić na TEDx, co mam zrobić?

MK: Robić ciekawe rzeczy i może ktoś się do Ciebie… Nie, znaczy to jest jeden ze…

DS: I czekać, cierpliwie czekać.

MK: To jest jak najbardziej jeden ze sposobów żeby robić ciekawe rzeczy i czekać aż ktoś się do Ciebie zgłosi. Na pewno złym podejściem jest, jeżeli będziesz miał na to takie parcie, że będziesz się zgłaszał do każdego TEDx-a i, wiesz, proponował swój pomysł. Bo to może Ci po prostu nie wyjść. Może wyjść, jasne, ale może nie wyjść.

DS: Macie czarną listę ludzi, którzy ciągle się zgłaszają?

MK: Nie. No może są jakieś tam pojedyncze nazwiska, które się zgłaszały, ale to nie jest tak, że ja stworzyłem jakąś listę zaraz. To są po prostu ludzie, których ja odrzuciłem w procesie i nie akceptuję ich dopóki nie przyjdą do mnie z sensownym pomysłem, tak. No ale żeby dostać się jeszcze na TEDx-a, no warto być obecnym, jakby to powiedzieć, no, czy to w mediach, czy w social mediach, czy… żeby ludzie po prostu o tobie słyszeli. Bo idealną rekomendacją jest, jeżeli przychodzi do mnie mój znajomy i mówi mi: Słuchaj, mam dla ciebie mówcę na TEDx-a, ta i ta osoba może opowiedzieć o takich i takich rzeczach. To to jest chyba najlepsze rozwiązanie. Więc warto też tak, może to nie będzie do końca dobre, ale warto podesłać swoich znajomych zamiast siebie. Ale, jeżeli już chcesz się zgłosić sam, to na pewno bardzo musisz przemyśleć swój temat. I warto w ogóle przyjść już od razu z tematem, a nie przyjść na zasadzie ej, słuchaj, chciałbym wystąpić na TEDx-ie, jaki macie temat, to ja się dopasuję, bo takie przypadki też mi się bardzo często zdarzały. Ja wychodzę trochę z założenia, że… I wiem, że mi to też ogranicza pulę mocno osób, które mógłbym zaprosić, ale wychodzę z założenia, że jeżeli masz jakiś pomysł, to to jest jeden pomysł. Owszem, możesz go ugryźć na różne sposoby, jasne, ale raczej będzie to jeden pomysł i na nim powinieneś się skupić. I tak go zbudować, tak go ciekawie przedstawić żeby organizator TEDx-a chciał cię zaprosić, po prostu. Po prostu - no ale to nie jest takie proste oczywiście. Ale nie jest też trudne z drugiej strony. Jeżeli robisz to, co lubisz i to jest coś, co jest wyjątkowe, jeżeli jakoś się wyróżniasz, to prawdopodobnie masz szansę. Bo to też nie jest… w sumie nie jest tak, że trzeba mówić zawsze o czymś zupełnie nowym. Czasami nowe spojrzenie na coś starego też zadziała, też będzie można o tym opowiedzieć. Albo, jeżeli potrafisz zebrać bardzo ciekawe historie, które możesz opowiedzieć, które dadzą wartość publiczności, tak, nie są do końca Twoje, ale Ty potrafisz je tak zebrać i takie wnioski wyciągnąć, że będzie to wartościowe. Popatrz na przykład na Malcolma Gladwella - to jest gość, który… on nie opowiada o swoich historiach, on opowiada o historiach, które zbiera i wyciąga z nich bardzo fajne wnioski. I dzięki temu też występował na TEDx-ie oczywiście, i to niejednokrotnie.

DS: No TED Talk’i są świetnymi przemówieniami, znaczy świetnymi wystąpieniami, tak. Ale na początku powiedziałeś, że przychodzą ludzie, którzy mają pomysł i dopiero potem stają się tymi mówcami. Właśnie to, co mnie też zastanawia, czyli jest pewien rodzaj treningu, któremu są poddawani ludzie, którzy będą występować i są jakieś wytyczne, w jaki sposób ma wyglądać takie przemówienie dla nich?

MK: I tak, i nie. Nie ma jakiegoś super specjalnego procesu. To jest ten sam proces, przez który ja przechodzę ze swoimi klientami, którzy nie występują na TEDx-ie, tak. To jest po prostu przygotowanie do przemówienia. A tak się składa, że akurat tym przemówieniem jest TED Talk czy TEDx Talk. Oczywiście są pewne rzeczy, którymi TEDx Talk się charakteryzuje, tak. Już sama długość tego wystąpienia, czyli maksymalnie 18 minut już coś definiujesz - to jest krótkie wystąpienie po prostu i trzeba się odpowiednio zmieścić w tym czasie. Też to, że to musi być idea warta rozpowszechniania, tak, to musi być coś w miarę konkretnego, ale jednocześnie coś inspirującego żeby ludzie dowiedzieli się czegoś ważnego, ale też chcieli mówić o tym dalej, mówić o tym na przykład swoim znajomym. Tak że są pewne różnice między wystąpieniem na TEDx-ie, a wystąpieniem na, nie wiem, konferencji branżowej, ale sam proces przygotowania nie różni się.

DS: Szkoda, liczyłem, że macie magiczną książkę, która jest tylko i wyłącznie dla osób, które występują tam i wystarczy, że przejdziesz te 7 kroków i zadzieje się magia.

MK: W ogóle w przemówieniach tak nie ma. Nie ma jakichś magicznych kroków. Jest zbiór różnych wytycznych, wskazówek, technik, które można stosować, ale nie jest powiedziane, że one w jakiejkolwiek konfiguracji dadzą ci sukces. Może się okazać tak, że w żadnej konfiguracji nie dadzą ci sukcesu, może się okazać tak, że w każdej konfiguracji ci dadzą sukces - no naprawdę nie ma reguły. Bo jest mnóstwo czynników, które się składa na to, czy twoje przemówienie się uda, czy nie. I można się po prostu stosować do pewnych rzeczy, ale nie trzeba. Najważniejsze, co mógłbym doradzić, jeśli chodzi o wystąpienia na TEDx-ie i w ogóle o wystąpienia publiczne, to jest to żeby być sobą. Po prostu, jak występujesz przed ludźmi bądź sobą. Wiadomo, że musisz być dobrze przygotowany, okej, ale na scenie nie próbuj być kimś innym, nie próbuj na siłę na przykład modulować swoim głosem żeby brzmieć jak, wiesz, wzniośle, bo to jest przemówienie. Nie, bo będziesz brzmiał sztucznie, dziwnie, przerysowanie teatralnie i publiczność stwierdzi, że jesteś nieautentyczny. A jak stwierdzą, że jesteś nieautentyczny, to stwierdzą, że jesteś nieprawdziwy, w pewnym sensie, że ich oszukujesz i nie będą Ci ufać. Wiadomo, że to nie jest dokładnie taki proces myślowy, że ktoś patrzy i: o, ten gość jest sztuczny, nie ufam mu, tylko to będzie bardziej działało na podświadomość. Więc warto być sobą, warto się zachowywać tak, jak zachowujesz się rozmawiając z kimś.

DS: A załóżmy, że ktoś chciałby powoli zacząć uczyć się występowania publicznego, nie ma żadnego określonego celu na zasadzie jakiejś prezentacji, czy wystąpienia, do którego chciałby się przygotowywać, tylko, w jaki sposób codziennie mógłby poświęcać trochę energii na to żeby nad wystąpieniami pracować?

MK: Wiesz co, no myślę, że warto poczytać trochę o różnych technikach i próbować te techniki stosować. Można też pracować nad swoim głosem, i na to też jest mnóstwo ćwiczeń. Można pracować nad swoją charyzmą, i na to też jest mnóstwo ćwiczeń. Więc da się pracować systematycznie, nawet to jest dużo lepsze niż na siłę przygotowywać się do jednego wystąpienia. Wiadomo, że to przygotowanie do jednego konkretnego wystąpienia ono jest bardzo ważne i treść, treści nie przygotujesz, wiesz, systematycznie pracując sobie o, po prostu tak, tylko faktycznie przygotowujesz treść do tego jednego konkretnego wystąpienia, więc to trzeba zrobić. Ale można ćwiczyć storytelling. I na przykład, jeżeli ktoś ma dzieci, może opowiadać bajki na dobranoc swoim dzieciom. Albo nawet nie opowiadać, nawet wziąć książkę z bajkami i czytać te bajki stosując różne głosy, tak. Jeżeli jakaś postać ma jakiś, nie wiem, krzykliwy głos, to można próbować taki imitować. Jeżeli to jest jakiś słodki miś, no to warto też powiedzieć to jakimś słodkim głosem, no. Można próbować i ćwiczyć w ten sposób.

DS: A jeżeli ktoś zapytałby Cię o literaturę, od której zacząć, to co byś polecił?

MK: Na pewno książka Chrisa Andersona, czyli szefa TED-a. Ona się nazywa " TED Talks: The Official TED Guide to Public Speaking”. Nie wiem czy jest polska edycja już, wydaje mi się, że jeszcze nie, ale podejrzewam, że prędzej czy później się pojawi. To jest bardzo fajna książka, bo Chris bardzo w niej stawia właśnie na autentyczność, na to żeby być sobą. No a do tego oczywiście opowiada o różnych technikach, które można stosować, opowiada różne historie związane z TED-em, z tym, jak niektórzy mówcy się przygotowali. Opowiada między innymi tę historię o pompkach, którą wcześniej opowiadałem. Więc jest naprawdę bardzo wartościowa książka. Do tego wszystko, co napisała Nancy Duarte. Bardzo fajne pozycje. Zdecydowanie polecam "Resonate", czyli na polski to będzie chyba współbrzmienie. To jest super wartościowa książka. Tam jest dużo napisane o storytellingu, o tym, jak sprawdzić kim jest publiczność, jak się dostosować do tej publiczności. Jest naprawdę bardzo dobrą lekturą. Do tego, jak ktoś już bardziej chciałby pójść w coś zaawansowanego, to " Illuminate " też Nancy Duarte. I to jest książka bardziej dla liderów. Jak przemawiać, jak się jest liderem. Jest bardzo dobra, ale nie polecam jej osobie, która jest na poziomie podstawowym, to raczej jest na zaawansowany. Do tego książki Garra Reynoldsa, książki Nicka Morgana. Można też czytać mojego bloga, bo mam bloga, prowadzę i też dzielę się tam wskazówkami odnośnie tego, jak występować publicznie.

DS: Dobra, jakby co to spokojnie wszystkie tytuły i linki będą podane w notatkach. Ale wspominałeś też o charyzmie.

MK: Tak.

DS: Czym jest charyzma dla Ciebie?

MK: To nie jest takie proste żeby to nazwać czym jest.

DS: Dlatego dodaję ten, wiesz, człon "dla Ciebie".

MK: Tak, tak. Dla mnie charyzma jest bardzo trudna do określenia, do takiego zdefiniowania. Bo charyzma jest czymś, co powoduje, że jeżeli masz charyzmę, to ja cię lubię, tak, albo chce mi się ciebie bardziej słuchać niż kogoś innego. To jest takie poczucie, że przy tobie jest bezpieczniej, że ty mówisz ciekawiej, że ty jesteś w stanie zachęcić mnie do działania. To jest to, że masz pewne umiejętności, które to wszystko po prostu sprawiają.

DS: I myślisz, że tego można się nauczyć?

MK: Oczywiście, że można się nauczyć. Wiadomo, są różne ćwiczenia, różne techniki, które można stosować, no których można się po prostu nauczyć, nie trzeba się z tym rodzić.

DS: To super. To bardzo się cieszę, że masz podobne podejście do mnie. Dobra, to wszystko z mojej strony. Więc ja dziękuję serdecznie, że wpadłeś, że poświęciłeś czas.

MK: Też bardzo dziękuję. I też życzę powodzenia z wszystkimi wystąpieniami publicznymi, i z budowaniem swojej charyzmy i umiejętności prezentacyjnych.

DS: Zanim się pożegnamy to zapraszam Was jeszcze serdecznie do tego żebyście podzielili się wszelkimi opiniami na temat podcastu, czy to drogą mailową, czy w komentarzu. Napiszcie, co wam się podoba, co warto byłoby zmienić i kogo chcielibyście jeszcze posłuchać i jakie tematy warto by było jeszcze poruszyć. Ja jestem ogromnie otwarty na wszelkiego rodzaju sugestie, zwłaszcza, że ten podcast jest robiony dla Was, więc chciałbym żeby był idealnie do Was dopasowany. No więc dzięki wielkie za poświęcony czas i nie zapomnijcie o tym żeby śledzić mnie na Facebooku i Instagramie, no i do usłyszenia w następnym odcinku. Cześć.